Polska nie jest krajem szczególnie przyjaznym dla osób ujawniających swoją nie-heteroseksualność, opublikowany ostatnio na łamach "Innej Strony" list Krzyśka świadczy o tym dobitnie. Coroczne raporty Lambdy i KPH o dyskryminacji lesbijek i gejów w Polsce donoszą o wciąż niezwykle częstych przypadkach łamania praw człowieka w związku z orientacją nie-heteroseksualną. Cierpienie Krzysztofa, który z powodu uprzedzeń szefostwa i homofobii instytucjonalnej utracił pracę, a zatem i środki do życia, to cierpienie jest krzykiem - jak słusznie zauważa autor przywoływanego listu - że w Polsce wciąż jest bardzo źle i potrzeba wielkiej solidarności i wzajemnego wsparcia, by móc się przeciwstawić sile nienawiści, wrogości i odrzucania, jakiej doświadczają queers w społeczeństwie. Mam nadzieję, że lesbijki, geje i biseksualiści oraz po prostu ludzie nam przyjaźni, pracujący w szpitalach umożliwią Krzysztofowi kontynuowanie pracy w swoim ukochanym zawodzie. Nie milczcie, jutro każdy i każda z nas może także paść ofiarą systemu heteronormatywnej nienawiści.
Dlaczego o tym piszę? Otóż budzi we mnie gniew, bardzo gwałtowny gniew narastające zjawisko swoistej segregacji wśród osób homo-, bi- i transseksualnych. Dotknięci społeczną nienawiścią, marginalizowani i wykluczeni z dostępu do wielu społecznych dóbr, sami sobie, lesbijki, geje, biseksualni, serwujemy wzajemne wykluczenia, niechęci, nienawiści. Przykładem tego absurdalnym jest wulgarna odmiana door selection, jaka zapanowała w niektórych klubach lesbijskich i gejowskich w naszym kraju. Chłopcom (zwykle) stojącym w drzwiach już dawno nie chodzi - z nakazu szefostwa - o to, by do klubów nie dostawały się osoby niepożądane: dealerzy narkotyków, rozrabiacy, osoby bardzo pijane itp. Celem door selection jest budowanie "elitarnych", "snobistycznych" miejsc, gdzie bawi się, pożal się Boże, "elitka". Oczywiście wszyscy wiemy, że na zachodzie tego rodzaju praktyka także ma miejsce, ale chciałbym publicznie postawić dwa pytania: czy rzeczywiście wszystko, co na zachodzie Europy lub w Stanach "wynaleziono" musi być koniecznie kopiowane oraz czy rzeczywiście Polska jest miejscem, gdzie możemy pozwolić sobie na ordynarne wykluczenia wewnątrz społeczności queer?
Pewnie mój gniew wynika z moich nieuleczalnie lewicowych przekonań: jak ktoś śmie nie wpuszczać do bynajmniej nie ekskluzywnego klubu ludzi tylko dlatego, że nie mają na sobie ubrań z najpopularniejszych domów mody? Jak ktoś śmie serwować polskim lesbijkom, gejom, osobom biseksualnym upokorzenie w kraju, gdzie jesteśmy upokarzani na tysiące sposobów w naszej codzienności? Jeśli ten i ów ma ochotę na klub, w którym bywają wyłącznie młodzi, sławni, piękni i bogaci, niech zrobi rzeczywiste karty klubowe i zamknięty klub dla snobów. Moi przyjaciele z Francji, Niemiec, Hiszpanii są wstrząśnięci, że w tak homofobicznym kraju, jak Polska, środowisko LGBT samo sobie funduje wykluczenia i w dodatku robi to w wyjątkowo ordynarny sposób (słynny "palic", o którym pisał Maciej Nowak w GW). Uznaję prawo właścicieli do ograniczania swojej klienteli do wybranej kategorii osób, co nie oznacza, że jestem w stanie pozostawić taką praktykę bez komentarza.
Mój gniew wywołuje fakt, że bywalcy tych segregacyjnych przybytków snobizmu zwykle mają w głębokim poważaniu problem społecznej heteronormatywności, bowiem żadnych "sławnych i bogatych" nie udało mi się zobaczyć na żadnej z Parad Równości, nie znalazłem ich nazwisk pod żadnym listem protestacyjnym w obronie praw queers, nie sądzę także, by ktokolwiek z nich pokusił się o załatwienie pracy Krzysztofowi, o którym pisałem wyżej. Ani lesbijki i geje, którzy szaleją ze szczęścia, że na jeden wieczór mogą się znaleźć w towarzystwie "oficjalnie" heteroseksualnego sławnego piosenkarza czy sławnej modelki, ani sami ci "sławni, piękni i bogaci" nie widzą niczego nieprzyzwoitego w tworzeniu snobistycznej wyspy queerowego "szczęścia" w morzu upokorzeń, wykluczeń, cierpienia. Zadowoleni z siebie balują, starając się "nie myśleć" o tym, co dzieje się poza ścianami ich enklawy. I bardzo dokładnie starają się zabezpieczyć swój "światek" przed tym, co psuje nastrój szczęścia i błogostanu.
Swego czasu pomstowałem na Roberta Biedronia, który zaproponował akty outingu, czyli ujawniania homoseksualności lub biseksualności osób, które publicznie prezentują zachowania homofobiczne. Teraz jednak zastanawiam się, czy nie jest to właściwa metoda na tych "sławnych i bogatych", którzy opromienieni nimbem tolerancji szczycą się "częstym przebywaniem" w klubie gejowskim i poza tym nie robią niczego, ale to absolutnie niczego by pomóc tym, których łaskawie tolerują.
Niemniej jednak tym, co mnie najbardziej boli, jest segregacja, która przejawia się nie tylko w tej obrzydliwej praktyce wpuszczania do klubu wyłącznie osób ubranych w ciuchy za parę tysięcy co najmniej, ale także w wielu innych podziałach, które obserwuję wśród lesbijek i gejów. Badałem ten problem i jest on przedmiotem mojej złożonej już pracy doktorskiej: ateiści nie cierpią religijnych, lewicowcy nie mogą patrzeć na prawicowych, bogaci nie znoszą biednych i starają się ich wykluczyć ze swojego świata, monogamiczni uważają niemonogamicznych za dziwki itp., itd. Jeśli narzekamy na panującą wokół nas homofobię, nienawiść i dotykająca nas marginalizację, dlaczego, u licha, sami sobie serwujemy wykluczenia? Może coś jest że mną nie tak, może nie jestem wystarczająco "światowy", ale naprawdę nie jestem w stanie tego zrozumieć i zaakceptować.
Jacek Kochanowski
W gruncie rzeczy myslę jednak, że opiniami osob dla których ciuch i młodość są wyznacznikiem wartości klienta, nie warto się przejmować. Szkoda, że do kultury obsługi jaka na przykład cechuje paryskich jubilerów na Polach Elizejskich wciąż jeszcze naszym rodzimym biznesmenom daleko.
Ale to się zmieni. W końcu miejsca tworzą ludzie.
Ciekawe czy do tej ....opii wpuszczono by na przyklad Verlaina albo Whitmana...albo choćby Lechonia w przyciasnej marynarce...eh...Głupota ludzka nie ma granic.
Tylko młyn na wodę...młyn na wodę.....
A moglibyśmy jeszcze jakiś czas pobyc jedną wielką rodziną. Tak, tak....fantazje tez nie mają granic.
A jednak to bolesne, że nie chcemy pamiętać o tym, że więcej nas łączy niż dzieli.
buehehehehe
niektorzy powinni dwa razy sie zastanowic zamiast napisza taka pierdole :P
Nie chodzi mi przecież o zabijanie indywidualizmu, bo sam jestem indywidualistą - zazwyczaj idę pod prąd całej reszty. Za wyznacznik mojego życia nie przyjmuje swojej seksualności, tylko swoją duszę. Właśnie dzięki niej nie beczę jak cała reszta, bo tego nie znoszę, więc tym bardziej nie chcę dorównywać wszystkich do jednego stada, jak mi wmawiasz. Niech żyje Kultura Gejowska i Nie-gejowska!