Witajcie. Postanowiłem odezwać się do Was w takiej formie. Na końcu listu wyjaśniam, co jest tego powodem. A bezpośrednią przyczyną jest utrata pracy. Kiedyś popełniłbym samobójstwo z rozpaczy, ale dziś - kurwa! nie poddam się bez walki! Proszę, człowieku, przeczytaj, co przytrafiło się jednemu z tysięcy gejów w tym durnym, ciemnym kraju.
To przychodzi cicho i nagle. Wydaje ci się, że jeszcze nikt nie wie a ci zorientowani milczą. Kiedy jednak współpracownicy cichną na twój widok, dostrzegasz krzywe uśmieszki ... Rozeszło się.
Aż wreszcie słyszysz za plecami - nie wiesz? Zwalniają go, bo to pedał!
W mojej "fabryce" zawsze było dobrze. Każdy problem dawał się rozwiązać, sprawy,
te ciekawe i mniej ciekawe udawało się przedyskutować i dojść do źródeł problemu. Tak fajnie mi się złożyło, że dałem poznać się jako człowiek z pełnym wachlarzem zalet i wad, a dopiero z czasem ujawniłem swoje preferencje seksualne. (Dziś wiem ,
że postąpiłem rozważnie. Dlaczego? Bo to wczoraj cudownie dziś procentuje.
Ale to tylko dygresja.) Ludzie przyjęli mnie do stada. Stałem się jednym z nich.
Kiedy zaczęło się psuć? Nic się nie popsuło. Oficjalnie. Więc?
Świat jest mały. Albo raczej - słowo wylatuje ptakiem a wraca kamieniem. Rany, o co
mi chodzi!!!? O to, że ludzie, których spotykasz prywatnie, najczęściej są przyjaźni,
a przynajmniej tolerancyjni. W pracy te same osoby (sic!) bywają nieznośne. Delikatnie mówiąc.
W mojej - niemojej "fabryce" zdarzyło się tak, że hierarchia zrobiła doktorowi wodę
z mózgu. Pech chciał, że znaliśmy się z owym doktorem długo i z jak najlepszej prywatnej strony. Ten sam pech sprawił, że powiedzieliśmy sobie o dwa słowa za dużo przy osobach pozornie niezorientowanych. Szpital to taka mała wieś, więc osoby poszły dalej plotkować, aż doszły do Wielkiego Homofoba...
Wiemy, o co chodzi w tajemnicy poliszynela. Wszyscy nie - wiedzą. Ale my poruszyliśmy nieciekawy temat, trafiliśmy na władnych buraków, sprzątaczki moralne
i tak pedałom podziękowano. Ale, Boże, przecież nikt nie tknie lekarza! Co innego ... noszowy. Przecież nie ma pleców, rodziny, nie zapłacze, że żona i trójka drobnych dzieci na utrzymaniu. A w ogóle - mógł tyle nie gadać. Sam sobie winny.
Znaleziono sposób na zwolnienie - brak dyspozycyjności.
Przyszło nagle, przypadkowo. Kończy się pasmem upokorzeń. Muszę przecież przejść przez Golgotę obiegówki. Im wyżej, tym uwagi są coraz ładniej ubrane w słowa, a to boli jak policzek.
Wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Napisałem swoje wypracowanie.
Czemu takie porównanie? Bo to lekcja dla mnie. Gorzka lekcja pokory. Utrata pracy teraz, w tych realiach to koszmar, a szczególnie dla człowieka bez wykształcenia.
I co teraz? Powinienem poprosić o pomoc. Ale... cholera, jak ja dobrze znam to środowisko!
Jest tak samo fałszywe, jak moralność pani D.
Właściwie pomogłem sobie sam przelewając myśli na papier, układając sobie obraz własnej sytuacji...
Polecam. I mimo tej ogromnej niewiary pozdrawiam.
Krzysiek (adres e-mail)
PS. Przypomniałem sobie coś:
Po pierwsze - wsadź do butów dumę. Nie te czasy.
Po drugie - krzycz. Niech cię usłyszą. Rada dla nas wszystkich. Dlaczego mam nie skorzystać?
SZUKAM PRACY. NIE WYMAGAJĄCEJ ŚREDNIEGO WYKSZTAŁCENIA NA POCZĄTEK.
WOLAŁBYM ZOSTAĆ WE WROCŁAWIU, PRZY SWOIM CHŁOPAKU, WOLAŁBYM POZOSTAĆ PRZY SWOIM ZAJĘCIU - POLUBIŁEM LUDZI DZIĘKI TEJ PRACY. WOLAŁBYM... BYĆ.
Mam 36 lat, 10 lat pracy w szpitalu onkologicznym, zaliczony wewnątrzszpitalny kurs sanitarny. Potrafię patrzeć na śmierć, mogę pracować w hospicjum, w opiece paliatywnej - ale to tylko szczere chęci. Pewnie wyląduję przy dobrych układach w Trans - Formers albo... czy może być jeszcze gorzej?... Przepraszam Cię, Artur...
Mam trochę wierszy. To śmieszne, co przychodzi mi do głowy, ale tonący brzytwy
się nie boi. Może ktoś kupi moje wiersze? Sprzedaje się dane osobowe. Mogę sprzedać swoje myśli. Gdyby kogoś to zainteresowało, czy mogę prosić Was o pośrednictwo? Dołączę do dyskietki parę. Mogą służyć jako teksty piosenek. Póki wierzę w siebie... tak, dodam parę tekstów przemyślanych dawno temu,
z nieszczęścia przepitych nieraz na wskroś. Wiem, że redakcja nie zwraca materiałów itp., ale dla mnie to ważne, zrozumcie. Poza tym, albo raczej przede wszystkim - mam ogromną nadzieję, że pomogę komuś. Tak, jak kiedyś ktoś mnie.
Życie jest piękne, mimo wszystko. Trzeba to piękno jednak umieć dostrzec. Wiem, że los Ci poszczęści, tylko... krzycz!, żeby Ci się udało, a na pewno wszystko ułoży się po Twojej myśli...
Czy "środowisko" jest takie złe? Nie wiem, bo wchodzę w jego kręgi bardzo powolutku i małymi kroczkami, ale... boję się... Myślę, że należy postrzegać ludzi indywidualnie, a nie grupowo...
Życzę Ci powodzenia Drogi Krzysztofie!
Pozdrawiam