Dziennik Rzeczpospolita w wydaniu z 13 maja 2003 zamieścił tekst Tomasza Drabowicza, studenta III roku socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, polemizujący z opublikowanym 28 kwietnia artykułem Piotra Semki "Wolność na wyłączność", dotyczącym akcji Kampanii Przeciw Homofobii "Niech nas zobaczą". Pisze on, że Semka "poruszył ważny problem, jakim jest sytuacja, w której przyszło w Polsce żyć gejom i lesbijkom. Fakt, że jego artykuł był reakcją na akcję KPH dowodzi, że jej organizatorzy już odnieśli sukces, udało im się bowiem rozpocząć w mediach dyskusję nad problemem, na który chcieli zwrócić uwagę. Trudno jednak nie przejść obojętnie nad niektórymi tezami i sformułowaniami autora. Zarzuca on organizatorom krytykowanej przez siebie akcji praktykowanie ni mniej, ni więcej, tylko "wizualnej agresji". "Zdjęcia de facto lansują homoseksualizm i jako takie wywołują protest osób wyznających tradycyjny system wartości"."
Drabowicz pisze: We współczesnych, demokratycznych społeczeństwach naczelną regułą kształtującą obszar przestrzeni publicznej jest zasada wolności słowa. W praktyce z oficjalnego dyskursu wyklucza się jedynie stanowiska skrajne, nawołujące do przemocy i nienawiści, obojętne, jak umotywowanej. Dlaczego więc plakaty pokazujące dwoje ubranych ludzi trzymających się za ręce oburzają go do tego stopnia, że właściwie żąda on ich usunięcia, ponieważ - jego zdaniem - ich prezentowanie na billboardach narusza obywatelskie prawa tych obywateli naszego państwa, którzy są rzymskimi katolikami? Jest to możliwe dzięki temu, że Semka utożsamia demokratyczno-liberalny dyskurs publiczny z dyskursem - jak sam go nazywa - tradycyjnym. Cechą tego ostatniego jest zaś heteronormatywność, czyli arbitralne, kulturowo i historycznie uwarunkowane, uznanie za prawidłową - "normalną" właśnie - formę zaspokajania popędu seksualnego jedynie przez kontakty między przedstawicielami odmiennych płci. W obrębie takiego dyskursu każda wzmianka o tym, że możliwe jest jej zaspokojenie na przykład między dwiema kobietami, stanowi zamach na jego integralność i z założenia musi być eliminowana.
Odnosząc się do stosunku Kościoła katolickiego do homoseksualizmu, Drabowicz stwierdza: Jako niechrześcijanina (...) mało obchodzi mnie zdanie Kościoła rzymskokatolickiego czy to w kwestii społecznej wartości związków gejowskich, czy też np. w sprawie przystąpienia Polski do UE. Natomiast jako obywatela tego kraju jak najbardziej obchodzi mnie to, że część moich rodaków codziennie, na każdym niemal kroku, cierpi i jest szykanowana (bo jeśli nie jest szykanowaniem stwierdzenie o kimś, kto nikomu żadnej krzywdy nie wyrządził, że jest człowiekiem o złych skłonnościach i że powinien się siebie głęboko wstydzić - to czymże w takim razie jest szykanowanie?).
Przyznam się, że nie bardzo rozumiem, skąd u Semki to ciągłe powoływanie się na rzymskokatolickie nauczanie. Celem KPH nie jest przecież zmiana treści doktrynalnych tego czy innego wyznania, ale zmiana społecznego i prawnego położenia paru milionów Polaków i Polek, którzy dziś żyją w swoim kraju zaszczuci; a państwo, na rzecz którego płacą podatki, nie zapewnia ani im, ani związkom, w których żyją, żadnej ochrony prawnej. Na ile mi wiadomo, III RP jest państwem świeckim, a jej konstytucją nie jest wydany ostatnio przez Stolicę Apostolską "Leksykon rodziny i życia".
Swą polemikę z tekstem Semki, Drabowicz kończy tak: Ważne jest jedno: na pytanie Semki, czy - jak ich oględnie określa - "osoby nieakceptujące homoseksualizmu" mają prawo w demokratycznym społeczeństwie do wyrażania swoich poglądów, odpowiedź jednoznacznie brzmi: tak. To samo jednak dotyczy organizacji gejowsko-lesbijskich: mają one pełne prawo wieszać, co chcą i gdzie chcą. Jeśli redaktorowi Semce te plakaty się nie podobają, niech zorganizuje własną kontrkampanię, a nie żąda usunięcia z przestrzeni publicznej niemiłych jego sercu treści. Bo jeśli ktoś żąda tolerancji tylko dla własnych poglądów, ryzykuje tym, że kiedyś z kolei ich upublicznianie zostanie uznane za "przemoc wizualną", która może być akceptowalna w ramach nowego status quo jedynie w katakumbach wielkich miast. Jak bowiem powiada Pismo - na które redaktor Semka tyle razy się powołuje, uzasadniając negatywny stosunek do gejów i lesbijek - "Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!" (Mt, 6, 12).
(Skróty od redakcji)