Kilka lat członkostwa w Unii Europejskiej wystarczyło, by dogłębnie przekształcić oblicze katolickiej Hiszpanii. Zmiany te nie polegają naturalnie tylko na unowocześnieniu infrastruktury i podniesieniu poziomu stopy życiowej ale przede wszystkim na głębokich przemianach obyczajowych. Życie hiszpańskich metropolii, takich jak Madryt lub Barcelona niewiele już przypomina niedawne przecież czasy rządów generalissimusa Franco i kościelnej sekty Opus Dei. Przemiany widać także na prowincji. Co prawda w Hiszpanii rządzą konserwatyści, ale nadchodzące wybory komunalne 25 maja 2003 mogą znacząco zmienić układ sił. Jeszcze wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem, pojawiają się w tych wyborach hasła obrony praw mniejszości seksualnych.
Federacja działających w Hiszpanii organizacji gejowskich i lesbijskich (Federación Estatal de Gays, Lesbianas, Transexuales y Bisexuales - FEGLT) prowadzi kampanię przeciwko rządzącym konserwatystom pod hasłem "Vota Rosa, no votes PP" (głosuj różowo, nie głosuj na Partię Ludową). Przewodnicząca FEGLT Beatriz Jimeno zarzuca premierowi Aznarowi i jego Partido Popular że chce powstrzymać postęp i torpeduje uchwalenie ustawy o związkach homoseksualnych oraz zezwolenie parom jednopłciowym na adopcję dzieci. O wyborcze głosy gejów i lesbijek ubiegają się socjaliści. Rafael Simancas, kandydat na burmistrza Madrytu z ramienia Partii Socjalistycznej (PSOE) obiecał, że jeśli wygra wybory, umożliwi osobom transseksualnym finansowanie operacji zmiany płci z funduszy publicznych. Przyrzeczenie to zostało nawet uwiecznione w umowie, jaką kandydat zawarł z stowarzyszeniem transseksualistów!
Jednak czarnym koniem hiszpańskich wyborów komunalnych i jedną z najciekawszych w nich postaci jest ubiegający się o fotel burmistrza Madrytu kandydat partii Zielonych - José María Mendiluce (51). Swoją kandydaturę nazywa "projektem europejskim" - co znaczy ni mniej ni więcej jak zdarcie duszącej Hiszpanię zasłony zakłamanej katolickiej moralności i wpuszczenie wreszcie trochę świeżego powietrza. Mendiluce jest osobą kontrowersyjną - nie tylko dlatego że jest otwartym gejem. Zasiada w Parlamencie Europejskim jako niezależny deputowany, wybrany z listy socjalistów. Szefuje teraz Zielonym i za tę zmianę frontu socjaliści (ale też komuniści) serdecznie go nienawidzą. Boją się też jego popularności do tego stopnia, że wykluczyli go z przedwyborczych manifestacji, organizowanych wspólnie przez całą hiszpańską lewicę. A to dlatego, że Mendiluce marzy o stworzeniu "trzeciej lewicy" - nieuwikłanej w skandale, korupcję i do tego zieloną. I jest przekonany, że tym razem mu się uda. Drażni swych konkurentów, mówiąc że "głosami wyborców nie można handlować" - co brzmi przekonywująco dla każdego, kto zna hiszpańskie praktyki wyborcze, polegające na licytacji obietnic. Mendiluce ma zresztą na oku nie tylko Madryt - gdzie chce pokonać pięcioprocentową barierę wyborczą i wprowadzić swoich ludzi do miejskiego parlamentu - ale całą Hiszpanię, którą chce "wprowadzić do Europy".
Nielubiany przez polityczną konkurencję, José María Mendiluce cieszy się sporą sympatią w europejskich kręgach alternatywnych. Jednym z jego najbliższych przyjaciół jest nestor francuskiego ruchu 68-go roku Daniel Cohn-Bendit. Tak jak on, stawiał pierwsze kroki w studenckim ruchu protestu jeszcze za czasów dyktatury Franco. W 1980 roku rozpoczął pracę w biurze komisarza do spraw uchodźców ONZ. Prowadził misje w Nikaragui, Costa Rica i irackim Kurdystanie. Najbardziej znany był jednak w latach 1991-93, kiedy jako pełnomocnik komisarza organizował akcję pomocy dla Sarajewa. O latach spędzonych na Bałkanach napisał nawet książkę. Jej tytuł: "Zbrojna miłość".
Niezrażony politycznymi intrygami niedawnych sojuszników a dziś wrogów, Mendiluce walczy o urzeczywistnienie swoich marzeń przekształcenia Madrytu w miasto, w którym każdy będzie miał szansę znalezienia przestrzeni życiowej, wolnej od przesądów i dyskryminacji. Podczas niedawnej wizyty papieża, kiedy przedstawiciele wszystkich partii tłoczyli się na audiencjach u papieskiego tronu, spotykał się z przedstawicielami mniejszościowych związków wyznaniowych (od protestanckiego pastora po żydowskiego rabina), rozmawiał z zwykłymi ludźmi na ulicach i odwiedzał stowarzyszenia i grupy obywatelskie. Mendiluce nie obiecuje posad, ale zatrzymanie lawiny spekulacji mieszkaniami komunalnymi, korupcji i nepotyzmu. Pytany o prawa dla gejów i lesbijek mówi o tęczowej fladze, która wisiałaby na ratuszu obok flagi miejskiej i państwowej podczas święta Christopher Street Day. Ostatnie wyniki badania opinii publicznej dają Zielonym cień szansy na wejście do rady miasta. Czy im się udało przekonamy się za kilkanaście dni.
Krzysztof Wagner