Inna Strona zaprasza do udziału w dyskusji na temat sytuacji osób homoseksualnych w Polsce, homofobii oraz zmian, jakie niosą dokonujące się w naszym kraju przemiany. Dyskusję otworzył współpracownika naszej redakcji, Tomasza Górskiego. Polemizował z nim z nim Jacek Kochanowski, znany działacz LGBT, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego. Przypomnijmy, że artykuły Kochanowskiego wywołały wielką dyskusję na temat sytuacji osób homoseksualnych na łamach Gazety Wyborczej latem roku 2002. Prezentujemy kolejny głos polemiczny - naszego Czytelnika Krzysztofa Tomasika:
W opublikowanym niedawno na Innej Stronie tekście, Tomasz Górski przekonuje, że mamy do czynienia ze zmierzchem ery homofobii w Polsce. Choć biorę poprawkę, że autor celowo wyolbrzymił pewne tendencje by zachęcić do dyskusji, wciąż trudno mi się zgodzić z głównym przesłaniem artykułu: jest nieźle, a wkrótce będzie cudownie. Niewątpliwe w kwestii tolerancji jest lepiej niż było dziesięć lat temu i dalej będzie się to zmieniać na plus, choćby wraz z nieuchronną laicyzacją społeczeństwa czy wpływem kultury masowej, nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jesteśmy raczej na początku drogi niż przy mecie. Nie zamierzam w tym miejscu udowadniać, że nienawiść do gejów i lesbijek jest ciągle w Polsce czymś realnym, zainteresowanych odsyłam po prostu do Raportu Lambdy o dyskryminacji i nietolerancji wobec osób homoseksualnych.
Tomasz Górski podaje pięć czynników, które mają wpływać na minimalizację homofobii: zdrowy rozsądek, szlachetny snobizm, upowszechnianie popularnej psychologii, wrażliwość na niesprawiedliwość i otwartość samych gejów. Opisując je autor tworzy rzeczywistość sztuczną, z którą jeszcze długo w Polsce nie będziemy mieli do czynienia: firmy nie dyskryminują gejów i lesbijek, bo wiedzą, że im się to nie opłaca; heteroseksualiści szturmują kluby gejowskie; osoby publiczne ujawniają się (przykład dyr. Nowaka); talk- show'y robią wiele dobrego; heteryczki martwią się czy nie są homofobkami; hierarchowie kościelni krytykując homoseksualizm przekraczają swoje kompetencje, a wierni zdają sobie z tego sprawę, zaś psychologia uczy szacunku dla samego siebie i innych nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie. Taki świat rzeczywiście może być kuszący, problem w tym, że jak dotąd nie istnieje.
Nie uważam, że sytuację polskich gejów i lesbijek można opisywać tylko w ciemnych barwach, ale nie powinno się zamykać oczu na konkretne fakty. A jaki jest wizerunek osoby homoseksualnej w przestrzeni publicznej łatwo się przekonać, choćby obserwując media. Talk show z prawdziwego zdarzenia jest w Polsce jeden, nazywa się "Rozmowy w toku" i mimo niewątpliwej funkcji edukacyjnej jest pełen stereotypów, a prowadząca kieruje się tzw. zdrowym rozsądkiem, ale bynajmniej nie takim o którym pisze Tomasz Górski. Dyskryminacja w miejscu pracy jest czymś powszechnym, bo przeróżne fobie rzadko mają coś wspólnego z logicznym myśleniem, a najlepszym świadectwem homofobii w zakładach i firmach jest niechęć gejów i lesbijek do ujawniania się wśród kolegów i koleżanek po fachu. Nie wątpię, że w zawodach artystycznych jest lepiej niż wśród np. robotników, ale nie wierzę w istnienie środowiska w którym dyskryminacji ze względu na orientację seksualną nie ma.
Wrażenie masowego szturmu heteroseksualistów (a przede wszystkim heteroseksualistek) na bary gejowskie bierze się stąd, że takich miejsc jest ciągle w Polsce bardzo mało. Trudno nie zauważać, że wśród młodych ludzi jest niewątpliwie lepiej z tolerancją niż w pokoleniu ich rodziców i cieszy 70% poparcia wśród telewidzów programu "Między nami". Cieszy, ale tu także nie można zapominać, że między tolerancją deklarowaną, a rzeczywistą istnieje zazwyczaj przepaść. Najlepszym tego przykładem jest kwestia antysemityzmu. Dzięki edukacji, raczej nikt już tak siebie nie określa (nawet w Radio Maryja), ale stereotypy i niechęć do Żydów wciąż istnieją i są widoczne.
O problemach związanych z emancypacją gejów i lesbijek można by jeszcze długo pisać: o braku coming out'ów osób publicznych, o braku czasopism (poza pornograficznymi), o homofobii w gazetach, czasopismach i telewizji; o stereotypach nawet w artykułach teoretycznie nam przyjaznych (tekst Pietkiewicz w "Polityce"); o Milskiej-Wrzosińskiej, która reprezentuje najpowszechniejsze oblicze polskiej psychologii; wreszcie o hierarchach kościelnych, których postawa nie zmienia się od lat. Mógłbym jeszcze długo się tym zajmować, ale są to sprawy powszechnie znane i właściwie wymagające osobnego opisania. Na koniec zatrzymam się więc jeszcze tylko przy akcji "Niech nas zobaczą", która jest niewątpliwym sukcesem Kampanii Przeciw Homofobii i całego środowiska gejowsko-lesbijskiego. Fakt, że taki projekt mógł się pojawić świadczy o zmianach, których jesteśmy obserwatorami, ale nie zmienia to kontekstu, który akcji towarzyszy. A ten kontekst to ogromne problemy z umieszczeniem zdjęć zarówno na billboardach, jak i w galeriach; homofobiczne artykuły nie tylko w szmatławcach, ale też np. "Rzeczpospolitej" (teksty Macieja Rybińskiego); prześladowania sportretowanych na zdjęciach; oblewanie farbą plakatów wiszących kilka metrów nad ziemią; protesty radnych, skrajnie prawicowych organizacji i... samych gejów. Znowu okazało się, że w naszym środowisku nie brakuje ludzi, którzy sami nigdy niczego nie zrobili, ale zawsze są gotowi do zniechęcania, marudzenia, narzekania i ośmieszania inicjatyw innych: nie tak, nie w tym czasie, nie za te pieniądze, nie w takim towarzystwie, nie tak głośno, nie tak cicho, nie w takim wymiarze, nie tak radykalnie, zbyt ostentacyjnie... itd. Sama akcja przedstawiająca ludzi trzymających się za ręce jest w sumie niezmiernie grzeczna i zapewne nie zwróciłaby niczyjej uwagi gdyby towarzyszyła np. pojawieniu się na rynku nowej gumy do żucia. Ale nie o zdjęcia chodziło, przeciwnicy zobaczyli na nich to co chcieli zobaczyć i spotkali się z własnymi uprzedzeniami, kompleksami i wyobrażeniami o gejach i lesbijkach. To najlepsze świadectwo jak powszechna jest nienawiść do homoseksualizmu skoro nawet niewinne zdjęcia wywołują taką agresję.
W Warszawie wystawa prezentowana była w samym centrum- w galerii na Chmielnej, blisko Nowego Światu. Dwa razy byłem oglądać te zdjęcia i za każdym razem nie było innych zwiedzających. Może to specyfika warszawska, ale taka sytuacja też o czymś świadczy, geje i lesbijki mają bardzo małą samoświadomość i nawet akcje bezpośrednio ich dotyczące nie wzbudzają większego zainteresowania. I właśnie tu jest problem- to apatia, bierność i brak tradycji obywatelskiej dotycząca całego społeczeństwa, a więc i osób homoseksualnych jest przyczyną tak złej sytuacji wszelkich mniejszości w naszym kraju. W końcu to z ludzi po coming out'cie rekrutują się działacze i działaczki organizacji gej-les. Silny ruch jest z kolei zachętą do ujawniania dla osób publicznych, a te dwa czynniki są niezbędne dla szerzenia się tolerancji w społeczeństwie, zaś przyjazne nastawienie wśród najbliższej społeczności niewątpliwie zachęca do "wyjścia z szafy" kolejnych gejów i lesbijki.
Wszystko to nie zmienia faktu, że wierzę w świat bez homofobii. Obowiązujące tam prawo byłoby ślepe na to z kim obywatel lub obywatelka chce spędzić życie; w przypadku starania o adopcję liczyłoby się jedynie czy przyszli rodzice tworzą kochającą się parę, a w szkole nie byłoby przemilczeń dotyczących osób homoseksualnych, których nie brakowało ani w polskiej literaturze ani historii, ale ich życie jest powszechnie zakłamywane, bo odstaje od heteroseksualnego wzorca. No i niepotrzebne byłyby akcje społeczne wspierające emancypację gejów i lesbijek, a na wystawie fotografii widzielibyśmy ludzi różnej orientacji, bez preferowania żadnej z nich. Niedawno zresztą taka ekspozycja zdjęć miała w Warszawie miejsce. Przeciwko pracom Nan Goldin też jednak protestowano. Dlaczego? Zgadliście! Oburzył seks homoseksualny. To chyba najlepsza puenta dyskusji jak to z ta homofobią jest.
Krzysztof Tomasik