Sądząc z wyglądu mógł mieć jakieś czterdzieści pięć, pięćdziesiąt lat. Wyciągnął rękę na powitanie - silny uścisk mężczyzny, który wie, czego chce w życiu. Usiadł naprzeciwko mnie nie zdejmując płaszcza, a gdy zwróciłem mu na to uwagę, odparł:
-Nie zabawię tu długo.
Głos miał równie mocny, jak ręce przywykłe do ciężkiej pracy. Choć, przyznać muszę, wyglądał bardziej na intelektualistę, niż zwykłego robotnika.
-Młody człowieku - miał prawo się tak do mnie zwracać, w końcu byłem o połowę młodszy od niego - nie traćmy czasu, przejdźmy od razu do rzeczy. Nie spotkałem się tu z tobą, by udzielić wywiadu, tylko by opowiedzieć pewną historię z mojego życia. Nie przerywaj mi. Jeśli będziesz chciał, pozostawisz ją i opublikujesz bez zmian. Nie bój się, nikomu nie może moja opowieść zaszkodzić. Ale jeśli uznasz za stosowne pominąć jakieś szczegóły lub trochę faktów zmienić, nie krępuj się. Chciałbym jednak żebyś mnie o tym poinformował przed publikacją, jasne?
* * *
Mateusza spotkałem, gdy miał lat osiemnaście. Dokładnie pamiętam, to było kilka dni po jego urodzinach. Urodził się, niech no się zastanowię... Nie, to nie jest dobry pomysł: niech to jednak pozostanie okryte cieniem czasu. W każdym razie ja miałem wtedy dwadzieścia jeden i była zima. Nasze spotkanie odbyło się na Starym Mieście. Wyglądało ono inaczej niż teraz, nie było tylu tandetnych sklepów i banków na każdym kroku. Kamienice, po części odbudowane, nie raziły jaskrawymi kolorami. To ciekawe, ale gdy sięgam teraz pamięcią w tamte czasy - nie mogę przypomnieć sobie kolorów. Wszystko jest utrzymane w szarościach albo w sepii... Gdyby ktoś mnie zapytał o kolor oczu Mata, nie umiałbym odpowiedzieć.
Więc spotkaliśmy się. Nie chcę się wdawać w szczegóły jak i dlaczego. Nie było to wtedy tak proste jak w dobie internetu i telefonów komórkowych. Doceńcie to, że żyjecie w takich czasach, wy młodzi; też nie czuję się staro, umiem posługiwać się trochę komputerem, ale nie nadążam za wami. Dla mnie ważniejsza jest książka od telewizora i komputera. Dla mnie ważniejsza jest satysfakcja z pracy, niż jak największa kasa. Mam własną firmę, która przynosi mi dochód, ale do wszystkiego doszedłem sam, zaczynając od machania łopatą. Mogłem od razu być "kimś" - w końcu skończyłem całkiem niezłe studia, ale mnie to nie bawiło. Zawsze byłem dziwnym człowiekiem. Mateusz też to widział. Tak, że jestem dziwny. I bardzo mu się to nie podobało.
Zaraz na początku otaksował mnie spojrzeniem. Dopiero po chwili podał rękę i nie spuszczając ze mnie wzroku - oceniał dalej. Ocenił. Nie powiedział mi ani słowa, tylko spytał, czy pójdziemy gdzieś połazić. Do zmroku pozostało jeszcze trochę czasu, dzień był całkiem przyjemny - poszliśmy. Gadaliśmy o niczym i o wszystkim. Milczeliśmy przez kilka chwil też o niczym i o wszystkim. Tak to było.
Taki jakiś... Znaczy się nawet przystojny był i całkiem inteligentny, tu nie mam najmniejszych wątpliwości. Wątpliwości natomiast miałem, czy on mi się podobał, bo dawno z nikim nie byłem, czy dlatego, że był, jaki był... Mogłem iść tak obok niego na koniec świata. Żeby nie było nieporozumień - nie przypadł mi do gustu jego nałóg. Nieważne, że mówił jak mało pali. Palił i to było dla mnie zbrodnią. "Palę, bo jest to przyjemne". Sam się sobie dziwię, jak mogłem się z tym nie zgadzać, bo teraz wypalam paczkę od czasu do czasu... Miałem chyba jakieś przeczucia, że te papierochy szkodzą bardziej, niż się o tym mówi. Dziś - wielkie kampanie, procesy sądowe. A przecież wtedy papierosy musiały być znacznie bardziej szkodliwe. Nie wiem, nie znam się na tym.
Pożegnaliśmy się po tej małej przechadzce i rozjechaliśmy do swoich domów. Jeden szczegół utkwił w mojej pamięci: popełniłem niewybaczalny błąd, gdy podając mu dłoń na pożegnanie, spojrzałem także przez ułamek sekundy w oczy. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy, rzeczywiście są. Są zwierciadłem, tylko nikt nie wie, co ono pokazuje. Bardziej przeczuwamy, niż wiemy. Ja przeczuwam.
Dziwię mu się niesamowicie, bo choć ocenił mnie na początku, ani słowem nie zdradził się ze swoją oceną. Może i nie grzeszę wyglądem, dziwny jak już mówiłem jestem, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że do palenia też się przyzwyczaję. Mógł mi to powiedzieć od razu, bez robienia nadziei na cokolwiek. Ale nie. On musiał zaczekać do kolejnego spotkania i już na wstępie zaznaczyć: "Chyba nic z tego nie będzie. Zostajemy tylko kolegami". Zdziwiło mnie to "chyba" - sam nie był pewny? Targały nim sprzeczne uczucia, jak mną? Macie teraz zupełnie inne podejście. Umawiacie się na jedno, dwa spotkania, tylko dla seksu. Oglądam czasem ogłoszenia w internecie, więc wiem. Nie jestem zadowolony, podobnie jak z tego, że robicie nam wszystkim złą opinię. O, nie tylko wy młodzi, tacy jak ja też. Głównie przez to zmienianie partnerów jak rękawiczek. Zaczynacie od bliskości fizycznej: pocałunków, seksu. I na tym kończycie. Jeśli już komuś uda się być razem na dłużej - i tak nie ma mowy o wierności i stworzeniu prawdziwego, trwałego związku. Zaczyna się łączenie w jakieś trójkąty albo i inne figury. Geometryczne i nie tylko. Wystarczy popatrzeć na te wasze dyskusje i ogłoszenia. Może jestem starej daty... Już tego nie zrozumiem. Ale przecież miało być zupełnie o czymś innym.
Wydaje mi się, że Mat był kimś waszego pokroju. Oczywiście mu tego nigdy nie powiedziałem, bo wyszłoby na to, że się wymądrzam. Ja, który sam niewiele wtedy wiedziałem o życiu... Szukał prawdziwej miłości, bezpieczeństwa i szczęścia, ale zaczynał od niewłaściwej strony. Mimo niewielkiej różnicy wieku już był wychowany inaczej, inaczej myślał. Nie wiem tego z całą pewnością, bo nie dzielił się ze mną tymi myślami. Rozmawialiśmy raczej o wierze, książkach, studiach. Rozmawialiśmy i tylko to się dla mnie liczyło. Miałem nadzieję, ż z czasem... że nasze rozmowy staną się innym początkiem czegoś innego... Tak się nie stało.
Spotykaliśmy się coraz rzadziej. Ja kończyłem studia, on szykował się do egzaminów. W międzyczasie poznałem jego siostrę, która wiedziała o naszych preferencjach seksualnych, ale nie robiła z tego afery. Bardzo w porządku babka, jak na tamte czasy. Któregoś dnia, było to już po mojej obronie pracy magisterskiej, zadzwonił mój telefon. Był to niezły luksus, na który oczywiście nie mogłem sobie pozwolić. Mówię "mój", bo to lepiej brzmi, a telefon należał do kobiety, u której wynajmowałem mieszkanie. Pełen radości Mateusza głos oznajmił, że nie jest sam od jakiegoś czasu i że nie mówił mi o tym, bo chciał się przekonać, czy "to jest właśnie to". Sądząc po uczuciu płynącym po drucie telefonicznym i rozsadzającym słuchawkę, to było właśnie TO. Pogratulowałem mu sukcesu. Szczerze. Cieszyłem się z jego radości, choć jednocześnie ogarnął mnie smutek. Ledwie coś tam usłyszałem o ślubie jego siostry. Myślami byłem gdzie indziej.
Nie spotkaliśmy się już nigdy więcej. Przez rok czy dwa składaliśmy sobie jeszcze przy jakichś okazjach życzenia przez telefon. Potem i to się skończyło. Oddałem się całkowicie pracy. W pewnym momencie stwierdziłem, że praca za biurkiem nie jest dla mnie. Rzuciłem wszystko i wyniosłem się na drugi koniec Polski. Dopiero po latach wróciłem do rodzinnego miasta...
* * *
Jego opowieść, choć nie mająca jasno określonego celu ani planu, wydała mi się interesująca. Nie wiem, o czym chciał mi powiedzieć, bo skakał z tematu na temat. Może po prostu chciał się komuś wygadać? Nagrywałem wszystko jednocześnie robiąc notatki. W pewnym momencie coś mnie tknęło. Przypadek? Niemożliwe.
-Przepraszam...
-Tak? - przerwał swój monolog. Nie było w nim cienia tej destabilizacji, gdy przenosimy się czasem pomiędzy światem wspomnień, a teraźniejszością. Dla niego chyba te światy były jednym i tym samym. Przeszłość nie istnieje bez TERAZ, teraz nie istnieje bez przeszłości. - O co chodzi?
Nie wiedziałem, o co chodzi. Jakieś zdarzenie sprzed kilku lat kołatało się w mojej głowie, ale nie potrafiłem go uzewnętrznić, nazwać, by sformułować w postaci jasnej myśli i słów.
-Nie bardzo wiem... Gdy tak pan opowiadał o tym wszystkim...
-Mów mi Wiktor. Poczuję się młodziej.
Błysk. Zrozumienie. Spojrzałem na niego inaczej, niż do tej pory. Był mi bliższy, niż mógł przypuszczać. Przecież to jego pragnąłem znaleźć przed kilkoma laty, by mój ulubiony wujek nie płakał. By nie płakała moja matka.
-Wie pa... Wiesz, co się... Nie... Inaczej... Mateusz jest moim wujkiem...
Siedział naprzeciwko mnie zgaszony. Nie wiem, czy to wieczór sprawił, czy moja wyobraźnia, ale zrobił się jakiś mały. Zagubił się w swoim płaszczu, którego nie zdjął; opuścił głowę. Prawie nie dosłyszałem, gdy zapytał rwącym się głosem:
-Co tam u niego?
Czy miałem prawo powiedzieć mu wszystko, co wiedziałem? Z drugiej strony nie było tego znowu tak wiele. Kilka lat temu stałem się mimowolnym świadkiem rozmowy mojej matki i jej brata. Oboje płakali. On - bo utracił coś, czego nigdy nie miał. Dowiedziałem się, że mój wujek jest homoseksualistą. Z urywków słów zrozumiałem, że spotkał kiedyś kogoś, kogo bliskości nie docenił. Nie ocenił właściwie. Moja matka płakała, bo kochała swojego brata.
Nie ma już wśród nas wujka Mata, a ja nie miałem prawa opowiadać w gruncie rzeczy obcemu człowiekowi o jego losach. Miałem przeprowadzić wywiad z kimś, kto od zera zbudował swoją firmę i kto nie ukrywa swojego homoseksualizmu. Jeśli by się udało - miałem przekonać go do wzięcia udziału w wykładzie o przedsiębiorczości. Ale tym człowiekiem był... No właśnie, kto?
-Wujek nie żyje. Zmarł dwa lata temu na raka płuc...
-Idź już. Późno się robi, zimą zmrok zapada szybko. Matka będzie się o ciebie martwię.
-A co z wywiadem?
-Nie dziś. Jutro. Tutaj. A teraz idź.
Wstałem i ubrałem kurtkę. Chciałem się pożegnać, ale nie zauważył wyciągniętej ręki, wzrok miał utkwiony gdzieś w dali. Już przy drzwiach odwróciłem się by spojrzeć na niego jeszcze raz.
Widziałem, jak CZŁOWIEK zapalał papierosa. Na chwilę zasłonił go kelner. Gdy odszedł, papieros leżał na popielniczce. STARY CZŁOWIEK uniósł kieliszek w geście toastu i wychylił jednym łykiem. SAMOTNY STARY CZŁOWIEK wziął papierosa i włożył go do ust.
Zaciągnął się.
Bo jest to przyjemne.
Jak seks z mężczyzną.
Muszę zadzwonić do chłopaka. Nie zamierzam stracić ani jednej chwili.
(xxx)
ramzes:)
Pewnie każdy z nas prędzej czy później będzie miał takie dylematy i pytania bez odpowiedzi - Czy odpowiednim momencie swojego życia wybrało się zakręt we właściwą uliczkę...