Podczas partyjnej konwencji SLD w Bydgoszczy wybuchła bomba. Sekretarz generalny Sojuszu Marek Dyduch wszedł na mównicę i powiedział: "Grozi nam stłamszenie przez Kościół, który coraz więcej chce i chce. Państwo musi być świeckie, bo inaczej nie będzie tolerancji dla wyznań religijnych, nie będzie tolerancji seksualnej". Dziennikarze napisali, że obecni na sali delegaci wpadli w entuzjazm. Dyduch "nie mógł się opędzić od chcących uścisnąć jego dłoń działaczy". Następnego dnia w prasie przetoczyła się dyskusja. Biskup Pieronek sięgnął jak zwykle po inwektywy (Stalin, Siwak). Premier oznajmił że nie jest tłamszony. Ekonom Kk powiedział że "Kościół żyje z tacy" i przyprawił o paroksyzm śmiechu samych księży. Liberalne pisma zaniepokoiły się, czy kler w odwecie nie zechce nastawiać ludzi przeciwko Unii Europejskiej. Konserwatywne pisma zawyły w obronie Najświętszej Ze Świętych Narodowych Relikwii. I znów zapadła cisza. A szkoda. Bo Dyduch dobrze gadał.
Kościół katolicki w Polsce jest wyłączony spod wszelkiej krytyki. Jego nawet najbardziej kontrowersyjne poczynania komentowane są niezwykle ostrożnie "żeby nie urazić biskupów". Antyklerykalizm traktowany jest w naszym kraju jak groźny dla racji stanu państwa ekstremizm. Nie podejmuje się konstruktywnej dyskusji na temat kształtu i treści polskiego katolicyzmu i sposobu jego upowszechniania przez kler. Potęga Kościoła wzbudza w Polsce powszechny strach, paraliżujący wszelkie odruchy obronne. Nawet najbardziej wpływowi politycy lub media nie odważają się głośno powiedzieć lub napisać, co naprawdę sądzą o gipsowo-maryjnej dekoracji teatralnej, jaką jest rzekoma polska "duchowość". A już tym bardziej nie pisną słowa o straszliwym spustoszeniu, jakie ten prymitywny model religijności czyni w umysłach milionów Polaków.
Dyduch ma rację, ponieważ głośno powiedział to, co myśli coraz większa rzesza ludzi. A ludziom nie tylko nie podoba się drapieżna pazerność Kościoła na dobra doczesne, ale przede wszystkim uporczywe propagowanie przez księży nietolerancji, obyczajowego wstecznictwa i obsesji na punkcie seksu. Postawa taka stoi w jaskrawej sprzeczności z wartościami, obowiązującymi we współczesnym świecie. Nikt uczciwy nie kwestionuje faktu, że za straszliwe zapóźnienie cywilizacyjne społeczeństwa polskiego na tym polu odpowiedzialny jest Kościół katolicki. Ale nikt nie odważy się zaproponować a tym bardziej wdrożyć programu naprawczego.
Kiedy sekretarz generalny SLD Marek Dyduch powiedział, że "państwo musi być świeckie, bo inaczej nie będzie tolerancji seksualnej" - dał do zrozumienia, że Polska państwem świeckim nie jest, albowiem ze strachu przed Kościołem nikt nie śmiałby nawet podejmować dyskusji na temat praw obywatelskich dla mniejszości seksualnych. Ale także na temat aborcji, przekazywania młodzieży rzetelnej wiedzy na temat seksualności i generalnie wszystkiego co związane jest z obyczajowością. Każdorazowa próba takiej dyskusji spotyka się z gwałtownymi atakami hierarchów, którzy nawet w wymianie myśli i poglądów węszą zamach na kościelne dogmaty. Sytuacja ta, trwająca już od wielu lat wyrządziła potworne szkody po obu stronach. Świeckie państwo oddało pod zarząd duchownych dziedzinę najbardziej wrażliwą w procesie wychowania młodego pokolenia. Szkolni katecheci konserwują mentalne średniowiecze w umysłach dzieci i młodzieży i promują homofobię. Państwo nie potrafi rozmawiać z kościołem a Kościół mówi wyłącznie o tym co mu się jeszcze od państwa należy.
Dyduch ma rację, bo tak dalej być nie może. W społeczeństwie narasta fala krytyki wobec kleru, jego arogancji, stylu życia, wtrącania się do wszystkiego, wymuszania cenzury. Ciśnienie w zamkniętym szczelnie kotle wzrasta. Można być pewnym, że któregoś dnia rozpęta się straszliwa burza. Ale na razie, gazety odłożyły krytykę Dyducha ad acta. Napisały że "baza SLD burzy się przeciw Kościołowi" - a tu przecież trzeba trzymać gębę na kłódkę bo referendum europejskie za pasem.
W przyszłym roku, Polska wejdzie do Unii. Tymczasem, w krakowskim "Dzienniku Polskim" świątobliwy ksiądz Maliński daje katolickim rodzicom takie wskazówki wychowawcze: "Dla dziecka wiele znaczy obraz, figura, symbol - namalowany albo wyrzeźbiony. Niech w naszym domu znajduje się obraz religijny. Mówię - obraz, a nie tylko krzyż. To musi być piękny obraz. Jezusa, Rodziny Świętej, Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Jeżeli Częstochowska, niech to będzie wierna kopia. Wyraźna.
A po drugie, niech dzień będzie witany i żegnany pacierzem. I to od najmłodszych lat, od - "Zrób Bozi pa". Dziecko w stronę obrazu zrobi "Boziu, pa, pa", prześle całusa. A potem zacznie się modlić. Niech to będzie dzień rozpoczęty modlitwą i skończony modlitwą. Najlepiej się modlić razem z dzieckiem. Na klęczkach. Przed obrazem. To nic nie szkodzi, że dziecko jeszcze słabo wymawia, że nie pamięta. Niech mówi. Że nie rozumie? Niech mówi. Że nie pojmuje, że myli? Niech mówi. "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario", może "Dziesięć Bożych przykazań", "Aniele Boży, Stróżu mój", "Pod Twoją obronę" - i to, co jeszcze mama podyktuje, co jej serce podsunie."
O tym, żeby rodzice nauczyli dziecko myślenia - ksiądz Maliński nie wspomniał. Ale Dyduch w Bydogoszczy wyczuł, że ludzie myślą. I dlatego powiedział co powiedział. I dobrze gadał.
Janusz Marchwiński
To żart - zaś prawda jest taka, że retoryka jak wyżej jest iście kretyńska, ponieważ nie ma w tej chwili żadnego ugrupowania które potrafi rządzić, Skompromitowały się wszystkie bez wyjątku. Dyduch też pewnie nie potrafi, ale przynajmniej w tej jednej kwestii ma rację. Kościół jest częścią polskiego bagna politycznego i tak jak ono jest obrzydliwy i śliski.
Znacznie łatwiej jest zaatakować kogoś i poobrażać, zamiast napisać swoje kontrargumenty, prawda koloman?
Dla mnie to co mówi skompromitowany Dyduch jest odwracaniem uwagi od prawdziwych problemów, z którymi uwielbiana przez was lewica nie potrafi sobie poradzić. Ludzie, w tym również geje i lebijki, nie mają pracy. SLD pogrąża się w aferach bardziej niż AWS, a przypomnę, że SLD jest przy władzy dopiero półtora roku. A wy cieszycie się, za przeproszeniem, jak małpy w zoo na widok banana.
Dla mnie ta wypowiedź to nic innego jak ostatnie próby ratunku przed upadkiem.
Może najpierw rozliczmy SLD, w tym i Dyducha, za to co dotychczas dla nas zrobili?
Nie pamiętacie już, gdy zaproponowali ustawę o konkubinacie, a gdy tylko okazało się, że ludzie są przeciwni i poparcie zaczęło spadać, podwinęli ogon, odcieli się od ustawy, twierdząc, że to prywatna inicjatywa jednej posłanki?
Zresztą jakbyście się przyjrzeli jakie ustawy SLD w tej kadencji próbowała (bo na szczęście jej się nie udało) wprowadzić w życie, to wiedzielibyście jaką to inwigilację sami chcieli wprowadzić.