Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 24.03.2003 00:00

Webnowela "Okruchy życia"

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Odcinek trzydziesty drugi: Ostry dyżur

Drzwi uchyliły się cicho. Robert uniósł głowę. Skinął zachęcająco, gestem zaprosił do środka. Do pokoju wpadła smuga rozproszonego światła.
-Sorki, że tak długo - wyszeptał Jacek usprawiedliwiająco.
-Nie ma sprawy - odparł równie cicho. - Dobrze, że jesteś, ja powoli wymiękam.
W szpitalu pojawił się trzy godziny wcześniej. Jeszcze w taksówce skontaktował się z siostrą, która dotarła wreszcie z matką do domu. Na szczęście nic im się nie stało, ale utknęły na drodze pośród kilkunastu innych samochodów. Cierpliwie czekały, aż policja i straż pożarna opanują sytuację. Po bezskutecznych próbach powiadomienia ojca przestała dzwonić. Nie zdawała sobie sprawy, że sciszyła komórkę Z narastającym uczuciem przerażającego dejavu słuchała relacji radiowej z własnego życia.
Znalazły się w samym środku szeregu. Nad okoliczne pola nadciągała mgła, ale to nie ona zawiniła. Pierwszy z samochodów, z niewyjaśnionych wówczas przyczyn, uderzył w drzewo po przeciwległej stronie jezdni. Smutny bilans kilkunastosekundowej katastrofy: trzy skasowane auta, kilka ciężko rannych. Jedna osoba walczy o życie.
Reszty dowiedział się od taksówkarza. Pijany rowerzysta, jakich pełno na okolicznych drogach, wywrócił się na drodze. Kierowca toyoty nie miał wyjścia: jeśli nie chciał go zmiażdżyć, ani zderzyć się czołowo z samochodem z przeciwka, musiał skręcić. Drzewa nie były już tak oczywiste, a wilgotna nawierzchnia dopełniła tragedii.
Lech czekał przed budynkiem, odmierzając nerwowymi krokami długość podjazdu. Rzucił się Robertowi na szyję i zapłakał jak dziecko. Robert stał jak sparaliżowany. Bał się poruszyć, gładził tylko przyjaciela po głowie, szepcząc jedyną pociechę, jaka przyszła mu do głowy, choć jemu samemu wydawała się irytująco banalna: "spokojnie, wszystko będzie dobrze".


Przez pierwsze godziny Lech krążył wytrwale po oddziale. Co chwilę zaglądał do dyżurki, ale operacja wciąż trwała i nikt nie potrafił udzielić jakichkolwiek informacji. Wściekły w swej bezsilności miotał się po korytarzach jak otępiały zwierz, zapędzony w pułapkę bez wyjścia. Nie słuchał rad pielęgniarek, żeby usiąść, wypić coś gorącego, odmówił przyjęcia środków uspokajających.
W końcu nerwy puściły: osunął się na podłogę i wpadł w niepohamowany skowyt. Łzy ciekły strużką po wysuszonych policzkach. Na widok ogromnego, skulonego pod progiem ciała, Robert poczuł się prawie winny. Bez słowa objął go, uniósł i zaprowadził do gabinetu zabiegowego. Co mógł powiedzieć, skoro sami lekarze nie dawali Piotrowi wielkich szans na przebudzenie?
Po końskiej dawce leków Lech zaszył się w najciemniejszym rogu poczekalni. Chlipał jeszcze przez jakiś czas, potem ucichł, a w jego zaciętym milczeniu było coś ostatecznego. Przez ponad godzinę nawet nie drgnął, zapadł w rodzaj letargu, z którego nie wytrącał go rejwach za drzwiami ani zjawienie się przyjaciela.
Jacek znacząco skinął głową w stronę nieruchmej postaci. Z wahaniem usadowił się między oboma przyjaciółmi.
-Co się dzieje? - zapytał cicho.
-Jest nieprzytomny - powiedział Lech i podniósł na niego nic niewidzące spojrzenie. - Dopóki się nie ocknie, nic nie potrafią powiedzieć.
Nabrał głęboko powietrza, mówienie sprawiało mu wyraźną trudność.
-Siedział z przodu, czołowe zderzenie - podjął z determinacją. - Samochód w kompletnej rozsypce, musieli podobno rozcinać karoserię...
Głos mu się załamał, ale natychmiast zebrał się w sobie i zmienił temat.
-Matka jest w drodze, będą tu za kilka godzin - zastanowił się i bezradnie wzruszył ramionami. - Co ja jej mam powiedzieć?
Robert odchrząknął.
-Poskładali co się dało - wyjaśnił - ale wciąż nie wiadomo, co z układem nerwowym. Może się okazać, że rdzeń został uszkodzony...
Umilkł. Kiedy usłyszał własne słowa, zabrakło mu nagle tchu. Jacek przyjrzał się obu uważnie.
-Napijecie się czegoś? - wciąż mówił szeptem, choć poza nimi nikogo nie było. - Widziałem automat, poza tym bufet jest chyba otwarty.
Rzut oka na Lecha uświadomił mu, że nie pójdzie dalej, niż za róg korytarza.
-Automat - powiedział szybko. - Ale ruszcie się z miejsca chociaż na chwilę.


-Kiedy go pierwszy raz zobaczyłem... to było jakieś objawienie - Lech wbił wzrok w ścianę naprzeciw, ale nie wydawało się, że coś tam widzi. Łyk wrzątku z automatu nieco go ożywił, oczy rozbłysły chorobliwie, a na twarz wystąpiłi rumieńce. - Był kompletnie pijany. Dałem się wyciągnąć do Mezzo, pamiętasz?
Jacek uśmiechnął się przytakująco. Lokalik na skraju Sopotu, na piętrze osiedlowego pawilonu handlowego. W weekendy więcej osób okupowało wejście i schody, niż klaustrofobiczne pomieszczenie.
-Siedział na kontuarze - ciągnął Lech - w czarnej, obcisłej koszulce z cieniutkiego, półprzejrzystego materiału. Prawie bez rękawów, dyskretnie opinała drobną sylwetkę Na ramionach przewiesił lekki sweter...
Urwał w zamyśleniu.
-Oczywiście nie był sam - wyjaśnił - otaczała go chmara napalonych gości. Mówił hałaśliwie, śmiał się na cały głos. Nosił wtedy dłuższe włosy, ciągle je poprawiał i potrząsał głową, żeby odpowiednio falowały.
Poruszył szyją, naśladując wspomnienia. Robert i Jacek słuchali w milczeniu.
-Nikt z moich znajomych go nie znał, trudno się zresztą dziwić - Lech roześmiał się pogodnie. - W końcu poderwał się, grali którąś z jego ukochanych piosenek. Musiał przejść koło mojego krzesła...
Jacek przywołał w myślach obraz ciasnego wnętrza, rozciętego zwalistym barem. Kilka metrów wygospodarowanych koło toalet trudno było uznać za parkiet, jednak w porywach między stolikami szalało kilkadziesiąt osób.
-Prawie go nie słyszałem, ale owionął mnie niesamowity zapach: słodki i cierpki jednocześnie. Lekki, ale natychmiast wyczuwalny Kupiłem go od razu w poniedziałek, ale mocno mnie rozczarował. Całkiem inny bez dymu, i potu, i tego słodkiego aromatu... radości, podniecenia, upojenia. Uwielbiałem go od pierwszej chwili.
Poruszył szczękami, smakując zapomniane doznania. Mówił powoli, cicho, delektując się każdym słowem.
-Był piękny, cudownie się poruszał, nie potrafiłem na niego nie patrzeć. Mały, perwersyjny aniołek, w którym wszyscy natychmiast się zakochują. Taki kruchy, a jednocześnie beztroski i całkiem rozwiązły, jakby nic mu się nie mogło stać. Pomyślałem sobie wtedy: to nie dla mnie. Ktoś taki nigdy nie zwróci uwagi na słonia, jak ja...
Zamilkł ze wzrokiem utkwionym w szachownicę płytek na podłodze. Do oczu napłynęły nowe łzy, styropianowy kubek zapiszczał w zaciśniętej dłoni.
Robert wymienił porozumiewacze spojrzenia z Jackiem.
-Idź lepiej do domu, odpocznij chociaż trochę - powiedział Jacek z troską. - Ledwo trzymasz się na nogach.
-Nie mogę go zostawić...
-Robert ma rację - zaczął Jacek -W tym stanie niewiele pomożesz. Ja zostanę.
-Ok., będę w samochodzie na dole - wymamrotał Lech i uniósł się ciężko z miejsca.
-Jedź do domu - Jacek chwycił go za rękę. - Wykąp się i połóż do łóżka.
Lech zastył w półsiadzie.
-Będę w samochodzie - powtórzył mechanicznie.
-Ten jeden raz mnie posłuchaj - prosił dalej Jacek. - Zregeneruj siły, rodzina niedługo przyjedzie. Co będzie, jeśli się wybudzi? Musisz być przytomny - mówił coraz szybciej widząc, że Lech powoli łamie się w swej nieustępliwości. - Dam ci znać, gdyby coś się działo, tylko obiecaj, że zrobisz jak mówię.
Lech przyglądał mu się otępiały. Jeszcze przez chwilę walczył z myślami. Robert uśmiechnął się smutno i zacisnął palce na zimnej dłoni przyjaciela.
-Trzeba cię przypilnować - orzekł autorytartnie - Chodź, odwiozę cię do domu. Zobaczysz, tak będzie najlepiej...
Lech spojrzał mu nagle prosto w oczy.
-A zostaniesz na noc? - zapytał. Nie czuł łez, cieknących mimochodem spod piekących powiek. - Boję się być dzisiaj sam.

Koosie

Następny odcinek webnoweli "Okruchy życia" już za tydzień!

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (0)
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
Inne tematy
Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie" Wtorek, 19.05.2026 Minister Kierwiński o parach jednopłciowych: "będą korzystać z większości praw, które mają wszyscy polscy małżonkowie"
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie Wtorek, 26.05.2026 Transkrypcja małżeństw jednopłciowych: była radość - są problemy, niepewność i rozczarowanie
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się