Czy w Krakowie zawisną plakaty z homoseksualistami - takie pytanie skierowała do prezydenta miasta Jacka Majchrowskiego (SLD) Gazeta Wyborcza. Szef magistratu odpowiedział: "Takie plakaty budzą kontrowersje. Znajdą się pewnie tacy, którzy na wiatach przystanków dopiszą swoje zdanie. Wiaty mogą zostać zniszczone, po co tak prowokować?" Prezydent plakatów nie widział, ale twierdzi, że wie, co na nich jest: "Wiem też, jakie reakcje może to wyzwolić: jedni będą składać interpelacje, inni malować po wiatach. Przeciw kampanii nie mam nic, ale wykorzystywanie w niej przystanków MPK nie jest najszczęśliwsze."
Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się z publikacji prasowych, że urząd pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn Izabeli Jaruga-Nowackiej zamierza rozpocząć ogólnopolską kampanię na rzecz tolerancji wobec gejów i lesbijek. W wybranych miastach Polski zawisnąć ma kilkaset plakatów w dwóch wersjach. Na jednej widać dwóch młodych mężczyzn trzymających się za ręce, na drugiej dwie dziewczyny. Napis głosi: "Niech nas zobaczą". To wszystko.
Prezydent miasta Krakowa jeszcze nie zobaczył, ale jest przeciwny. Reporterowi GW powiedział, że nic nie ma przeciwko kampanii, ale ponieważ miały zawisnąć w gablotach na przystankach tramwajowych, można się obawiać, że nowe i kosztowne wiaty zostaną zniszczone w przypływie słusznego gniewu obywateli. Twierdzi, że widok dwóch mężczyzn trzymających się za ręce jest dla mieszkańców Krakowa tak kontrowersyjny i prowokujący, że należy obawiać się aktów wandalizmu. W rozmowie z reporterem bulwarowej gazetki Super Express, prezydent Majchrowski zdradza swą głęboką wiedzę na temat problemów i potrzeb gejów i lesbijek. Mówi: "Mam wrażenie, że sami homoseksualiści nie chcą takiej akcji. Jakoś sobie sami radzą. Wcale nie chcą się ujawniać. To zawsze była ich sprawa i niech tak zostanie." O akcji promowania postaw tolerancyjnych polityk SLD mówi tak: "Niech sobie tę akcję przeprowadzą w Warszawie. Ja się obawiam, że u nas skutek byłby odwrotny od zamierzonego. Moglibyśmy spotkać się z agresją. Wyobrażam sobie porozbijane przystanki, obraźliwe dopiski na plakatach. Po co to komu potrzebne?" Wreszcie ironizuje: "W Polsce panuje w tej chwili dziwna moda na pokazywanie różnych mniejszości. Jest jeszcze jakaś większość?" Podobną opinię wyrażają przedstawiciele innych miast. Rzecznik prezydenta Katowic powiedział: "Taka akcja mogłaby odnieść skutek odwrotny od zamierzonego. Nie sądzę, by w Katowicach udało się ją przeprowadzić na miejskich obiektach. Raczej nie byłoby na to zgody. Poza tym, przystanki autobusowe nie są najlepszym miejscem do manifestowania tego typu treści. Lepiej takie zdjęcia oglądać w prywatnej galerii." Rzeczniczka prezydenta Radomia wtóruje: "Bylibyśmy przeciwni takiej akcji w naszym mieście. Tolerancji powinno się uczyć w inny sposób. A tak mielibyśmy akty wandalizmu. Nie uniknęlibyśmy choćby wulgarnych dopisków na plakatach. Na pewno nie służyłoby to sprawie."
Prezydent miasta Krakowa jest przekonany, że jego postawa "wynika ze zdrowego rozsądku a nie braku tolerancji". Jestem gotów mu uwierzyć. Jacek Majchrowski jest światłym człowiekiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie jest żadnym oszołomem, jak na przykład krakowski radny z Ligi Rodzin Polskich Piotr Doerre, dla którego kampania na rzecz tolerancji to "promocja postaw homoseksualnych". Majchrowski i jego koledzy w Katowicach i Radomiu wydają się doskonale znać swych współobywateli. Boją się ich zwierzęcych instynktów, chamstwa, agresji którą może wyzwolić najlżejszy impuls, bezdennej nienawiści jaką hodują w duszach. Mówią o tym bez ogródek, jakby czytali napisy na klatkach w ZOO: "Nie drażnić zwierząt". Wiedzą, że żyją w Polsce, a nie na Zachodzie skąd przychodzą różne dziwne mody, ani nawet w Warszawie. Świadectwo, jakie wystawiają swoim społecznościom jest druzgoczące. Jak to się dzieje, że nobliwi politycy i rzecznicy mówią o swych obywatelach jak o prymitywnych jaskiniowcach i to w dodatku bez cienia wstydu? Jak? Przecież wszyscy wiedzą jacy są Polacy! "Wszyscy tacy jesteśmy" - mówią czytelnikom gazet i porozumiewawczo puszczają do nich oko. "Lepiej nas nie prowokować?" - mówią.
Chciałbym skrytykować prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, nazwać go homofobem i rasistą, obarczyć winą za wszystkie cierpienia i upokorzenia, jakie spadają na gejów i lesbijki. Ale nie mogę. Albowiem prezydent Krakowa jest żywym przykładem, jak konieczna i potrzebna jest kampania na rzecz tolerancji wobec mniejszości homoseksualnej i jednocześnie dowodem na błędną i chybioną strategię, jaką obrali autorzy kampanii "Niech nas zobaczą". W cytowanych w prasie wypowiedziach przedstawicieli władz Krakowa, Katowic czy Radomia nie znalazłem niechęci wobec gejów i lesbijek. Wręcz przeciwnie - wyczytać w nich można obawę o ich bezpieczeństwo, naruszenie intymności lub zaburzenie kruchej równowagi spokoju publicznego. Wyraźnie widać, że ludzie, odpowiedzialni za los lokalnych społeczności nie mają najmniejszego pojęcia o fenomenie homoseksualizmu. Nie wiedzą nic o potrzebach i problemach środowiska gejów i lesbijek a nawet nie potrafią zrozumieć na czym polega "tolerancja". To nie jest ich wina. Nie mieli z pewnością nigdy żadnej styczności z tą problematyką, być może nie widzieli nawet otwartego geja na oczy. Więc skąd mają nas znać? Podobnych kontrowersji, wynikających z głębokiej, zaściankowej ignorancji było w Polsce mnóstwo. Chociażby konflikty, które wywoływały akcje MONARu budowy gdzieś na prowincji domów dla chorych na AIDS lub narkomanów.
Geje i lesbijki nie są silną grupą społeczną. Stanowią niewielki procent społeczeństwa. Nie stanowią zwartego, homogenicznego i solidarnego lobby. Jedynym wyznacznikiem pewnej wspólnoty ich interesów jest orientacja seksualna. Na dodatek, tak zwane "środowisko" jest głęboko skłócone i niezdolne do podejmowania wspólnych akcji. Tymczasem, w każdej kampanii, walce lub potyczce najważniejszym zadaniem jest pozyskanie sojuszników. Jestem przekonany, że prezydent Majchrowski mógłby nim zostać, gdyby podjęto próbę przekonania go do racji organizatorów kampanii "Niech nas zobaczą". Najwyraźniej, żadnej takiej próby nie podjęto.
Jakiś czas temu (18 grudnia 2002 roku) w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie odbyło się spotkanie minister Izabeli Jaruga-Nowackiej z przedstawicielami organizacji gejowskich. Dowiedzieliśmy się o nim kilka dni później. Otrzymaliśmy również informację, że redakcja Innej Strony znajdowała się na liście zaproszeń, choć zaproszenie nigdy do nas nie dotarło. Pytany o to przedstawiciel warszawskiej organizacji Lambda tłumaczył to bałaganem w ministerialnym sekretariacie. Musiał on być straszliwy, skoro na 40 zaproszonych osób i organizacji, na tak ważnym spotkaniu zjawiło się tylko 10 (!). W nadesłanym do naszej redakcji sprawozdaniu jednego z uczestników przeczytać można było ważną informację o tym, że "Pani Minister zaproponowała także stworzenie Rady Konsultacyjnej związanej z obszarem, któremu poświęcona była dyskusja - tj. dyskryminacji." Dokładnie po upływie miesiąca od spotkania z minister Jaruga-Nowacką, opublikowaliśmy otrzymane od Lambdy zaproszenie do składania propozycji personalnych do owej Rady Konsultacyjnej. Następnie zapadła cisza. Nie wiemy, czy Rada powstała, kto wchodzi w jej skład, czym się zajmuje, czy odbyły się jakieś spotkania. Nie wiemy nic - oprócz tego, że za kontakty przedstawicieli mniejszości LGTB z rządem odpowiedzialna jest Lambda.
Można się domyślać, że akcja promocji tolerancji w Krakowie za pomocą plakatów jest efektem działania urzędu pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn przy współpracy z organizacjami gejowskimi. Efekt tych działań jest taki, że powstała kontrowersja, zanim zaczęła się właściwa kampania. Zamiast pozyskać sojuszników - wzmocniony został front niechęci i homofobii. Organizacje gejowskie, zaangażowane w projekt nie informują o swych poczynaniach opinii publicznej. Nie konsultują swych działań. W rezultacie - zamiast zysków mamy straty.
Przed nami bardzo długa droga. Dotychczasowy wynik pierwszej w Polsce akcji na rzecz tolerancji wobec gejów i lesbijek pokazuje, że wartości tej nie można zadekretować. Nawet współpraca z ministerstwem nic nie zmieni w ludzkich postawach, jeśli nie przyjmie się mądrego i konsekwentnego planu. Aby go stworzyć, konieczna jest szeroka dyskusja a nie tylko pomysły kilku osób. Tych, którzy twierdzą, że głównym celem ruchu LGTB w Polsce jest doprowadzenie do uchwalenia przez Sejm ustawy o tzw. "partnerstwie homoseksualnym" przypomnieć trzeba, że wprowadzać ją będą w życie urzędy na terenie całego kraju. Chciałbym zapytać dziś urzędnika stanu cywilnego w Krakowie, co będzie czuł, łącząc węzłem małżeńskim dwóch mężczyzn. Może zamiast plakatów, warto by było najpierw porozmawiać?
Janusz Marchwiński
Pozdrawiam Cię i tych wszystkich, którzy choć trochę podzielają moje zapatrywania na temat modelu, jaki powinny realizować organizacje pozarządowe. Uchwalony przez Sejm projekt ustawy o organizacjach "pożytku społecznego" i "tak zwanym wolontariacie" to kolejny krok w stronę pogłębiania - według mnie dwuznacznej i niezbyt smacznej - symbiozy państwa i tych, którzy powinni mieć z nim jak najmniej wspólnego.
Nie rozmumiem tonu jakim rozmawia się o tej kampanii na IS, czy naprawdę nie widziecie pozytywów tej akcji? Przecież nawet po wypowiedziach internautów/tek widac jak niewielka jest świadomość wsród samych gejów i lesbijek, a co dopiero mówić o heterykach i jak dużo jest do zrobienia.
Walka o władzę i wplywy między organizacjami będzie zawsze i bardzo dobrze, dopóki nie przekracza pewnych granic.
Czy naprawdę tak trudno dostrzec wyjątkowość chwili? Przecież po raz pierwszy w Polsce przedstawicielka rządu popiera akcję stricte gejowską! Nigdy przedtem tego nie było!
Czy geje i lesbijki to widzą? Sądząc z postow głonie interesują się kwestią "Króla pedałow". Skąd ten protekcionalizm? Dlaczego nie "przedstawiciel środowiska gejów i lesbijek"? I czy tak trudno zgadnąć, że taka osoba bardzo by się w polskim zyciu publicznym przydała? Być może to do niego, a nie Hennelowej dzwoniłyby redakcje gazet z prośba o komentarz, gdy w kolejnym kraju zostaną zalegalizwane związki homoseksualne.
P.S. A tym krajem na pewno nie bedzie Polska.
Reszta przypomina mi Milską- Wrzosińską, z nią już polemizowalem, więc bez komentarza.
Czy czytałeś swoją wypowiedż? Nie podoba Ci się akcja- wymysl lepszą! Jeśli będzie wspierać emencypację gejów i lesbijek- chętnie ją poprę.
Nie podoba Ci się Jaruga- Nowcka? To może Nowina- Konopczyna?