Kiedy Sven miał sześć lat, kupił sobie sukienkę. Nie chciał być chłopcem. Jednak jego rodzice zdecydowali inaczej. Sven urodził się jako obojnak. Dziś nosi imię Bianca. Bianca Miller. Jej historia jest opowieścią o duszy, która szukała ciała.
Kiedy urodziła się w 1954 roku w berlińskim szpitalu, miała zarówno męskie jak i żeńskie narządy płciowe. Medycyna mówi w takich przypadkach o "interseksualności". Ludzie nazywają obojnaków "hermafrodytami". Na około tysiąca dzieci przychodzących na świat, dwoje wykazuje cechy interseksualne. Matka Bianki Miller bardzo chciała mieć syna. Nie przejmowała się "małym błędem natury". Lekarze powiedzieli jej: "to się da skorygować". Na stole operacyjnym zaszyli waginę. W papierach napisali: "płeć męska". Tak powstał Sven. Zarówno rodzice jak lekarze zobowiązali się milczeć. Nikt nigdy nie miał się dowiedzieć prawdy. Stało się jednak inaczej. Bianca mówi dziś o Svenie jak o nieproszonym gościu, który przez trzydzieści osiem lat szarogęsił się w jej życiu. I zawsze był obcym.
Masywna berlińska czynszówka w dzielnicy Tiergarten. Tu Bianca spędziła dzieciństwo. W jej opowiadaniu pojawiają się obrazy z przeszłości. Matka usiłuje założyć spodenki czteroletniemu brzdącowi. Chłopiec broni się jak oszalały. Kobieta sięga po rózgę. Kiedy nikogo nie ma w domu, Sven idzie do szafy i przymierza ogromne suknie matki. Kiedy ma sześć lat, oszczędza każdy grosik, idzie do domu towarowego i kupuje sobie sukienkę. Sprzedawczyni tłumaczy, że "to dla siostry". Sukienkę tę Bianca ma do dziś. Leży schowana w kartonie. "Jest czarna, do kolan, w kształcie dzwonka" - mówi. Pewnego dnia, matka odkryła sukienkę. Sven dostał tęgie lanie. Rodzice powiedzieli, że jest perwersyjny i muszą się za niego wstydzić. "Miałam wtedy straszne wyrzuty sumienia" - opowiada Bianca. Aby ukryć dziewczęce ubrania, Sven wymyśla coraz to nowe skrytki. Buduje podwójne dno w szafie, wpycha sukienki do komina. Pewnego dnia, matka natyka się na jeden z tych schowków. Czerwona na twarzy z wściekłości, rzuca mu sukienki pod nogi w obecności kolegi z klasy. Następnego dnia w szkole wszystkie dzieci wiedzą, że Sven "jest pedałem". Wyszydzają go. Nikt nie chce się z nim przyjaźnić. Chłopiec łyka tabletki nasenne. Chce umrzeć. W ciągu całego życia, podejmował kilkaset prób samobójczych.
Kiedy Sven wszedł w okres dojrzewania a nie było oznak mutacji, lekarze zalecili kurację hormonalną. Matka chowała tabletki w brązowym słoiku i mówiła o "pigułkach wzmacniających". Na efekty ich działania nie trzeba długo czekać. Pojawiły się wreszcie atrybuty męskości, ale także silny trądzik i łysienie. Sven stał się samotnikiem, izolował się od ludzi. Marzył o zawodzie pilota. Zdał celująco egzamin, ale został odrzucony. Bez podania powodów. "Jestem pewna, że oni odkryli mój interseksualizm" - mówi Bianca Miller. Sven został funkcjonariuszem policji kryminalnej. Po dwudziestu dwóch latach służby awansował na wysokie stanowisko. Pracował jak opętany. Nie miał życia prywatnego.
Analizując swoje życie, Sven doszedł do wniosku, że jest transwestytą, to znaczy mężczyzną, który czerpie przyjemność z przebierania się w damską odzież. Kiedy wracał do domu, spuszczał szczelnie żaluzje. Przebierał się w sukienkę, nakładał makijaż. To mu pomagało. Ciągle jednak brzmiał mu w uszach krzyk matki: "Jesteś perwersyjny!" Sztukę kamuflażu doprowadził do perfekcji. Do pracy jechał Oplem jako mężczyzna. Jako kobieta używał Volkswagena. W obecności kolegów z pracy palił grube cygara. Ciągle bał się demaskacji. W wieku trzydziestu lat, zdecydował się odstawić "pastylki wzmacniające". Po jakimś czasie zauważył, że rosną mu piersi. Jego ciało uwolnione od skoncentrowanej dawki testosteronu stawało się coraz bardziej kobiece. Sven zaczął ubierać się w obszerne koszule i swetry. Skąd miał wiedzieć, że jego dusza rozpoczęła budować pasujące do niej ciało?
Pewnego dnia doszło do dramatycznego spięcia. Był upał, koszula przyklejała się do spoconego ciała. Jeden z kolegów zaczął gapić się na Svena z mieszaniną zdumienia i obrzydzenia: "Czy rosną ci cycki?" - spytał. "A może jestem kobietą?" - odparł przekornie. "Facet, wywalą cię na zbity pysk" - usłyszał w odpowiedzi. Sven był przerażony perspektywą utraty pracy. Zdecydował się na amputację piersi.
Ojciec umarł w 1988 roku. Przed śmiercią powiedział dziwne zdanie: "Mamy córkę". Matka energicznie zaprzeczyła. Minęły jeszcze cztery lata i pragnienie bycia kobietą staje się nie do zniesienia. Sven zapisał się na operację zmiany płci w Londynie. Długą nieobecność przy biurku uzasadnił chorobą nowotworową.
Operacja okazała się zabiegiem, przywracającym porządek natury. Kiedy Bianca obudziła się z narkozy, czuła niezwykłą błogość i szczęście. Dziś mówi o swoim "dniu niepodległości". Potem pojawiły się bóle. Lekarze zlecili wykonanie tomografii komputerowej, czyli dogłębnego prześwietlenia ciała. Specjalista, który pojawił się przy jej łóżku był szczerze zdumiony. Sądził, że zoperowany został anatomiczny mężczyzna. Jąkając się, wyznał: "Jest pani kobietą. Prawdziwą kobietą!" W tej chwili wszystko staje się jasne. Bianca przypomniała sobie słowa ojca "mamy córkę". Zrozumiała, dlaczego zawsze chciała być dziewczynką a nie chłopcem. Poddała się serii kolejnych operacji: krtani, piersi, usuwania zarostu. Z Izby Lekarskiej nadeszło potwierdzenie: "Szanowna Pani Miller, niniejszym informujemy, że urodziła się Pani jako obojnak. Rodzice zdecydowali się wybrać dla Pani płeć męską."
Kiedy Bianca Miller wróciła do pracy, dowiedziała się, że "ktoś taki nie nadaje się na kierownicze stanowisko". Po zmianie wydziału, uszczypliwości i grubiaństwa nie ustały. W jej mieszkaniu urosła góra akt: 50 teczek pełnych protokołów i opinii ekspertów dokumentujących ciągłe próby wyrzucenia jej z pracy. Obecne stanowisko: ekspertka w dziedzinie mobbingu Akademii Policyjnej. Mobbing to słowo określające przemoc psychiczną w miejscu pracy - także na podłożu seksualnym. W jej życiu pojawił się też mężczyzna. Frank był alkoholikiem. Wspólnie walczyli z jego nałogiem. Udało się, ale niestety, Frank zmarł na zawał. Po jego śmierci Bianca dowiedziała się, że jest w ciąży. Niestety - doszło do poronienia.
Skąd tyle nieszczęść w jednym jedynym życiu? Bianca nie znajduje odpowiedzi na to pytanie. Po operacji w Londynie, jej matka przyznała się w końcu, że urodziła genetyczną dziewczynkę o cechach hermafrodytycznych. "Ale chcieliśmy przecież chłopca" - usprawiedliwiała się. "Proszę, bądź znów moim synem..."
Opracował: Krzysztof Wagner
to 'coś' to także człowiek, więc troszkę szacunku.
Wszystkim podobnym życzę odnalezienia siebie.