W poważnym piśmie znalazłem erotyczną fotkę całujących się mężczyzn. Ilustruje ona (tygodnik "Forum", 8/2003) artykuł przedrukowany z konserwatywnego, szacownego angielskiego pisma "The Spectator". Jego autor, Matthew Laza, dotarł do niezwykłego środowiska: mężczyzn, którzy pragną zostać zarażeni wirusem HIV. Jest to grupa bardzo kontrowersyjna i ze zrozumiałych względów bardzo nieliczna. Wiadomo o nich też niewiele. Ich próby zarażenia się przypominają - podobnie jak w nadużywaniu narkotyków czy u piratów drogowych - samobójstwo na raty. Wskazuje to na tendencje autoagresywne. Można także dostrzec w nich tęsknotę za prawdziwą miłością i dającym spełnienie seksem, w którym przeszkadza symbolizującą brak zaufania do partnera prezerwatywa. Może też być to swoista próba przezwyciężenia lęku przed zarażeniem, który u pewnych osób jest odbierany jako trudniejszy do zniesienia niż nawet AIDS. Mówi się również o kontrkulturowym buncie wobec norm środowiska gejowskiego z jego zasadą: safe, sane, consent sex.
Temat jest bez wątpienia fascynujący i nie sposób kierować pretensji do dziennikarzy, że go podejmują. Sam przeczytałem artykuł z zainteresowaniem, chociaż zgrzytałem zębami, gdy w leadzie napotkałem takie zdania: "Homoseksualistów ogarnęła nowa obsesja. Pożądliwie pragną partnerów, którzy zarażają ich wirusem HIV. Wszystko po to, by przeżyć dreszcz śmiertelnego ryzyka". Nie mogłem uwierzyć, że angielski papier jest na tyle cierpliwy, że znosi podobne stwierdzenia. Sprawdziłem zatem oryginalny artykuł w internetowym wydaniu "Spectatora". Oczywiście było kilka potknięć translatorskich, ale co najważniejsze: tych trzech zdań i tylko tych trzech zdań nie było. Były to jedyne zdania dodane przez redakcję "Forum" do tekstu.
Powiedzmy wprost: te zdania nie tylko kłamią same przez się, ale ponadto powodują, że kłamie cały tekst, który w wersji anglojęzycznej mówił prawdę. Artykuł w tłumaczeniu nagle nabrał ambicji powiedzenia jakiejś prawdy o homoseksualistach - prawdy nieprawdziwej. Utożsamił ich z grupą osób ogarniętych dziwacznymi obsesjami, psychopatów poszukujących adrenaliny w seksie (tu już w niezgodzie z samym tekstem), nie szanujących życia swojego ani cudzego i dążących jawnie do autodestrukcji. Tytuł na okładce "Forum" krzyczał "Nowe szaleństwo łowców adrenaliny" (tj. gejów), podczas gdy angielski rzeczowo zapowiadał: "Men who want AIDS". Polska redakcja uogólniła w niezgodzie z intencjami autora i angielskiego wydawcy relacje o nielicznej subkulturze z populacją gejów. Angielski czytelnik zna zbyt wielu gejów w swoim otoczeniu by mógł się nabrać na taką manipulację. Polski natomiast łatwo uwierzy, że homoseksualiści są tak perwersyjnymi ludźmi, choć w rzeczywistości czytają oni o "łowcach wirusów" z podobnym zdumieniem i zgrozą co on.
Te refleksje mogłyby się wydawać problemem jednego nadmiernie uważnego czytelnika (zapewne nadwrażliwego geja). Jednak pogląd, że artykuł jest o wszystkich homoseksualistach wyrobiła sobie znaczna większość autorów 1100 [tak!] komentarzy umieszczonych pod artykułem. Większość z nich to byli homofobowie, którzy przytłaczali niewyczerpanymi pokładami nienawiści. Zdumiewał i budził grozę nastrój linczu, wezwania do eksterminacji, głośna satysfakcja z powodu AIDS i życzenia rychłej śmierci. Dość typowy (wcale nie najbardziej krwiożerczy) post głosił: "ZERO! tolerancji dla pederastów p********* p****** To oni są wszystkiemu winni. Roznosza choroby... Jak tak bardzo pragna śmierci to otworzyć dla nich krematorium, może tam doznają największej przyjemności w życiu... Ci "ludzie" nie potrafią docenić daru jakim jest życie w zgodzie z naturą ZERO!!! tolerancji dla zarazy jaką jest homoseksualizm (...) Zastanówmy sie gdzie jest granica naszej tolerancji uwzględniając rozsądek".
Inni autorzy widzieli sprawę w szerszym kontekście: "Nastał koniec ery homo. Natura rządzi się swoimi prawami. Każdy wybryk natury nie ma szans na dłuższe zaistnienie w przyrodzie. Dlatego właśnie nadchodzi koniec dla homo, najwyraźniej ich umysł zaczyna przestawiać się na odbiór normalnych fal. W związku z tym dąży do unicestwienia całego osobnika. Najwyraźniej "rosyjska ruletka" czy sex bez gumy, który jest teraz na topie u gei, definitywnie zmniejszy liczbe homoseksualistów na świecie. (...) Jak już wcześniej pisałem, świat ulegnie samooczyszczeniu z brudu jakim są homo". Niektórzy psychologizowali: "Ludzie! Czy nie uświadamiacie sobie tego, że homoseksualizm... to nie tylko kwestia orientacji seksualnej - zresztą zboczonej - ale przede wszystkim kwestia dezintegracji całej osobowości człowieka".
Przedzieranie się przez dziesiątki takich komentarzy było posępnym zajęciem i przytaczam je tu głównie na dowód, że czytelnicy odebrali artykuł w "Forum" jako źródło wiedzy o gejach w ogóle, a nie o ich małej grupce. Oczywiście homofobów redakcja "Forum" oszukała: wiadomości o naszej śmierci są grubo przesadzone. Oszukała jednak nie tylko ich, ale także przeciętnego czytelnika, który homofobem nie jest, ale odtąd będzie podchodzić do gejów z rezerwą jako do istot wampirycznych, poważnie zaburzonych psychicznie, niebezpiecznych dla siebie i otoczenia.
Oczywiście bez tych trzech nieszczęsnych zdań artykuł nie rozpętałby tak wielkiej fali antygejowskiej histerii i redakcja "Forum" ponosi za to winę, choć może nieumyślną. Jeden z czytelników, Tadeusz Mrozowski, zamieścił list protestacyjny do redakcji, na który uzyskał odpowiedź podpisaną przez zastępcę redaktora naczelnego "Forum" Marka Magierowskiego. Ów nie stracił dobrego samopoczucia, gdyż odpisał tak: "Nic nie sprawia nam większej radości, niż odzew czytelników, nawet jeśli jest tak krytyczny jak pański głos. Utwierdza nas to w przekonaniu, że nie robimy "pisma o niczym", że czytają nas ludzie myślący, dla których ważne są problemy społeczne i polityczne tego świata. (...) Tekst, o którym Pan wspomina, nie jest, w naszym mniemaniu, w najmniejszym stopniu wymierzony w społeczność homoseksualistów. Wręcz przeciwnie: autor wyraźnie wskazuje na to, że wśród gejów takie zachowania są marginalne i przez większość homoseksualistów uznawane za godne potępienia. Na zakończenie chciałbym Panu przypomnieć, że redaktor naczelny jak najbardziej konserwatywnego pisma "The Spectator", z którego pochodzi ów tekst, jest zadeklarowanym homoseksualistą. Organizacja, która chciałaby nas, lub tygodnik "The Spectator" podać do sądu, naraziłaby się jedynie na śmieszność".
Oprócz refleksji o odpowiedzialności dziennikarza za słowo (dziwnie jakoś ten temat znajomy) jeszcze jedna myśl przychodzi do głowy: istnieje w Polsce przedziwne sprzysiężenie ludzi, którzy szczerze albo z wyrachowania usiłują przestraszyć, a może nawet zastraszyć społeczeństwo homoseksualistami. Do tego sprzysiężenia należy wielu księży i biskupów powtarzających bez przerwy, że homoseksualizm stanowi zagrożenie dla rodziny, ale z obawy przed kompromitacją nie próbują nawet rozwinąć tej tezy. Widzimy tu "autorytety" o ubogiej wiedzy i dużej gotowości do wypowiadania się na ten temat w rodzaju Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, która w ubiegłym roku straszyła uwodzicielskimi poradniami przy organizacjach gejowskich, w tym zaś przekonuje kobiety, że jeśli nie będą dobre dla przyszłych mężów ci mogą stać się homoseksualistami i będą rozmnażać przez klonowanie (autentyczne!). Wśród tej wolności mówienia głupstw o gejach zwraca uwagę antyeuropejska propaganda niektórych polityków i publicystów, którzy w plugawych pisemkach lansują slogan: "Pedofile, pederaści - to są euroentuzjaści", a na trybunach głoszą gromko o "bramach piekielnych" homoseksualizmu, czających się rzekomo za progiem Unii Europejskiej.
To nie jest przypadek, że politycy próbujący zapobiec wejściu do Unii starają się tak szeroko wzmagać homofobiczne nastroje. Bo homofobia to ksenofobia - lęk przed obcym. Jako naród doświadczony przez dzieje jesteśmy pełnym lęku dziedziczonego z pokolenia na pokolenie. Nie wiadomo, czy staliśmy się na tyle odważni, aby pozwolić obcym gościć tu na dłużej. Będą być może przeciwko nam - bo czyż może być po naszej stronie ktoś, kto się od nas różni. Będą coś mówić w niezrozumiałych językach, zapewne obśmiewać i knuć, przyniosą swoje niepojęte obyczaje, swoje nabożeństwa. A my boimy się przecież nawet tych, których przez setki lat powinniśmy trochę poznać.
Zagrożenie to próbuje jakoś oswoić swojej żonie Marek Ostrowski, bywały w świecie publicysta "Polityki" ("I. Bądź pobłażliwy", 1/2003) i czyni to tak: "Arabski szejk składa wizytę w Polsce i przywozi cztery żony. Nie rozumiem tego, a zwłaszcza nie rozumie tego moja żona. I nie aprobujemy. Ale - tłumaczę jej - nie musisz aprobować, to inna kultura, nam niedostępna, nawet chyba jakaś odlotowa. Ale nie stanowi złamania lokalnych norm, zatem akceptujemy jego wizytę i nie robimy niestosownych uwag, a już na pewno nie ciągamy go na komisariat za bigamię. Podobnie z gejami. Nie rozumiem ich przyjemności, nie należy to do mojego stylu życia. Ale akceptuję ich wokół siebie i pozostawiam ich praktyki w milczeniu. Nie komentuję. Nie oburzam się. Ale też nie powinienem obśmiewać ich za plecami ani organizować bojkotu".
Piękne. Ale gdybyśmy, panie Marku, napotkali w ciemnej uliczce czytelników tygodnika "Forum" - po której stronie stanie Pan i Pańska małżonka?
Tomasz Górski
Pozdrawiam
Pozdrawiam.
Na szczęście tym razem, że tego typu prasa nie ma zbyt wielu czytelników, a i sam temat hiv trochę ludzi odstrasza...
Otóż zdaje się wiekszość hetero-czytelników po jego lekturze natychmiast przypnie problem AIDS do tych niedobtych peda*** ... bo kiedys słyszeli, że peda** maja AIDS - a rzeczy juz zasłyszane łatwiej się łyka.
Do czego zmierzam - otóż wyobrażam sobie, że kilka promitywnych osób zapomni zupełnie, że AIDS to także problem 'dziewuszek' i tirówek i heteryków także. Czyli zapomni lub będzie chciało zapomnieć, że sami także są narażeni za AIDS ... a nie tylko jakieś szukające guza ped** ...
Czy moje wnioski nie są słuszne?