Na łamach strony internetowej Gejowo ukazał się w środę 26 lutego 2003 anonimowy paszkwil wymierzony w dwóch znanych działaczy ruchu gejowskiego, Szymona Niemca, prezesa Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury (ILGCN) oraz Krzysztofa Szymborskiego - skarbnika tej organizacji. Obaj mają znaczny pozytywny bilans dokonań, są powszechnie znani w środowisku z organizacyjnego sukcesu Parady Równości, konkursu literackiego Tęczowe Pióro i licznych wystąpień w telewizji. Istnieje więc pilna potrzeba wyjaśnienia sprawy, ujawnienia przyczyn bezprzykładnej nagonki zainicjowanej przez Gejowo a przede wszystkim - umożliwienia brutalnie zaatakowanym przedstawienia swoich racji. Zwróciliśmy się do Szymona Niemca z prośbą o udzielenie odpowiedzi na pytania, które z pewnością zadaje sobie wielu czytelników publikacji w gejowskim internecie.
Wspomniany paszkwil, napisany w stylu komunistycznych denuncjacji Trybuny Ludu z okresu walki z "wrogiem klasowym" opatrzony został fotografiami obu działaczy niczym z policyjnego listu gończego. Z tekstu donosu, podpisanego pseudonimem "nemezis" dowiadujemy się między innymi, że Niemiec i Szymborski to lumpy i alkoholicy uprawiający "hulaszczy tryb życia" finansowany z społecznych pieniędzy, kradzionych na "alkohol w warszawskich lokalach nocnych". Po nakreśleniu tak odrażających portretów, "nemezis" donosi, że obaj działacze przepili pieniądze, przeznaczone na zakup "piór wiecznych z grawerowaniem" i - by sprawę zatuszować - wzięli pożyczkę. W tym miejscu, na scenie wydarzeń pojawia się tajemniczy Marcin M. - ofiara działaczy-pijaków, którego "zmuszali go do wystąpienia o kredyt po to, aby pożyczone od instytucji kredytowej pieniądze przekazał im w celu pokrycia manka". Nie dowiadujemy się wszakże jak sprawa potoczyła się dalej, bo najwyraźniej żadnego manka w kasie nie było. Diaboliczny Szymon Niemiec wpadł jednak na pomysł kolejnego oszustwa: zaczął organizować występy artystyczne i zarabiać na tym pieniądze! Tę niebywałą niegodziwość potęgował krzycząc na Marcina M.: "Ja chcę widzieć kasę!". Zorganizował też warsztaty teatralne, za które pobierał opłaty 150 PLN dziennie. Za to nieujawniona osoba podała go do prokuratury.
Ponieważ z tekstu donosu bardzo trudno zorientować się na czym miałoby polegać przestępstwo Szymona Niemca, pytam go wprost:
Janusz Marchwiński: Czy w stawianych Ci zarzutach jest choć krzyna prawdy?
Szymon Niemiec: Nie. Zdecydowanie i absolutnie nie. Gdyby stawiane nam zarzuty były prawdziwe, mielibyśmy już na głowie policję.
JM: Ty i Krzysztof Szymborski oskarżani jesteście o "hulaszczy tryb życia" i alkoholizm. Pytam, czy organizowaliście libacje na koszt stowarzyszenia, którego jesteś prezesem?
SzN: Aby móc organizować libacje na koszt członków stowarzyszenia, trzeba mieć najpierw odpowiednie pieniądze w kasie. Wielokrotnie wykazywaliśmy, że stowarzyszenie nie obraca sumami, które pozwalałyby na sfinansowanie nawet bardzo malutkiej libacji. Pieniądze, jakimi dysponujemy na cele statutowe są niewielkie. A nawet - śmiesznie małe!
JM: Na stronie internetowej stowarzyszenia ILGCN znajduje się rozliczenie...
SzN: Tak. Mamy obowiązek sporządzania rocznego bilansu i udostępniania go członkom stowarzyszenia. Na życzenie Komisji Rewizyjnej, zostało przedstawione rozliczenie co do złotówki łącznie z przedłożeniem dokumentów źródłowych. Komisja Rewizyjna dokumenty te sprawdziła i zaopiniowała pozytywnie. Każdy pieniądz, który przychodził do stowarzyszenia był natychmiast wydatkowany na bieżącą działalność. Są na to dowody w postaci dokumentów.
JM: Stawia Ci się zarzut ubiegania się o pożyczkę w firmie Provident.
SzN: Tak, wziąłem pożyczkę w firmie Provident. Prywatną pożyczkę, którą wziąłem już dawno temu, kiedy jeszcze pracowałem z jednym z warszawskich wydawnictw. To chyba dozwolone? Jeśli natomiast ktokolwiek wystąpi do firmy Provident z pytaniem o moją dyscyplinę płatniczą dowie się, że jestem zaufanym klientem, co oznacza że regularnie płacę raty. Nie widzę powodu, dla którego musiałbym się publicznie tłumaczyć w moich prywatnych finansów.
JM: Kolejnym zarzutem, stawianym Ci w anonimowym paszkwilu opublikowanym przez Gejowo jest prowadzenie agencji impresaryjnej w celach zarobkowych. Wytłumacz mi proszę o co chodzi?
SzN: Sprawa jest prosta: zamieściłem ogłoszenie, proponując szkolenie osobom, które chcą zostać dragqueen. Podałem konkretną cenę, ile to kosztuje.
JM: Czy miało to jakikolwiek związek z działalnością stowarzyszenia ILGCN?
SzN: Oczywiście że nie! Był to mój własny, prywatny projekt. Już dawno temu oddzieliłem pracę społeczną w ILGCN od działalności zarobkowej.
JM: Paszkwilant "nemezis" z tego właśnie buduje fundament swoich groteskowych oskarżeń i twierdzi, że zapłata za szkolenia jest "oszustwem". Nie wie nieszczęsny, że opłata za usługę jest powszechnie stosowaną praktyką w świecie biznesu. W Polsce działa mnóstwo agencji impresaryjnych, które za zrobienie np. sesji zdjęciowej kandydatom na aktorów, piosenkarzy czy modeli wystawiają rachunki powyżej 1000 złotych. Muszę przyznać, że Twoja agencja pobierała za swoje usługi bardzo umiarkowane opłaty. Idźmy jednak dalej. Wiele osób stawia sobie pytanie - co kryje się za tym bezprzykładnym atakiem Gejowa na Ciebie i Krzysztofa Szymborskiego? O co właściwie chodzi? Kim jest "nemezis"? Dlaczego w rażącej sprzeczności z etyką dziennikarską opublikowany został napastliwy anonim? Dlaczego redaktor Gejowa Jacek Adler zdecydował się na jego publikację? Czy pan Adler miał poprzednio konflikt ze stowarzyszeniem ILGCN którego jesteś prezesem?
SzN: Jacek Adler był do niedawna sekretarzem zarządu ILGCN. Jego - powiedzmy to tak - partner życiowy, Marcin Mich był członkiem Komisji Rewizyjnej.
JM: Rozumiem - to bardzo wiele wyjaśnia. Czy to on jest tym tajemniczym Marcinem M. który pojawia się w tekście anonimu?
SzN: Tak. Obaj panowie zostali zawieszeni w prawach członkowskich 17 lutego 2003 podczas zebrania łączonego Komisji Rewizyjnej i Zarządu ILGCN, po tym, jak poinformowali Komisję Rewizyjną (na spotkaniu nieoficjalnym), że zamierzają zmusić mnie i Krzysztofa Szymborskiego do podania się do dymisji.
JM: A dlaczego mielibyście ustąpić?
SzN: Ponieważ Adler i Mich chcieli przejąć władzę w stowarzyszeniu. Mało tego: poinformowali Komisję Rewizyjną że gotowi są zrobić to siłą!
JM: Jak to - siłą?
SzN: Po prostu - przemocą.
JM: Nie rozumiem jednak, po co potrzebny im jest ILGCN, organizacja która opiera się na pracy społecznej i nie przynosi żadnych korzyści materialnych?
SzN: Już dawno temu, Jacek Adler twierdził na zebraniach zarządu, że stowarzyszenie powinno przynosić dochody, powinno rozpocząć działalność gospodarczą, otworzyć własną restaurację i klub, który będzie zarabiał. Tłumaczyliśmy mu wielokrotnie, że stowarzyszenie gejowsko-lesbijskie nie jest powołane do tego, by zajmować się zarobkowaniem. Pracujemy dla idei a nie dla pieniędzy. Powiem to wprost: jeżeli dla kogoś największym idolem jest Adolf Hitler i cały świat powinien by urządzony według jego ideologii, to mamy do czynienia z manią władzy.
JM: Kto uważa Hitlera za swego idola?
SzN: Jacek Adler. Powtarzał to wielokrotnie. Kieruje się on teraz czysto prywatną chęcią zemsty. Zemsty za to, że kiedy w jego związku z Marcinem Michem był kryzys, Marcin przychodził do mnie i Krzysztofa do domu, nocował u nas, otrzymał u nas opiekę medyczną po tym jak go Adler pobił.
JM: Zauważam w całej tej sprawie pewne sprzężenie dat i faktów. Jacek Adler i jego partner zostają zawieszeni w prawach członków ILGCN, niedługo potem dowiadujemy się o "nominacji" na redaktora naczelnego Gejowa, ktoś (kto??!!!) składa doniesienie do prokuratury, zaraz potem ukazuje się omawiany tu anonim.
SzN: Jest jeszcze ciekawiej. Pierwsze doniesienie do prokuratury zostało złożone 14 lutego 2003 przez zarząd ILGCN o popełnieniu przestępstwa przez Marcina Micha i Jacka Adlera polegające na posługiwaniu się sfałszowanym dokumentem.
JM: Od jakiegoś czasu można go oglądać na Gejowie zaraz pod anonimem.
SzN: Jest tam napisane, że pan Mich jest zatrudniony w ILGCN. Z pieczątkami i podpisami. Kiedy dowiedzieliśmy się, że to właśnie jest dokument, przy pomocy którego ja i Szymborski mamy być zmuszeni do rezygnacji, złożyliśmy doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Poinformowaliśmy o tym Zarząd i Komisję rewizyjną na zebraniu 17 lutego 2003. I wtedy jednogłośnie zapadła decyzja o zawieszeniu obu panów w prawach członków do czasu walnego Zgromadzenia. Dwa dni później Jacek Adler zostaje redaktorem naczelnym portalu Gejowo i dwa kolejne dni później ukazuje się paszkwil na mój temat.
JM: Bardzo ciekawe...
SzN: Ciekawa jest też próba szantażowania innych organizacji gejowskich.
JM: Na czym ona polegała?
SzN: Dowiedzieliśmy się, że Jacek Adler groził, że je zniszczy, jeśli wystąpią przeciw niemu.
JM: A zatem - burza w szklance wody. Aby wywołać awanturę, wystarczyło, by urażona została czyjaś ambicja, niezaspokojona potrzeba "władzy", brak umiejętności współżycia w grupie. Jest to syndrom w Polsce dość powszechny. Spuśćmy zatem na ten teatr próżności i nikczemności zasłonę milczenia. Wszystkim, którzy mieli siłę doczytać do tego miejsca dziękuję za uwagę.
Janusz Marchwiński
No i co mam Ci jeszcze napisać... przytoczę cytat mojego dobrego przyjaciela: "dupa, dupa, dupa. balcerowicz musi odejść".
Ani myślę korzystać z okazji do opowiadania co i dla kogo zrobiłem. Może coś, może nic. Na pewno uniknę w ten sposób ryzyka popadnięcia w pychę i samozachwyt.
Zaproponuj coś mądrego? Co zrobić w momencie, gdy klika osób publikuje informacje, które mogą zaszkodzić działalności organizacji wspomnianych tu panów. Nie mów, że zaskarżyć, bo to nie wystarcza. Póki sąd podejmie decyzję, sprawa zyska już negatywny rozgłos. A jak wiesz za dwa miesiące odbędzie się Parada Równości, której głównym organizatorem jest właśnie ILGCN.
Co zrobić?
I skoro tak się nabijasz z zasług obu panów, to musisz pozwolić mi na pytanie: co Ty zrobiłeś? Tutaj tylko marudzisz. A to najgorsze co można zrobić, bo jeśli nie ma się niczego do powiedzenia, co w jakikolwiek sposób mogłoby zmienić albo wyjaśnić zainstaniałą sytuację, to lepiej siedzieć cicho. Chyba, że się jest przemądarzałą..... jesteś?
Wynika z niego, iż rok temu prokuratura prowadziła dochodzenie przeciwko Rafałowi Nawrockiemu (właścicielowi gejowa) o przestępstwo z art. 216 §1 kk (Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do tej osoby dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.)
Prokurator napisał, iż czyny Rafała Nawrockiego "wyczerpują znamiona przestępstwa zniewagi określonego w art. 216 §1 kk, lecz przestępstwo to stanowi występek (czyn zagrożony karą pozbawienia wolności do 3 lat - przyp. mój) ścigany z oskarżenia prywatnego". Jednym słowem stwierdzone zostało, że Rafał Nawrocki przestępstwo popełnił, ale państwo polskie nie będzie tracić pieniędzy podatników na jego ściganie...
Jak powiedziała osoba pokrzywdzona "sprawa nie trafiła do sądu, ponieważ Rafał Nawrocki przepraszał i przysięgał, że to się już więcej nie powtórzy".
Zastanawia mnie, czy właściciel gejowa tym razem również liczy na to, że przeprosiny i przysięgi dadzą mu bezkarność?
Albo, kiedy okaze sie, że cała sprawa jest jedynie wymysłem redaktora naczelnego portalu Gejowo.
Czy wtedy też będą twierdzili, że mają dowody?
Pan Adler domaga sie ode mnie odpowiedzi, które otrzymał i odmówił publikacji.
Wobec tego Ja domagam się przedstawienia dowodów materialnych, będących w posiadaniu osób szkalujących moją osobę.
Jak do tej pory czytelnicy mają okazję zapoznać się jedynie z pomówieniami i sfałszowanym dokumentem, z posiadania którego korzyść mógł ponieść jedynie pan Marcin M.
Poza tym, oraz stertą nieudukomentowanych plotek nie ma nic. Osoby, które z taką ochotą rzucają na mnie błoto nie mają nawet na tyle cywilnej odwagi, by podpisać się pod swoimi paszkwilami.
Najbardziej przykre w tej całej sytuacji jest to, że poszkodowane w tej sprawie jest i będzie całe środowisko homoseksualne w Polsce. Poszkodowani są ci, którzy poświęcają swój czas i pieniądze by pomagać innym.
O mojej szkodzie będzie rozstrzygał sąd. I jedyne czego może być mi żal, to to, że szkód poniesionych przez środowisko nie przywróci żadne sprostowanie, czy przeprosiny.