Być lesbijką to trochę tak, jak być kurwą - nie masz się czego wstydzić, ale wśród tak zwanych normalnych ludzi czujesz się nieswojo. Żeby przestać się bać musisz zacząć krzyczeć. A to wchodzi w nawyk.
- Jestem lesbijką - wypaliła Ay na dzień dobry.
- Bardzo mi miło - odparła Caroll z tą chłodną uprzejmością, której Ay nie znosiła u ludzi. - A masz imię?
- Ayris
Drue zrobił jej miejsce i Ay runęła, dosłownie runęła w fotel. Dzień był bardzo męczący.
- Caroll jest Queer - Drue odgarnął z czoła jasną grzywkę. - A Fascinato...
Fascinato, brunet o szerokiej twarzy kota, wzruszył ramionami, co mogło znaczyć "też" lub "wszystko mi jedno".
- Fascinato jest koszmarnie heteryczny - Caroll wsunęła do ust widelec z kawałkiem różowego naleśnika. - Tak biologicznie.
Ay nie spodobało się pretensjonalne przeciąganie głosek.
- Nie wierzę w biologię - wymruczał Drue, który z zasady nie wierzył w jakiekolwiek teorie seksualności.
- Ja, w każdym razie - zabrzmiał dzwonkowaty śmiech Caroll. - Jestem...
Ay zatopiła wzrok w karcie dań. Co Drue widzi w tej zmanierowanej, wychudzonej brunetce? Była ładna, tak, jak blada wampirzyca. W przypadku Drue nie mogło przecież chodzić o seks.
Gdy Ay wróciła duchem do rozmowy, usłyszała głos Fascinato.
- Jakie gówno? - zapytała.
- Mówiłem "równo". Zastanawialiśmy się czy istnieje prawdziwy biseksualizm. Taki pół homo-pół hetero. Po równo.
- Cześć Klaus - rzuciła, ale nie odpowiedział pogrążony w ogromnych czarnych słuchawkach, muszlach psychodelicznego oceanu. Mina brata wyrażała uniesienie. Transowa muzyka zmieszana w odpowiednich proporcjach z dopalaczami chemicznymi wprowadzała go w stany mistyczne. Klaus doświadczał ich coraz częściej. Ay podejrzewała, że jej brat zmieni się niedługo w azteckie bóstwo słońca i roztopi w eterze. Szczęściem jeszcze pracował i płacił rachunki.
"Ciekawe czy jak Klaus wyląduje w psychiatryku matka też powie, że zrobił to jedynie jej na złość" pomyślała idąc do swojego pokoju "Bo skoro można być lesbijką na złość matce heheheh".
Machinalnie włączyła komputer. Wieczór jakich wiele. Czat i ogłoszenia, potem mała przerwa na naukę (wrześniowy egzamin z etyki) i znowu czat. Od kiedy wykupiła stałe łącze nie musiała wydawać pieniędzy na lokale i taksówki. Konieczność widywania ludzi została zredukowana. Do dzieła.
Gdy w drzwiach stanął Klaus Ay nie przerwała stukania w klawiaturę. Wiedział o jej orientacji seksualnej. Powiedziała wszystkim. Wszystkim. Gdyby mogła ogłosiłaby ten doniosły fakt w telewizji.
- Idę do Bon-Po - wymamrotał.
- Dobra.
- Może wrócę z kimś.
- Jasne. Tylko zamknijcie drzwi.
I z powrotem w Sieć. Ay przyszło do głowy, że przecież i ona nie musi być dziś sama. tylko kogo zaprosić? W umyśle pojawił się obraz lirycznej Caroll. "Bleee, seksu się odechciewa". Obraz natrętnie powrócił, tym razem ze znakiem zapytania na dekolcie. "Ay, idiotko, jak nie masz co robić to może poczytasz "Prawo konieczności" Weitera?"
Bzyńńńń! W przedpokoju rozdzwonił się telefon.
Halo - wymamrotała złym głosem.
Trzeba zaznaczy, że Ay często odbierała telefon zirytowana zwłaszcza jeśli ktoś trafił na moment nieproszonych obrazów.
- Dzwonią nie w porę? - zabrzmiały przeciągłe głoski i słuchawka w ręku Ay zadrżała.
- Nie - ton chłodny - A o co chodzi?
- Idziemy do tego klubu gej/les "Nocą", pewnie znasz. Podobno standardowe lesbijskie lokum.
Błysk i obraz całego rozchichotanego środowiska z Gertrudę na czele. Członkinie LesLandu były dla Ay jak rodzina. A rodziny się niestety nie wybiera.
- Taaa, znam - cynicznie. - Bawcie się dobrze.
- A ty... ? - głosik Caroll zabrzmiał żalem. - Nie pójdziesz? Drue pyta.
- Nie, mam pracę. Dzięki za zaproszenie.
"Drue pyta".
"Kto tak mówi? Tę kobietę wywlekli pewnie żywcem z zeszłego wieku!"
Ay rozzłoszczona wyłączyła komputer. Dość już miała znudzonych panienek, które w poszukiwaniu mocnych wrażeń chętnie by się oddały satanizmowi czy perwersjom, jeśli by tylko ktoś je ku temu poprowadził. Na przykład jakaś napalona lesbijka, która weźmie na siebie całą odpowiedzialność za erotykę wzajemnych kontaktów. "Takie idiotki" myślała Ay "Tylko leżą i czekają co będzie!" I była to prawda dosłowna. Malien i Małą Fo, Słodką Trzynastkę, Delicję i wiele innych Ay zapamiętała jak seksualne kłody drewna.
- To gorzej niż byś miała z facetami - skomentował kiedyś Drue.
- Jak to?
- Facet poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. Wsadzić musi.
Kontakt fizyczny z mężczyzną był dla Ay niewyczerpanym źródłem zdumienia i niesmaku. "Kończ już" miała ochotę powiedzieć ale zachowała spokój. Była ciekawa na czym polega ten cały cud męsko-damskiego seksu. Ciekawa ciągle od nowa. Lo był chyba dobrym kochankiem, nie umiała tego ocenić. Nie miała pojęcie co facet powinien robić w łóżku. Wiedziała natomiast co powinna robić kobieta kiedy Ay muska jej piersi. Powinna się wić i cichutko pojękiwać.
- O czym myślisz?
Ay wstała i założyła swój jaskrawo czerwony kapelusz. Naga, z jasnymi włosami wymykającymi się czerwieni i spadającymi na ramiona wyglądała pięknie.
- Chyba niedługo przestaniemy się widywać - oznajmiła.
- To dlatego że jesteś lesbijką? - Lo uniósł się w pościeli.
Spojrzenie przestraszonej sarny zawisło na nieodgadnionej twarzy Ay.
"Jakbym była krokodylem też nie chciałabym cię widywać. Nie mamy sobie nic do ofiarowania".
- Tak, to przez to - odpowiedziała.
Lo odetchnął.
Nie, nie była zadowolona. Wcale nie była. Obcasy miarowo stukały o nowiutkie chodniki dzielnicy Vajo-Lin. Drue wlókł się obok z bardzo niewyraźną miną. Jego nos wydawał się jeszcze dłuższy niż zwykle. Przestał już drżeć, ale nie mogła go zostawić. Jak tylko zobaczy tego Aljeksiejewicza może się zupełnie rozwalić. Sierożka Aljeksiejewicz, rosyjski Żyd o oczach błyszczących jak szmaragdy w słońcu był obiektem westchnień Drue od kilku miesięcy. Aż do zeszłego tygodnia bez wzajemności, ale obecnie znajomość rokowała nadzieję.
- Zachowuj się neutralnie - poradziła Ay, nie była jednak pewna czy do Drue cokolwiek dociera.. - Nie daj mu poznać jak bardzo ci zależy.
Ay lubiła dzielnicę Vajo, z jej domkami przypominającymi ozdobne, kartonowe pudełka. Wszystkie, nawet te kilkunastopiętrowe, wydawały się niewielkie pod piętrową przestrzenią nieba. Najchętniej zostałaby tutaj, na ulicy.
- To ten - wymamrotał Drue wskazując jedno z "pudełek", beżowe i wysokie.
Caroll powitała ich w białej kreacji i srebrnych pantofelkach. Wyglądała jak księżniczka. "Tylko diademu brakuje" pomyślała Ay złośliwie. Po wielopokojowym domu błąkali się liczni goście, wśród których dostrzegła wysoką, jasnowłosą postać. Sierożka pomachał ręką i ruszył w ich kierunku. Ay zerknęła na Drue i z przyjemnością zauważyła, że chłopak stara się wyglądać obojętnie. Na wąskiej twarzy rozlewał się uśmiech seryjnego uwodziciela. Aljeksiejewicz uścisnął ich gorąco a pomiędzy nim a Drue zaczęły się te wszystkie gesty, miny, zdania, dla postronnego obserwatora niezrozumiałe i nudne. Ay wzięła sobie czerwonego drinka i zaczęła go powolutku sączy. Towarzystwo zaczynało się już rozkręcać, jak zauważyła. Kilka osób tańczyło, inne rozpoczynały coraz śmielsze flirty. Pary jakie dostrzegła były heteryczne, choć jak twierdził Drue było to "bardzo queerowe towarzystwo". "Gówno tam" - pomyślała Ay "Oni są po prostu ciekawi. Zapraszają homoseksualistę z tych samych powodów, dla których biorą LSD. A gdybyś jeszcze zechciał pomałpować."
- Co robisz - Caroll pojawiła się znienacka. jej policzki były różowe od tańca.
- Zastanawiam się po co heterycy chodzą do klubów dla homo?
Caroll uśmiechnęła się jakby nie dostrzegła złośliwości.
- Może dlatego, że tam mogą pooddychać.
- Co?
- Może mają dosyć sztywności i segregacji - Caroll sięgnęła po drinka. Ay zauważyła, że pani domu piła jak smok. - Chcą żeby wszyscy byli razem. Tak normalnie.
Ay nie wiedziała co odpowiedzieć. Poczuła się okropną krytykantką. Na szczęście pojawił się kocurowaty Fascinato i zwinął Caroll.
Potem były już tylko obrazy. Ona sama gadająca z kolejnymi osobami. Caroll przy odtwarzaczu płyt, Caroll tańcząca z małpowatym brunetem, Caroll chichocząca w dzwoneczkowaty sposób. Kilka razy miała wrażenie, że Caroll ją obserwuje. A potem Drue na kanapie i pijane oczy Sierożki (czy naprawdę słyszała "Ja tiebia toże"?)
Dosyć. Już nie była potrzebna. Przemknęła się po cichutku do przedpokoju i wtedy dobiegł ją jakiś dźwięk. Jakby stłumiony pisk kota. Przez myśl przemknęło jej, że w pokoju może by para. Zawahała się. Nie, to nie brzmiało jak seks. Nie brzmiało jak nic miłego. Pchnęła drzwi.
Caroll leżała na łóżku z poduszką przyciśniętą do piersi. Jeden z butów zsunął się ze stopy. Ramiona w białej sukience drżały. Uniosła głowę i Ay zobaczyła mokre czarne strużki spływające aż do skrzywionych warg. Caroll wyglądała jak zepsuta lalka.
- Co? - jęknęła zdziwiona - Ty?
I zaraz potem:
- Zamknij drzwi, proszę.
Ay zrobiła to machinalnie, zamiast uciec co może byłoby najrozsądniejsze w tej pogmatwanej sytuacji. Ale ponieważ już tu była należało chyba zapytać...
- Coś się stało?
Nie zabrzmiało to zbyt współczująco ("Ay, potrenuj w domu, nigdy nie wiadomo kiedy ci się przyda").
Caroll zaczęła. miarowo miauczeć. Ay usiadła na brzegu łóżka. W najgorszym razie poogląda sobie książki stojące na szafce.
- Kurwa! - rzuciła Caroll znienacka, aż Ay podskoczyła. - Nienawidzę tych gnoi.
- Fascinato? - spytała uprzejmie.
- Nie. Luego. Widziałaś go. Ten w czerwonej koszuli.
Ay zastanawiała się przez chwilę.
- Ten, który wygląda jak skrzyżowanie Clarka Gable z szympansem?
Caroll usiadła, zamrugała oczami a potem wybuchnęła śmiechem.
- On rzeczywiście tak wygląda - wyjęczała chichocząc.
Ay też się uśmiechnęła, ze zdumieniem obserwując te zmiany nastroju. Caroll wygładziła sukienkę i wyglądała jakby dochodziła do siebie.
- To wszystko jest beznadziejne - skrzywiła wargi. - Z kobietami może jest lepiej. Ayris, czy z kobietami jest spokojniej?
Ay wzruszyła ramionami.
- Z facetami jest spokojniej. Bo mi na nich nie zależy.
- Ach - mruknęła Caroll. - Tak.
Sięgnęła po chusteczkę i wytarła spływający tusz. Jej oczy bez makijażu wyglądały dziecięco. Czarne, zlepione rzęsy okalały tęczówki jak płatki kwiat. Pochyliła się i Ay dostrzegła nierealną delikatność jej piersi.
Ay wyjrzała z siedemnastego piętra mieszkania, które wynajmowali z Klausem i pozdrowiła w myślach anonimowe ludziki przemykające ulicą w dole. Z tej perspektywy kontakty społeczne były takie jakie powinny być. Jej wysoki Zamek. Tu było dobrze. zazwyczaj. Ale nie dziś.
Istnieje pewna niebezpieczna rzecz. Jest t o Współczucie. Kiedy wpuścisz je do serca ono, jak koń trojański, podstępnie zaprosi tam twoich największych wrogów.
Pierwszym z nich był brak kontroli.
- No, i jak się czujesz? - zapytała Ay w sobotę wieczór.
Co dziwne Caroll tam była. W swoim domu.
Cześć. Lepiej. Nieeee, już całkiem dobrze - głos zgaszony. Głoski przeciągane jak na koncercie pogrzebowym. - Za dużo wypiłam. Dzięki że ze mną posiedziałaś.
- Nie ma sprawy. Idziemy z Drue i znajomymi do "Conno". Wybierzesz się?
- Nieee - niepewność. - Nie mogę.
- Przyjdź... proszę! - Czy Ay dobrze słyszała samą siebie?!
Dobrze - odparła Caroll.
Ay już myślała, że ona nie przyjdzie. Specjalnie założyła jedyne ubranie w domu, w którym, według siebie, wyglądała atrakcyjnie. Właściwie nie lubiła wyglądać jak laska, ale brak kontroli wdarł się już do jej szafy. Przez dwie godziny oczekiwania zdążyła zatańczyć z Sly-Shy i wymienić poglądy z Gertrudą. To ostatnie bardzo ją zmęczyło. Przywódczyni LesLandu była jednocześnie prowodyrką rozmaitych grup feministycznych. W ramach jednej z nich Gertruda organizowała właśnie anarchistyczny, proaborcyjny zlot nad morzem.
- To przedsięwzięcie będzie medialnym hitem - przekonywała potrząsając złocistymi dredami.
"Raczej katastrofą" pomyślała Ay przypominając sobie ostatnie "Wielkie Dzieło Filmowe Gertrudy. Obraz ten obfitował w sceny obżynania męskich członków i reklamy środków antykoncepcyjnych, a nadęty feminizmem aż w nim kipiało. Z założenia film miał jechać na festiwal w Pradze. Heheheh.
"Dopijam piwo i idę" postanowiła Ay. I wtedy weszła Caroll. Czas się zatrzymał ukazując w nieskończonej chwili krótkie czarne włosy, wysoką postać i smutne oczy. A potem w bezruch wdarł się ktoś i objął Caroll.
Luego.
Czy można poczuć czerwień? Tak. Ay poczuła ją gdy złość, złość na samą siebie uderzyła jej do głowy. Caroll pocałowała Ay w policzek.
- Jestem - uśmiechnęła się ciepło. - Ładnie wyglądasz.
Dzięki - Ay rzuciła im obojętne spojrzenie. - Fajnie że wpadliście.
- Kotek chciał - zasyczał przymilnie małpowaty Luego.
Drue z Sierożką zeszli z parkietu żeby się przywitać. Ay skorzystała z okazji i poszła do Sly-Shy. Przy okazji spotkała Żuczka i jego bandę zmanierowanych gejów.
- Cześć, Zdziro - powitał ją zielonowłosy Żuczek.
Zwracał się tak tylko do kobiet, które naprawdę lubił. Ay nawet nie pamięta o czym naprawdę rozmawiali. Raz czy dwa objęła Sly-Shy. Serce waliło jej jak opętane. "Bardzo ci tak dobrze. To naprawdę rewelacja, Ay nie będziesz miała durnych złudzeń". Poczuła dotknięcie.
- Ayris - Caroll wpatrzyła się w nią z miną zmaltretowanej królewny.
- Co się stało? - Ay uśmiechnęła się sztucznie.
- Ja.. - zaszeptała Caroll żeby reszta ich nie usłyszała. - - Ja musiałam zabrać Luego. był u mnie kiedy zadzwoniłaś.
- I co? O co chodzi? - jak nisko poniżej zera może zejść temperatura głosu? - Po co mi to mówisz?
Caroll otworzyła usta. Sly zbliżyła się i zerknęła ciekawie. Caroll odeszła.
Czy można poczuć czerń? Ay poczuła ją kleszczami zaciskającymi się wokół czaszki. Pochyliła się nad umywalką. wyjść stąd, wyjść jak najszybciej, gdy tylko miną zawroty głowy. Czuła się potwornie pijana. tylko dwa piwa.
Zatrzeszczały drzwi i pojawiła się ona. Znowu. Ay miała tego szczerze dość.
- Co robisz? - zapytała Caroll.
- Wychodzę - Ay wytarła twarz.
- Dlaczego?
Zabrzmiało to rozpaczliwie.
- Mam swoje sprawy - głos Ay przywodził na myśl kolce i sztylety. - Przepuść mnie.
Caroll ciągle stała w drzwiach.
- Chcesz jeszcze czegoś? - warknęła Ay.
- Tak.
I wtedy to się stało. Caroll zrobiła to tak szybko, że Ay nie zdążyła zareagować. Popchnęła ją na ścianę i gwałtownie, całym ciałem przywarła do jej ciała. Na ustach Ay pojawiły się gorące, wilgotne usta.
A potem, tak samo szybko, Caroll oderwała się od niej i wybiegła.
Ay nie mogła usiedzieć w domu i już od piętnastej błąkała się po Vajo-Lin.
- Wpadnij o siedemnastej . powiedziała Caroll przez telefon.
Ta rozmowa wprowadziła nowy klimat w ich kontakty. Obfitowała w półsłówka i ukryte obietnice.
Przed wyjściem Ay zdążyła jeszcze opieprzyć brata za to, że nie wyszedł do pracy ("Boże, zachowuję się jak żona"). Po zeżarciu trzech szczytów meksykańskiego kaktusa Klaus grał całą noc na wyimaginowanej wiolonczeli. Rano nie był w stanie się poruszyć. Ay przestraszyła się że wyrzucą go z pracy. Groziło to utratą mieszkania, a myśl o zatrzymaniu się u rodziców przez choćby jeden dzień wywoływała skurcze żołądka.
Dobrze pamiętała wyprowadzkę.
"I nigdy kurwo nie wracaj!"
W ponurą melodię tego ojcowskiego pożegnania wdarła się jeszcze ostra nuta uderzenia. Ten dźwięk zostanie z Ay do koca życia.
Ani jednego dnia!
Około szesnastej Ay usiadła na ławeczce przed beżowym domem Caroll. Kształtem przypominał stojącego fallusa ("Bleee, co za skojarzenia!"). Policzyła okna i...
Luego wyszedł z klatki. Ay, jak w transie, obserwowała jego kroki, jedwabną koszulę, minę pewnego siebie szympansa. Nie dostrzegł jej.
"A co? myślałaś, że ona przestanie go widywać? Najpierw on, potem ty."
Jaki kolor może mieć pustka? Ay wstała i wróciła do domu.
- Jeśli jeszcze raz zadzwoni powiesz jej że wyjechałam - zarządziła.
- Nie lubię kłamać - oznajmił Klaus.
- To zrób to bez przyjemności!
Trzasnęła drzwiami. Przez ostatnie dni rzeczywistość przepływała niby w koszmarnym śnie. Ay nie mogła sobie pozwolić nawet na odrobinę myślenia. Chodziła po mieście w kółko. Dlaczego za każdym razem jest gorzej? Czy człowiek w ogóle się nie uodparnia?
"Nie, tak nie można Ay. Wszystko będzie dobrze. Dobrze-dobrze".
"Dobrze-dobrze".
Francuska naleśnikarnia gej/les w centrum. Dawniej Ay bywała tu niemal codziennie. Lubiła tutejszą kuchnię, wygodne fotele i wesoły nastrój rozświetlonej słońcem sali. Dziś jasność tego miejsca była męcząca dla oczu.
"Dobrze-dobrze, Ay, zjedz naleśniczka". Przysmażony, ze szpinakiem i przyprawami. Przeżuwała powoli i nadziwić się nie mogła. Nie czuła żadnego smaku.
- Mogę się przysiąść?
Ay chciała ją zignorować. Uderzyć. Zwymyślać. Ale nic nie czuła. Zupełnie nic.
- Należy mi się chyba wyjaśnienie - Caroll zajęła miejsce naprzeciwko. Jej czarne brwi były zmarszczone. - Nie przyszłaś na spotkanie. Udajesz, że cię niema. To dość chamskie, prawda?
- Przyszłam na spotkanie - odpowiedziała Ay martwym głosem. - ale zobaczyłam Luego. Taka mała niespodzianka.
"Zaraz wyrzygam tego naleśnika". Odłożyła widelec.
- To... - jęknęła Caroll. Ay dopiero teraz zauważyła jak poczerwieniały jej policzki. ą To dlatego? Byłaś zazdrosna? Zwariowałaś?
- Nie byłam zazdrosna. po prostu nie życzę sobie...
- To wtedy - zaczęła Caroll bardzo szybko jakby bała się, że Ay nie da jej dokończyć. - Ja z nim zerwałam wtedy. Już go nie widuję. Nikogo...
Milczenie.
Ay zaczęła drżącymi rękami kroić naleśnika.
- Ayris - Caroll dotknęła jej dłoni, ale Ay ją cofnęła.
- To nie ma znaczenia Caroll. To nie ma sensu. ty nie jesteś lesbijką.
Przez chwilę wpatrywały się w siebie.
- Taka jesteś pewna kim jestem? - w oczach Caroll pojawiły się łzy. - Ja nie!
"Byłabyś" pomyślała Ay. Ona nie miała wątpliwości. Marzenie jej dzieciństwa było takie: chciała uratować księżniczkę zamkniętą w zamku przez złą macochę. Jak w standardowej bajce, tylko Ay zamiast królewicza.
- Jesteś heteroseksualna i tyle - rzuciła. - Może teraz masz taką fantazję, żeby być z kobietą, ale tylko patrzeć jak się zakochasz w jakimś facecie. Bez sensu.
Ay chciała ukroić naleśnika ale Caroll chwyciła ją za ręce i widelec upadł plamiąc obrus.
- A z lesbijką byłoby ci lepiej? - krzyknęła zwracając uwagę ludzi przy pobliskich stolikach. - Miałabyś pewność, że ona cię nie zostawi? Nie znajdzie sobie innej dziewczyny?
Ay nie mogła, po prostu nie mogła. Kiedy szczupłe palce dotykały jej dłoni chciała tylko je całować.
- Posłuchaj głosu serca, Ay - poprosiła Caroll.
Do serca Ay właśnie wdzierali się wrogowie. Brak Rozsądku prowadził za rękę Namiętność.
A potem Caroll znowu to zrobiła. Tak szybko, że Ay nie zdążyła zareagować.
Eva Mroczek