Przedstawiamy kolejne opowiadanie, nadesłane na konkurs "Tęczowego Pióra". Jego autor podpisał się godłem "Ważniak":
Świat od samych początków swojej cudownej i pełnej kolorów egzystencji miał lekkiego zajoba na punkcie ziemi obiecanej - miejsca, gdzie to, jesteś jak koło zębate zatrybia się z resztą rzeczywistości. Tutaj wiesz, że istnieje coś takiego, jak sens i że jesteś dość dobry, by mieć swój sens. Ale gdzie jest to "tutaj"?
Być pedałem to zajęcie na cały etat. Nie muszę dodawać, że trudno liczyć na jakieś specjalne przywileje, a roboty jest dużo. Każdy kolejny etap Twojego życia przypomina awans w ogromnej firmie - gdy już wejdziesz do nowego biura, okazuje się że jest takie samo jak poprzednie - tylko zakres obowiązków się zwiększył. Nie mam zamiaru jednak skamleć bo nie to jest tematem tej spowiedzi. Spowiedź dziecięcia z początku wieku, równie dekadencka jak pierwowzór, tylko, że powód jej powstania zmienił się - czas oczyścić umysł ze wszelkiej ziemi obiecanej.
Kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się, kto to jest homoseksualista, pomyślałem: "Hej, mamciu - przecież to wypisz, wymaluj ja!". Miałem wtedy coś około 11 lat i nie bardzo jeszcze wiedziałem co z czym się jada... jeśli wiecie co mam na myśli. Tylko dreszcz, ten dreszcz, kiedy po moim tłustym brzuchu spływała woda na widok spoconej męskiej skóry, wszystko to było już moim udziałem... Mama wtedy powiedziała mi z ciepłym, pełnym miłości uśmiechem:
Homoseksualista, kochanie, to taki pan, który lubi się całować z innym panem. Tylko to źle być homoseksualistą kochanie, bo inni, ci, którzy nie lubią się całować z panem są bardzo zdenerwowani, jak się dwóch panów całuje. A ty kochanie przecież nie lubisz jak inni się denerwują, prawda?
Prawda mamo. Tato też by się pewnie zdenerwował jakby takich dwóch panów zobaczył...
Bardzo - uśmiech na chwilę zgasł na jej twarzy - bardzo by się zdenerwował, kochanie.
Pierwsza lekcja o ziemi obiecanej jaka otrzymałem, została ze mną na długo, bo przecież ja nie lubię kiedy inni się denerwują, więc robiłem wszystko by nie denerwować taty. Mijały kolejne dziwne lata, kiedy coraz mocniej czułem że przyszło mi w udziale życie geja. Jednak dopóki trwał słodki stan harmonii, wierzyłem, że mama miała rację i że znalazłem raj. Toczyłem się za swoimi kolegami, wpadając w heteroseksualną koleinę której nie rozumiałem i której się bałem. Bałem się zresztą wielu rzeczy: mężczyzn, wyzwań, odpowiedzialności i prawdy. Śmiałem się zawsze, kiedy wtykano mi święte księgi, bo mając 13 czy 14 lat byłem pewien, że wszystkie kłamią.... Ja znałem prawdę najwyższą - "nie denerwuj nikogo, a spokój aniołów spłynie na ciebie". To była moja religia, obietnica spełnienia i samo spełnienie zarazem - kłamstwo było moim najdroższym skarbem.
Następną lekcje otrzymałem w liceum, kiedy to upadłem na duchu i zacząłem wątpić nawet w moje kłamstwa. Bałem się, że prawda wyjdzie na jaw, bałem się, że ktoś odnajdzie niekonsekwencje w moich historiach miłosnych, które nigdy nie miały miejsca. Coraz miej spałem, coraz więcej wpatrywałem się w sufit. Wiecie ile jest czarnych kropek na moim suficie? Nie, oczywiście, że nie wiecie - to ja jestem tragicznym, odkrywcą tej prawdy. Siedemset dwadzieścia dwie. Każda ze swoją historia, każda ze swoja bezsenną nocą, każda z jednym marzeniem o mężczyźnie, który mnie obroni przed... sam nie wiem przed czy; chyba przede wszystkim przed wyzwiskami w mojej głowie, którymi sam siebie nazwałem. Tak miej więcej wyglądało moje życie, gdy poszedłem do liceum. To była bardzo dobra szkoła z nagrodami, wyróżnieniami i olimpijczykami. Mama powiedziała:
To wymarzone miejsce dla cienie kochanie. Tu docenią twoją wewnętrzną dyscyplinę, kochanie.
Więc poszedłem do dobrej szkoły i dostałem tam kolejną naukę. Wskazówkę, gdzie szukać ziemi obiecanej. Ta historia jest nieco bardziej złożona, bo i ja nie byłem już jedenastoletnim chłopcem, który dowiedział się od mamy, kim jest homo.
Na samym początku, liceum było odskocznią i odpoczynkiem. To, że nie miałem żadnych znajomych, to, że nikt się do mnie słowem nie odzywał nie sprawiało mi prawie przykrości, a to dlatego, że zdążyłem się już do zupełnej samotności przyzwyczaić. Miałem mnóstwo zajęć i zapisywałem się na wszystkie dodatkowe kółka teatralne, informatyczne, biologiczne. Robiłem wszystko by tylko skupić się na kimś poza mną. Taki stan rzeczy trwał prawie rok. W tym czasie moja praca zaczęła dawać pierwsze rezultaty, gdyż przychodziło do mnie powoli zrozumienie rzeczywistości. Nie odkryłem co prawda sensu istnienia, ale dowiedziałem się co to geny, poznałem Petrarkę, ujrzałem system zer i jednostek zmieniających się w elektroniczny obraz - wszystko to uspokajało mnie i godziło mnie samego ze sobą. To jednak nie było wystarczającym powodem, by wyjść z ciasnej ziemi obiecanej jaka przygotowała dla mnie moja mama. Potrzebny był silniejszy bodziec.
Pod koniec mojego pierwszego roku wytężonej nauki do naszej klasy, z rekomendacji dyrektora Piesiewicza (człowieka o wielkiej, rosyjskiej duszy, który ratował skórę każdemu ze swoich uczniów, ale nigdy się do tego nie przyznawał), został przydzielony nowy uczeń. Wyobrażałem sobie jakie musi przechodzić męki na myśl o nowej klasie, która dopiero co zintegrowała się, a do której on teraz, jak intruz, będzie musiał wkroczyć. Myślałem o sobie; myślałem, że ja nigdy bym się na to nie zdobył by stanąć przed tym wyzwaniem po raz drugi. Zdecydowanie nie lubiłem nowych znajomości, bo to oznaczało kolejną powtórkę z lekcji zakłamania a tę lekcje miałem wyryta na pamięć lepiej niż inne. Zdawałem sobie sytuacje z tego, że żadna sytuacja nie utrzyma się w przyrodzie w niezmienionym sensie i podejrzewałem, że kiedyś coś się odmieni, lecz jak zwykle bywa, kiedy stało się to - byłem nieprzygotowany i przerażony.
Nowy uczeń wszedł na początku maja do naszej klasy prowadzony przez naszego dyrektora, który szeptał mu coś jeszcze przez chwilę na ucho, po czym zostawił go na środku klasy i cofnął się nieco do naszej wychowawczyni, która próbowała się uśmiechać, ale wychodziło jej to nawet gorzej niż zwykle. Coś było nie tak, coś było nie po kolei. Spojrzałem na tego nowego: potargane włosy przypominały prastary chaos z którego wyłonić się miało wszystko co widzialne, gładka skóra teraz była blada, ale oczy - stalowe i uparte - błyszczały i nie widać w nich było ani śladu strachu. Miał na sobie jakąś nieprawdopodobnie kolorową koszulkę, piękne dłonie nieruchome po bokach ciała i zdecydowanie zbyt jasne jeansy. Poczułem fale podniecenia, która pociągnęła mnie daleko od raju obiecanego przez moją matkę, daleko od mojej samodyscypliny i rzuciła mnie w słowa, które "nowy" powoli zaczął wypowiadać:
Hej, mam na imię Mikołaj i chcę wam powiedzieć kilka rzeczy o sobie, zanim zaczniemy wspólnie chodzić do tej szkoły - tu zatrzymał się i z pytaniem w oczach odwrócił się do dyrektora, a ten tylko uśmiechnął się i kiwnął przyzwalająco głową - Pewnie się dziwicie, że przychodzę do szkoły w tak idiotycznym terminie, jednak nie jest to takie bezsensowne. Nie chce po prostu znów powtarzać roku. - Przez klasę przeszedł szmer - Nie sądźcie jednak, że jestem tępy, albo że wycinam takie numery, że mnie wywalili ze szkoły - nic z tych rzeczy. - Wstrząsnął nim dreszcz i chyba zupełnie nieświadomie cofnął się nieco w stronę tablicy i dyra - w poprzedniej szkole padłem ofiarą nietolerancji, co doprowadziło najpierw do powtarzania pierwszego roku, a teraz do wydalenia mnie ze szkoły - wychowawczyni z zaciśniętymi ustami i dzikością w oczach odwróciła się do okna - Jestem homoseksualistą i z tego powodu zostałem wyrzucony ze szkoły, a teraz muszę dopilnować, żeby nie udało im się osiągnąć swojego celu. Muszę zdać do następnej klasy.
To, co stało się w klasie po tym oświadczeniu porównać można do eksplozji tankowca w porcie. Niektórzy się śmiali jak wariaci, inni ze wściekłością zaczęli wymieniać jakieś wulgarne uwagi, była też grupa ludzi, którzy ze spokojem czekali na to, co dalej się wydarzy - w śród nich ja. W mojej głowie ukazały się obrazy słusznego gniewu dyrektora i nauczycieli z poprzedniej szkoły Mikołaja. Myślałem: "no cóż mój drogi, czy mama nie nauczyła cię, żebyś trzymał język za zębami? Czy nie powiedziała ci, że NIE WOLNO DRAŻNIĆ INNYCH LUDZI?! Ty EGOISTO!". Głowa mi pękała - byłem wściekły na niego, na siebie, byłem wściekły na podniecenie jakie mnie ogarniało, gdy na niego patrzyłem.
Wszystko to trwało może 30 sekund - dyrektor podszedł do Mikołaja i spojrzał na nas:
Odwaga, którą wykazał się Mikołaj jest podarunkiem dla was, więc nie zmarnujcie tego daru. Prawda, którą się z wami podzielił, niech będzie początkiem rozmowy, nie zaś krzyku. Zostawiam was teraz. Do widzenia pani Maciejewska.
Wychowawczyni nie odezwała się, tylko coś wysyczała i zaczęła wrzeszczeć, żeby wszyscy się natychmiast uciszyli. Już miała zacząć lekcję, gdy nagle zorientowała się, że pod tablicą stoi Mikołaj. Spojrzała na niego jak na wirus HIV we własnej osobie, lub na wysypisko śmieci, które ktoś zbudował pod jej domem.
A.... ty.... z kim usiądziesz?
Moje modlitwy musiały być nie dość gorące, bo Mikołaj bez chwili zastanowienia podszedł do mojej ławki i usiadł obok mnie.
Z tym kolegą usiądę, dobrze?
Tak, wszystko mi jedno, gdzie będziesz siedział. - Maciejewska miała minę, jakby zjadła móżdżek cielęcy i dopiero teraz się dowiedziała co to była za potrawa. - Zupełnie mnie to nie interesuje.
Chciałbym powiedzieć, że dni zaczęły płynąć spokojnie, ale tak nie było. Wszystko zmieniło się od tamtej chwili. To właśnie Mikołaj poprowadził mnie ku nowej ziemi obiecanej. To on wyprowadził mnie z Egiptu milczenia i obiecał szczęście w odległej części świata.
Jak zapewne się domyślacie, na początku cierpiałem każdego dnia, gdy widziałem go siadającego obok mnie. Po pierwsze dlatego, że inni zaczęli zwracać na mnie uwagę - niektórzy rzucali krótkie "pedał", z całą nienawiścią, jaka w sobie mieli, a inni, szczególnie dziewczyny, pytali z lekkim zafascynowaniem "jaki on jest?" - nienawidziłem obu tych reakcji. Drugim powodem mojego bólu był fakt cielesnego, zwierzęcego pragnienia, jakie ogarniało mnie gdy go widziałem. Chciałem, żeby mnie dotykał, żeby do mnie mówił, chciałem być dość piękny, żeby mnie podziwiał, tak, jak ja go podziwiałem. Ten stan trwał ponad rok. W tym czasie niewiele się do niego odzywałem, ale jemu zdawało się to nie przeszkadzać, jakby sobie cicho usiadł i czekał. Moja mama niczego nie zauważyła, bo zachowywałem się tak samo jak wcześniej - nie wiedziała, że zmienił się powód, dla którego nadal byłem spokojnym, normalnym chłopcem - wcześniej wierzyłem w jej raj, teraz został tylko strach. Paraliżujący strach, przed konsekwencjami prawdy. Tak naprawdę nie miałem pojęcia, co może się stać, ale podejrzewałem, że coś strasznego.... Mikołaj nigdy nie powiedział, co spowodowało jego wyżu cenie ze szkoły, a ja nie pytałem.
Pod koniec drugiej klasy Mikołaj podszedł do mnie, kiedy wychodziłem ze świadectwem ze szkoły:
Słuchaj, wydaje mi się, że nie powinno być tak, że siedzę w ławce z obcą mi zupełnie osobą - myślę, że byłoby fajnie, gdybyśmy się wybrali gdzieś na dzień lub dwa.... co ty na to?
Co ja na to?! Zwariowałeś?! Roznieśli by mnie tu w szkole jakby się dowiedzieli.... nie wspominając o tym, że się obawiam o siebie.....
Hehe, jasne, rozumiem to doskonale, ale po pierwsze, nikt się nie dowie, jeśli nic nie powiesz, a po drugie, mimo, że jesteś bardzo ładny... to nie mam zwyczaju podrywać gdy jestem pewien, że dostane kosza.
Pomyślicie pewnie, ż jestem idiotą, ale powiem wam szczerze, najbardziej mnie zaszokowało to, że mówił o podrywaniu facetów tak jak się mówi o podrywaniu kobiet.... wyobrażałem sobie, że homo mają swój slang, że używają jakiś specjalnych, zapewne wulgarnych określeń.... Potem, kiedy ochłonąłem z tego szoku, przyszedł kolejny.... on uważa, że jestem bardzo ładny! - moja własna pustota przeraziła mnie i wtedy nadszedł czas na trzeci szok - on mnie chce gdzieś zabrać na wakacje! Myśli rozbiegły się we wszystkich kierunkach i potrzebowałem chwili by się uspokoić i zebrać je w logiczną całość.
Słuchaj, masz rację - zachowuje się jak ostatni dupek i dziwię się, że nadal chcesz ze mną gadać, a co dopiero jeździć ze mną na wakacje...
Eeeee, dramatyzujesz jak zwykle! Nie bądź ciota i powiedz, że jedziesz!
Dobra, ale stawiam kilka warunków.
Słucham - powiedział i pewnie spojrzał na moje buty, jakby to od nich zależała moja ostateczna decyzja.
Wtedy to się stało, wtedy właśnie błysnęło nowe światło. Ten rok, kiedy widziałem Mikołaja, który będąc otwarcie gejem, zdobywa przychylność innych, którzy swoją błyskotliwością i inteligencją otwierają sobie morze do jakiejś innej, nieznanej im ziemi obiecanej, zmienił we mnie niemal wszystko i w takim momencie dotarło to do mnie z całą siłą. Tama, jaką postawiłem dawno temu na własnej drodze nie zniosła tego naporu i pękła.
Muszę iść - mówiąc to, już biegłem płacząc w głos - Muszę iść, spotkajmy.... spotkajmy się jutro w południe na placu zabaw. - Wydusiłem z siebie i pobiegłem, zostawiając w tyle zdezorientowanego Mikołaja, który nieświadomy był przemiany która za jego sprawą się we mnie dokonała.
Biegłem tak przez kilka przecznic, aż dobiegłem do małego lasku, gdzie odpoczywali staruszkowie. Tu zatrzymałem się przy jednym z drzew i wtulony w nie płakałem, aż skończyły mi się wszystkie siły i nie uspokoiłem się trochę. Wtedy usiadłem i zacząłem myśleć o nowym świetle, które się we mnie zapaliło. Moja nowa kraina spokojem i radością płynąca, nosiła imię prawdy i zdawała się najprostszą drogą do nieskalanego nieba i ku nieskończonym możliwościom. Zupełnie opanowany wróciłem do domu o zmierzchu i usadziłem na kanapie rodziców:
Mamo, tato - jestem homoseksualistą i nie zwiąże się nigdy z kobietą. Nigdy nie znajdę żony i nigdy nie będę miał dzieci. Jednak jestem znacznie szczęśliwszym człowiekiem. Jestem bardzo wyczerpany, ale jeśli chcecie mnie o coś zapytać, to oczywiście odpowiem.
Zapadła kompletna cisza. Mama patrzyła na ojca z niepokojem, co było dla mnie znakiem, że nie ja jestem jej zmartwieniem. W końcu ojciec, doktor prawa i prezes Stowarzyszenia Polskich Pracodawców, powiedział cicho i emocji:
Wychowałem jebanego pedała. Porażka godna whisky. Jak rzekł, tak uczynił - butelka złocistego alkoholu opróżnia została w niezwykłym tempie. Wtedy przemówił raz jeszcze:
Używaj prezerwatyw i nigdy.... NIGDY nie przyprowadzaj do domu swoich.... swoich kolegów. Koniec tematu. Wyjdź.
Jak dla mnie, wszystko było pełnym sukcesem. Nadal miałem gdzie mieszkać co jeść. Mama potem powiedziała, że wiedziała już od dawna i martwiła się, czy sobie czegoś nie zrobię. Ja zapewniłem ją, że czuję się wspaniale i poszedłem spać.
Obudziłem się o 11:30 i pędem, zabierając z podłogi kolejne części brudnej garderoby, pobiegłem na spotkanie z Mikołajem, moim nowym Mojżeszem.
Moje warunki są proste Mikołaju - stałem przed nim zupełnie inny niż wczoraj wieczorem, wyprostowany, uśmiechnięty - nie będziesz próbował się do mnie dobierać, opowiesz mi wszystko o twoim życiu co ma związek z seksem i po trzecie, najważniejsze - dasz mi jedna z twoich tęczowych koszulek.
Mikołaj rozpromienił się, ukłonił się nisko i odpowiedział:
Obiecuje dwa ostatnie, dobierać się będę do ciebie na pewno, więc zdecyduj się, czy jedziesz, czy nie - spojrzał na mnie z udawana złośliwością i czekał.
No cóż, miałem nadzieję, że tak właśnie odpowiesz, Mikołaju.
Zaczął się zupełnie nowy czas w moim życiu. Nie było to nawet tak bardzo związane z Mikołajem. Oczywiście odegrał ważna rolę w tym procesie, jednak poza tym rokiem, kiedy patrzyłem na jego odwagę i wspaniałym, godnym trąb anielskich, pierwszym doświadczeniem seksualnym, niewielki miał wpływ na to w jakim kierunku zmierzam. Wyraźnie widziałem kierunek, w którym należało zmierzać by odkryć prawdziwą krainę szczęśliwości. Po wakacjach wstąpiłem w szeregi jedynej w moim mieście organizacji walczącej o prawa dla gejów i lesbijek. Byłem tam na każde zawołanie, przenosiłem papiery, zbierałem fundusze i biegałem z transparentami. Moja rodzina dostała szału, ale nie zboczyłem z drogi. Wymyślałem coraz to nowe sposoby manifestacji mojej orientacji, które od chwili mojej, zdanej na celujących, matury, zaczęły się ocierać o obsceniczność. Szukałem tylko takich partnerów, którzy nie mieli problemów z całowaniem się i obściskiwaniem ze mną w miejscach publicznych. Szukałem ciągle okazji, by pokazać, że się nie boję patrzeć innym w oczy i mówić, że jestem gejem. Raz wdałem się nawet w bójkę z jakimś starszym ode mnie o 20 lat przechodniem, który nazwał mnie pedałem. Mama, odbierając mnie z komisariatu powiedziała, że facet ledwo przeżył. Na moim ołtarzy stanął nowy bóg - moja prawda była ponad wszystko, była poza chrobotliwym układem priorytetów i wartości. "Prawda nas uwolni" - krzyczałem w barach dla homoseksualistów, pieniąc się i ekscytując.
Kiedy skończyłem trzeci rok, o którym wielu mówi, że jest kryzysowy dla studentów, nadszedł czas, by wskazówki mojego zegara raz jeszcze przesunęły się po tarczy wydarzeń.
Nie pamiętam dokładnie co się stało. Wszystko opowiedziała mi mama, więc nie wiem, czy to prawda. Prawda.... śmiechu warte jest przekonanie, że możemy ja poznać.
Było ich siedmiu. Dacie wiarę? Siedmiu dorosłych mężczyzn! Zaraz po spotkaniu grupy wsparcia dla najmłodszych wyszedłem z biura, żeby złapać pociąg do Warszawy. Miałem ochotę poskakać w jakiejś dyskotece. Szedłem szybkim krokiem, ale oni byli znacznie szybsi - ten, który dopadł mnie pierwszy miał tylko kastet, więc zdzielił mnie pięścią w plecy. Zawsze byłem słabowity, więc już wtedy zabrakło mi powietrza i dla mnie w tym miej więcej momencie zapadła ciemność. I dobrze się stało, że resztę widzieli tylko przechodnie. Ja bym nie zniósł tego widoku. Czterech kolejnych miało długie kawały grubego kabla. Zerwali ze mnie kurtkę i koszulę. Sino czerwone pręgi zaczęły kwitnąć jedna po drugiej na moich plecach, ramionach i rękach. Podobno nie krzyczałem, choć nie mogę uwierzyć, jak to możliwe. Jeden miał pałkę i ten według policji i lekarzy zadał najgorsze ciosy. To on złamał mi nogę i niemal strzaskał kostkę, to on uderzył mnie tak mocno w tył głowy, że złamał mi nos o chodnik. Musiałem krzyczeć, wiem, że krzyczałem. W każdym razie krzyczałem, gdy mama opowiadała mi o tym. Ostatni z nich stał nade mną i nieświadomy tego, że go nie słyszę krzyczał:
Teraz już na pewno zrozumiesz, co chcieliśmy ci powiedzieć, kiedy mówiliśmy, żebyś nie szerzył swoich pedalskich pomysłów u nas w mieście. Pierdolony gwałcicielu. Tacy jak ty są sraczem świata, tacy jak ty nigdy nie wiedzą, kiedy przestać wtrącać się ze swoimi jebanymi prawami w życie normalnych ludzi. Teraz już chyba rozumiesz, co mam na myśli, prawda suko męska?! Prawda?!
Prawda. Zabawne zwierzę, które czyni cię wolnym, ale samo w sobie nie jest wyborem. Dziwne stworzenie, którego istnienia się tylko domyślamy. Prawda... poznaje ją, kiedy patrzę w lusterko i widzę krzywy nos, kiedy zbiera się na deszcz i rwie mnie noga, kiedy za mocno się oprę na tym, co kiedyś było moja kostką.
Wtedy w końcu zrozumiałem. Być pedałem to zajęcie na cały etat. Ale to raczej nie jest praca dla ekstremistów. Ekstremiści żyją za krótko, by coś zmienić. A przecież chodzi chyba o zmianę?
Ach, byłbym zapomniał o najważniejszym. Ziemia obiecana dla pedałów nie istnieje, bez względu na to co mówią ci rodzice, księża, kochankowie i wrogowie. Szukaj ziemi obiecanej, jako mężczyzna, nauczyciel, hydraulik, ateista, czy islamista, a nie jako homo. Nie ma takiego miejsca gdzie to, że jesteś gejem staje się sensowne, bo to, z kim sypiasz, naprawdę nie ma żadnego znaczenia.
(godło: WAŻNIAK)
Aneks
Autor oświadcza, że historia opisana w opowiadaniu jest całkowicie fikcyjna i wszyscy bohaterowie są tworami wyobraźni. Zastrzega jednocześnie, że poglądy wyrażane przez bohaterów nie maja być reprezentatywne dla środowiska homoseksualistów, lecz są jedynie próbą ukazania i analizy jednego, fikcyjnego przypadku
Smutne, ale prawdziwe....
Nasze społeczeństwo nie jest jeszcze do końca gotowe na otworzenie dla nas swych serc, ale to się pomału zmienia i już niedługo nikogo nie będzie obchodziło czy jesteś gejem, czy też nie... będą Cię oceniali nie za to kim jesteś, ale za to jaki jesteś...
chce powiedziec jedna rzecz - to nie jest straszak!!! jestem ujawniony przed ogromna iloscia ludzi i NIGDY nie zdazylo mi sie nic podobnego do tej historii - to mial byc zlepek emocji roznorodnych i nic wiecej - coming out rulez - ujawniajcie sie dziewczeta i chlopcy!!! :)
dziekuje za mile slowa