Kolejne święta są już tylko mętnym wspomnieniem obżarstwa przy suto zastawionym stole a mocne postanowienie zrzucenia nadwagi podjęte z okazji Nowego Roku poszło w zapomnienie. Jedynym namacalnym dowodem rodzinnych celebracji przy choince (oprócz prezentów) pozostał wałeczek tłuszczu wokół bioder. I choć jego codzienny widok doprowadza mnie do pasji - przywiązał się do mojej kibici jak pies do psiego ogona i za żadne skarby nie chce się wynieść. Porcja pieczonej gęsi z nadzieniem według recepty babci to lekko ponad cztery tysiące kalorii. Kluski, zupy, sosy, torty - szkoda dalej wyliczać. Mój ulubiony toruński pierniczek na opłatku to czterysta kalorii.
Jedzenie jest obok seksu najbardziej ulubionym hobby większości ludzi. Efekty obżarstwa najłatwiej obserwować na przykładzie społeczeństw, które w krótkim czasie osiągnęły wysoki stopień zamożności. Należą mieszkańcy do nich mieszkańcy Singapuru. Są to w większości Chińczycy. Jeszcze kilka pokoleń wstecz trudno było w tym wyspiarskim mino-państwie zobaczyć na ulicy otyłego człowieka. Teraz lekarze biją na alarm: rodzice przekarmiają dzieci! Czynią to w najlepszej wierze, nie chcą bowiem by ich pociechy - tak jak niegdyś oni - cierpieli niedostatek. Klasycznym przykładem dramatycznego obżarstwa jako choroby cywilizacyjnej są Stany Zjednoczone. Aż pięćdziesiąt procent dorosłych w tym kraju ma nadwagę a trzydzieści procent zalicza się do grubasów. Ustalono, że istnieje związek, pomiędzy liczbą osób cierpiących na chorobliwą otyłość a ilością restauracji fast food znajdujących się w okolicy. W nowojorskim metrze konieczne było powiększenie objętości foteli. Linie lotnicze domagają się od grubasów by płacili podwójną taryfę za przelot.
Wydaje się, że umiejętność gromadzenia przez organizm zapasów energii na ciężkie czasy, stała się dla ludzi żyjących w społeczeństwach dobrobytu prawdziwym przekleństwem.
Na szczęście, w krajach europejskich zjawisko otyłości nie jest jeszcze tak powszechne. Ale i u nas sytuacja nie wygląda różowo. W Polsce aż trzydzieści procent osób młodych (do lat trzydziestu) nie jest w stanie utrzymać prawidłowej wagi. Wśród sześćdziesięciolatków jest to już ponad sześćdziesiąt procent. Lekarze w Niemczech biją na alarm: za grube jest co piętnaste dziecko! Otyłość nie jest prywatną sprawą. Jej leczenie pochłania miliardy euro rocznie. Jest ona też poważnym problemem społecznym. Najwidoczniej bowiem nowoczesne społeczeństwa nie mogą sobie poradzić z fenomenem nadwyżki produkcji żywności. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w jadłospisie znajdowało się najwyżej kilkaset podstawowych produktów spożywczych. Dziś, w supermarketach można ich znaleźć kilkanaście tysięcy. O ofercie są niezliczone gatunki wędlin, sera, pieczywa, warzyw w najrozmaitszych postaciach. Do tych świątyń konsumpcji przychodzi się po kilka produktów, wychodzi zaś z pełnym wózkiem zakupów. W niektórych regionach Polski olbrzymią karierę robią "farmy piękności" i gabinety chirurgów kosmetycznych. Coraz mniej ludzi mieszkających w miastach musi dźwigać wodę ze studni i węgiel z piwnicy. W dni wolne do pracy, spacery ograniczają się do wycieczek od telewizora do lodówki i z powrotem. Jednocześnie - nowocześni ludzie mają coraz mniej czasu. Dlatego, znacznie łatwiej jest zamówić pizzę przyniesioną przez posłańca, niż własnoręcznie gotować zdrowe pożywienie. Wielkie sieci fastfood'ów produkujące hamburgery i zwodzące agresywną reklamą dzieci i młodzież, siedzą w USA na ławie oskarżonych. Książka "Społeczeństwo fast food'u" napisana przez dziennikarza Erica Schlossera znajduje się tam na liście bestsellerów.
Ubezwłasnowolniony obywatel Stanów potrafi się bronić... przy pomocy sądów. Podobnie jak w przypadku koncernów tytoniowych, odpowiedzialnych za uzależnienie palaczy od śmiercionośnych papierosów, tak koncern McDonald's ponosić ma winę za monstrualną otyłość piętnastoletniego Gregora Rhymes, który przy wzroście 1,68 cm waży aż 180 kilogramów. Tak przynajmniej twierdzi jego matka w sądowym pozwie.
Słabość charakteru, jaką człowiek wykazuje w obliczu pokusy jedzenia musi skłaniać do refleksji. W przeciwieństwie do wielu gatunków zwierząt, człowiek nie posiada wbudowanego "hamulca", który powstrzymałby go przed obżeraniem się. Stosowanie diety połączone jest w ogromnym wyrzeczeniem, prawdziwym cierpieniem. Jaka szkoda, że nie żyjemy w tych kulturach, które otyłość uznawały jako symbol zdrowia i zamożności. Nie musiałbym wtedy zastanawiać się nad marnością tego świata za każdym razem, kiedy wbijam zęby w pierniczek z czekoladą.
Krystian Piotrowicz