logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
12.12.2017    STARTSKLEPKONTAKT

...
0
0
4

Czytelnia IS: Długi deszczowy tydzień

Wychodząc nie zapomnij zabrać parasola...

Dodano: 20.01.2003, Aktualizacja: 20.01.2003

PONIEDZIAŁEK Tego popołudnia Mateusz dostrzegł różnicę. Nieznaczną, a przecież znaczącą. Chmury zbierały się nad miastem od rana, powiewy wiatru stały się przenikliwsze, a słońce nagle przygasło. Poprzedniego wieczora zaskakująco szybko zniknęło za horyzontem, by rano pojawić się całkiem odmienione, wyciszone. Mateusz z lubością wygrzewał się w złagodniałych promieniach. "Nienazwana jesień", pomyślał. Pierwsze krople spadały rzadko, niezdecydowanie, jakby chciały dać skórze czas na wyrównanie różnicy temperatur. Spływały po policzkach i zawisały na brodzie, by wreszcie - przyjemnie łaskocząc - zsunąć się przyspieszonym ślizgiem po szyi, aż za koszulę. Następne nie były równie taktowne: padały coraz gęściej, gwałtownie schładzając powietrze. Mateusz wrócił do zdejmowania prania z linek. Zerknął w dół, na plac między blokami. Przed pawilonem handlowym nikt nie spostrzegł jeszcze deszczu. Kobiety z kwiatami i szczypiorkiem jak zawsze pokrzykiwały na siebie wśród jazgotu psów, uwiązanych bezmyślnie przed supersamem. Sto metrów dalej, na skraju chodnika, kilku łysych szpanowało kabrioletem, co chwilę zagłuszając wszystko rykiem silnika. Długo nie mógł przywyknąć do gwaru wielkiej płyty. Wprowadzili się tu z Mikołajem przed ośmioma miesiącami, a on wciąż zrywał się nad ranem, budzony hurgotem śmieciarki, ujadaniem jamników, niecierpliwym trzaskaniem drzwiczek samochodów. Zanim się poznali, wynajmował pokój w willi na peryferiach. Mimo że nie przepadał za właścicielami, lubił ten dom. Przypominał mu letnie pobyty na wsi, u babki. Ona jedyna dawała mu w dzieciństwie poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli tylko przez dwa miesiące w roku. Była za stara, by zająć się nim na stałe. Mikołaj mieszkał w ustronnej kawalerce niedaleko plaży. Godzinami spacerowali, siadali na palach przy placu zabaw i po prostu rozmawiali. Urządzali całodniowe wędrówki po wzgórzach wokół miast. Nocami długo wsłuchiwał się w kojący szum sosnowego zagajnika za oknem. Usypiał go dopiero półświadomy pocałunek Mikołaja, bicie jego serca i spokojniejący oddech. Po raz pierwszy czuł się naprawdę bezpiecznie. Któregoś letniego dnia, na oliwskim Pachołku, wysoko nad wierzchołkami drzew i dachami kościołów, Mikołaj po raz pierwszy wypowiedział magiczne "kocham cię". Zaklęcie podziałało: Mateusz był gotów zrobić dla Mikołaja wszystko. Decyzja o wspólnym zamieszkaniu i zamianie lokali zapadła dwa miesiące później. Za drzwiami rozdzwonił się telefon. Mateusz drgnął i jednym ruchem zgarnął resztę pościeli. Rzucił bieliznę na sofę i podniósł słuchawkę. -Tak słucham? - powiedział. -Cześć stary! - usłyszał donośny głos. - Nareszcie! Dlaczego nie odbierasz komórki? Znów zmieniłeś numer? -Pomyłka - stwierdził Mateusz. -Bez zgrywy, kumpla nie poznajesz! - mężczyzna zaśmiał się tubalnie. - Ziemek. -To na pewno pomyłka - odparł chłodno Mateusz. - Wybrał pan zły numer. -Pięć-dwa-sześć-osiem-sześć-dziewięć-pięć, przecież pamiętam. -Zgadza się, ale powtarzam... A do kogo pan dzwoni? -Tomalo? No, ten... - rozmówca wyraźnie się zawahał - Tomecki. Łukasz Tomecki. -Już tu nie mieszka - wyjaśnił Mateusz z niejaką satysfakcją. - Co najmniej od roku. -Nie mieszka...? -Wyprowadził się do Warszawy... poznał kogoś. Wynajął nam mieszkanie... - za późno ugryzł się w język. -Złapał następnego naiwniaka? - Ziemek zachichotał złośliwie. -Nie wiem, na ile... czy powinienem... -Nieistotne - tamten stracił nagle zainteresowanie. - Masz jakieś namiary? Aktualne, bo telefony zmienia jak facetów. -Ostatnio się nie odzywa - odparł Mateusz wymijająco w narastającym poczuciu, że powiedział za dużo. Rozmówca coraz mniej mu się podobał. Co to w ogóle za człowiek? -Przecież nie chcę się z nim żenić - Ziemek najwyraźniej także tracił cierpliwość - chodzi o numer telefonu. -Nie wiem, czy mogę... Nawet się pan nie przedstawił. -Nie wygłupiaj się, koleś. Znam Tola od przedszkola. -Przekażę, że pan dzwonił - zaproponował Mateusz oschle, z naciskiem na "pan". - Więcej nie mogę zaproponować. -Dobra, szkoda czasu. Ziemek Mikucki, telefon... - zastanowił się ułamek sekundy, zanim podał numer niemieckiej komórki. - Byle szybko. -Zapisałem, muszę już kończyć. -Mus to mus. Cześć, nerwus. Sory za kłopot! -Nie ma za co - rzucił Mateusz, ale tamten już się rozłączył. "Co za gość", pomyślał z rozdrażnieniem. "Niezłe sobie Jacek dobiera towarzystwo!" Spojrzał na zegarek. Prawie czwarta, Mikołaj wróci lada moment. Obiad stał w mikrofalówce, gotowy od rana. Przywykł już, że Mikołaj oczekuje jedzenia natychmiast po przyjściu z pracy. Dokładnie osiem minut: tyle zabierała mu toaleta, ułożenie rzeczy na biurku, zmiana ubrania i podlanie ulubionego kaktusa. Potem siadał na ulubionym krześle, plecami do okna - nie znosił, kiedy światło raziło go w oczy. Unikał stresu przy jedzeniu, to źle wpływa na trawienie. Na początek przepłukiwał usta wodą: nie należało jeść o suchym żołądku. Żuł starannie, niemal z namaszczeniem. Co dziesiąty kęs robił przerwę, popijał i przecierał usta serwetką. Nie zdawał sobie sprawy z tego nawyku, dopiero Mateusz zwrócił mu na to uwagę. Uporządkowanie Mikołaja urzekło go od początku. On sam czuł się całkowicie zagubiony, nie znajdował w nikim oparcia. Rodzina rozpadła się, gdy był dzieckiem, przez całe lata przechodził ruchem wahadłowym z rąk do rąk: miesiąc u matki, miesiąc u ojca, dopóki nie dorósł i poczuł się dosyć silny, by uciec od obojga. Przeniósł nad ukochane morze, rozpoczął studia, byleby tylko nie musieć ciągle wybierać. Zetknięcie z Mikołajem stanowiło punkt zwrotny, życiowe objawienie. Dotychczasowe kontakty Mateusza z mężczyznami opierały się wyłącznie na seksie, w którym nie znajdował zresztą większego upodobania. Mikołaj był pierwszym, który zainteresował się nim od innej strony. Zmysłowość przyszła później i Mateusz uznał to za dobry znak. * * * * * -Wychodzisz? - Mateusz podniósł wzrok znad książki. Leżał na łóżku, obłożony papierami. -Tylko na chwilkę - Mikołaj wychylił głowę z przedpokoju. Balansował na jednej nodze, próbując zawiązać but. -Ale dokąd? Zaraz dziesiąta. -Skoczę do sklepu, naszła mnie ochota na grzane wino. -O tej porze? Wszystko zamknięte. -Przejdę się do Soplicy - Mikołaj machnął ręką w stronę okna. -W lodówce jest piwo. Barek jest pełny alkoholi. -Kiedy akurat zachciało mi się grzańca. Ty się nie napijesz? -Owszem, ale po co... cały czas pada - Mateusz usiadł niepewnie na brzegu materaca. - Może jutro? Kupię coś rano. -Jutro będzie futro. Chce mi się dzisiaj - Mikołaj pochylił się i pocałował go prosto w usta. Nieprzemakalny materiał kurtki zaszeleścił, gdy przycisnął go do siebie. - Wypijemy, posiedzimy przy świecach, pogadamy... Dawno nie mieliśmy wieczoru dla siebie. Mateusz wciąż kręcił głową. -Zrobimy drinki - powiedział. -Nie w tym rzecz. Chcę się przejść, trochę odetchnąć. Ta robota niedługo całkiem mnie wykończy. -Dużo ci zostało? -Ostatni rozdział. Niedługo nareszcie oddam to gówno. O ile się pospieszysz - spojrzał wymownie na łóżko i uśmiechnął się przymilnie. -Za pół godziny będę z powrotem. Góra czterdzieści minut. -Pół godziny! - Mateusz spojrzał prosząco. - Obiecaj. -Obiecuję - Mikołaj uniósł dwa palce. Postawił kołnierz i chwycił za klamkę. -Parasol! - Mateusz w ostatniej chwili wręczył mu automat. Z uchem przyłożonym do drzwi wsłuchiwał się w gasnące echo szybkich kroków. Wrócił do sypialni. Zwarta ściana deszczu tuż obok, po drugiej stronie szyby, prawie go przeraziła. Nie powinien był wypuszczać Mikołaja w taką pogodę. Pewnie znów przemarznie i złapie jakąś złośliwą infekcję. Nieraz obserwował, jak maszeruje w strugach deszczu z zamkniętym parasolem. Jak każdy mężczyzna, Mikołaj żył w przekonaniu, że jest niezniszczalny, ale tylko do pierwszego kichnięcia. Zakatarzony, niemal umierający, nie był w stanie choćby zaparzyć sobie herbaty. Mateusz złościł się, choć w skrytości ducha cieszyły go te niedyspozycje, kiedy przez całe dnie miał go tylko dla siebie. Najczęściej sam brał kilka dni wolnego, i wytrwale gotował chude rosołki, pożywne potrawki, aplikował leki i ziółka, i pilnował dyscypliny leżenia. Przejmował też większość firmowych obowiązków. * * * * * -Wróciłem - zawołał Mikołaj od wejścia. -Czemu tak długo? - Mateusz ocknął się w fotelu przed telewizorem. -Kolejka. Pijaczkowie z całej okolicy... - roześmiał się dźwięcznie i wręczył mu litrową butelkę. - Słodko wyglądasz, spałeś? -Trochę. Przestało padać? -Co? - nie zrozumiał Mikołaj. - Czemu...? -Masz suchą kurtkę. -No owszem, odpuściło na chwilę. Poza tym złapałem autobus. Mateusz oprzytomniał nieco i przyjrzał mu się uważniej. -A gdzie parasol? - zapytał ziewając. -Parasol? - Mikołaj zatrzymał się wpół kroku do łazienki.- Cholera, pewnie został w sklepie - Mikołaj puknął się w czoło. -Nie zauważyłeś, że nie masz parasola? W taki deszcz? -Padało mniej - zawahał się - ale chyba wychodziłem z parasolem. Może został w autobusie? -Pewnie w ogóle go nie używałeś - stwierdził Mateusz z rezygnacją w głosie. - Ciekawe, kiedy choć raz mnie posłuchasz... -Nie zaczynaj - Mikołaj chwycił go za rękę. - Jutro spróbuję go znaleźć. Nie gniewaj się. Tak bardzo chciałem cię już przytulić. Przywarł do niego całym ciałem, zziębniętymi ustami musnął rozgrzany kark. -Idź się przebrać - Mateusz pogłaskał go czule w policzek. - Ja w tym czasie przygotuję wino. WTOREK Mapę pogody pokrywały gęsto komputerowe krople. Całkiem jak woda na trawniku przed domem. Deszcz padał nieprzerwanie, zapełniał studzienki, podmywał chodniki, przy krawężnikach płynął coraz szerszymi strugami. "Świat musi się obmyć z brudów", śmiał się Mikołaj. Lubił burze, niestraszne mu były najgorsze ulewy. Twierdził, że pociągają go kataklizmy. Mateusz nie podzielał jego zachwytu. Wystarczyło, że całe przedpołudnie taplał się w osiedlowych kałużach. Odwiedził jednego z kontrahentów, renegocjował warunki w drukarni, na poczcie opłacił składki, wstąpił na rynek po świeże warzywa. Po powrocie do domu z ulgą zasiadł przy kubku świeżo z...   ( Pozostało znaków: 42652 )
Autor: Brak informacji

Ten artykuł został przeniesiony do archiwum

Dostęp do archiwalnych artykułów (starszych 4 tygodnie) możliwy jest dla abonentów serwisu »Przyjaciel Queer.pl. Dostęp do pojedyńczych artykułów z archiwum możliwy jest także za pomocą wiadomości SMS.

UZYSKAJ DOSTĘP DO ARCHIWALNYCH ARTYKUŁÓW
» Zostań abonentem Przyjaciel Queer.pl by czytać materiały bez kodów i bez ograniczeń lub...


WPISZ KOD

OK
System mikropłatności SMS-owych dostarczany jest przez:
Logo Mobiltek
UZYSKAJ DOSTĘP DO TEGO ARTYKUŁU

Wyślij SMS na numer 7268 o treści:
IS CZYTAJ 186048   (koszt: 2zł + VAT)
Otrzymasz kod, dzięki któremu uzyskasz dostęp do materiału przez 48 godzin.

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2017 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku