Jak co roku pod koniec grudnia zastanawiamy się czym zapisał się mijający rok w kwestii LGBT. Czy o jakimś wydarzeniu będziemy pamięć za kilka lub kilkanaście lat? A może ważniejsza jest perspektywa długofalowa i zapoczątkowane właśnie teraz tendencje?
TEATRCo prawda o teatrze tyle co w mijającym roku nie mówiono już dawno, ale także w tym przypadku można mieć poważne zastrzeżenia do jakości debaty. Najpierw były słowa
Joanny Szczepkowskiej o „lobby homoseksualnym”, potem zorganizowany protest w Teatrze Starym. Można mieć wątpliwości czy coś dobrego wyniknie z tego dla realizowanych w przyszłości przedstawień. Na razie nie jest źle, bo chociaż nie było w tym roku spektaklu podejmującego temat gejowski w tak efektowny sposób jak np. dwa lata temu
„Tęczowa Trybuna” Strzępki i Demirskiego, to generalnie polski teatr dużo szybciej reaguje na zmiany zachodzące w społeczeństwie niż np. filmy czy seriale.
Przyzwyczailiśmy się już, że w kolejnych sztukach
Krzysztof Warlikowski wprowadza wątki LGBT, tak było też w
„Kabarecie Warszawskim”. W warszawskim Och-Teatrze Maria Seweryn wyreżyserowała przystępną dla szerokiego grona sztukę lesbijską
„Alicja i Alicja”, a krakowski Teatr Nowy poszedł za ciosem i po sukcesie
„Lubiewa” przygotował jego drugą część „Ciotowski bicz”. Warta rozpropagowania jest także bardzo interesująca adaptacja powieści Christiana Skrzyposzka z lat 70. „Wolna Trybuna” w reż. Pawła Wodzińskiego, gdzie kolejni bohaterowie opowiadają swoje historie, ale dominuje narracja homoseksualisty zmuszonego do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa w brawurowym wykonaniu Michała Opalińskiego.
KINOTutaj nie ma wątpliwości! To jest zdecydowanie czas przełomu polskiego kina. Dotychczasowe wątki mniej lub bardziej jawnie homoerotyczne zebrał
Sebastian Jagielski w swojej pracy
„Maskarady męskości”, a twórcy wykorzystali wreszcie potencjał narracji homoseksualnej w fabule i odnieśli sukces. Najpierw
Małgośka Szumowska otrzymała nagrodę LGBT Teddy Awards na Festiwalu w Berlinie za „W imię..”, gdzie księdza homoseksualistę zagrał Andrzeja Chyra, potem
Tomasz Wasilewski zjeździł z
„Płynącymi wieżowcami” kilka festiwali przywożąc stamtąd wyróżnienia, a w końcu oba filmy spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem i kolejnymi nagrodami w Gdyni.
Jakoś tak jest, że chociaż „W imię...” były wcześniej, to „Płynące wieżowce” zostały powszechnie przyjęte jako pierwszy polski film gejowski. Zapewne zdecydowała tematyka (traktująca po prostu i tylko o zakochaniu się chłopaka w chłopaku) oraz gotowość dystrybutora, choćby w akcji reklamowej, nieukrywania tematyki filmu. No i coś jeszcze, co dla mnie jest największym nowatorstwem –
homoerotyczne oko kamery (nie tylko w scenach męskiej nagości, ale całym filmie), tego w polskim kinie z pewnością wcześniej nie było; szkoda, że tak niewielu krytyków zwróciło uwagę na ten fenomen.
Oczywiście nie są to filmy bez wad, szczególnie do niektórych rozwiązań fabularnych można mieć zastrzeżenia. Jak się zacznie zestawiać kilka tytułów to
nagle widać podobieństwa, a tym samym klisze myślowe, np. w „Płynących wieżowcach” i „Ościach” są umierający geje (oczywiście ci bardziej wyemancypowani). Tak więc jak na dłoni widać, że twórcy mają nieprzerobione swoiste abecadło teorii spod znaku
gay studies, bo motyw martwego geja został już naprawdę doszczętnie wyeksploatowany, nie tylko przez polskie kino i literaturę; wiele lat temu opisany jako przejaw
strachu przed homoseksualizmem, a śmierć jako kara za „grzech”. Dziś warto się trzy razy zastanowić nad powieleniem tego schematu.
Jeśli chodzi o przełomy polskie kino nie było w tym roku osamotnione. W końcu na Festiwalu w Cannes po raz pierwszy w historii Złotą Palmą nagrodzono film spod znaku LGBT, w tym wypadku lesbijski, czyli
„Życie Adeli”, które zresztą znane jest już polskim widzom. Jesień w ogóle mieliśmy filmową i tęczową zarazem, bo swoje premiery miał też
„Wielki Liberace”, „Siła przyciągania”, „W ciemno”, żeby wymienić tylko te najważniejsze. Co znaczące, przy okazji omawiania wielu z nich, problemem były media, a konkretnie polscy krytycy filmowi mający dziwną potrzebę zapewniania, że nie mamy do czynienia z filmami gejowskimi czy lesbijskimi, tylko uniwersalnymi. Ma to być zapewne zachętą dla heteroseksualnej publiczności, ale tak naprawdę powiela szkodliwy stereotyp, że to co mniejszościowe nie może być jednocześnie uniwersalne, podczas kiedy jedno drugiego nie wyklucza.
„W ukryciu” Jana Kidawy-Błońskiego o związku Polki i Żydówki w czasie wojny jeszcze nie widziałem (premiera: 26.12.2013), nie wiem czy jest aż tak zły jak się mówi, ale dobrze, że polscy filmowcy odkryli nie tylko geja jako potencjalnego bohatera, ale także lesbijki. Recepcja tego filmu przynależeć będzie już jednak do następnego, 2014 roku.
No ale nie o tym być miało -
rozchodzi mi się o kinematografię. Otóż K. Tomasik pominął "W imię ..." - a szkoda bo film dobry w końcu to Szumowska.
PS
Co do "W ukryciu" ... Mówiąc delikatnie - gniot. Nie znam się na tym ale ja bym to lepiej skręcił. No a przynajmniej napisał lepszy scenariusz. W kinie nie usnąłem tylko z powodu jakiś dam siedzących przede mną. Wpierw się kłóciły która ma z której strony siedzieć. Potem jednej zadzwonił telefon. Później drugiej przyszedł sms. Potem obie pisały sms ale chyba nie do siebie. Nie, wcale nie stukały tipsami po ekranie. Światełkiem dawały po oczach.
Od kiedy to SLD jest czystą lewicą ? Popierali ich najwięksi biznesmeni , czyli ich byli koledzy z PZPR . W latach dziewięćdziesiątych byli przy korycie i rozszabrowali co się dało . A w czasie ośmioletnich rzadów SLD przypadał chyba szczyt wszelkich patologii politycznych , czyli korupcji , współpracy polityków z przestępcami itp . A jeszcze niedawno towarzysz Miller z takim pewnym obrzydzeniem mówił o gejach .
Wybacz ale o Palikocie mam bardzo negatywne zdanie
Robienie happeningów to nie wszystko a mam wrażenie że tylko to potrafi
Wole SLD, czysta lewica a ja jako socjalista zwracam też uwagę na program gospodarczy
Jasne! A z PO przeszły wszystkie trzy - prawda? ;-)
Z PiS przejdą na pewno
Ja jestem racjonalistą i wiem że główną partią rządzącą może być PO lub PiS
Zastanów się kogo wolisz a nie licz na Palikota
Jego błazeńskie wygłupy skreślaja go jako kandydata do władzy
Jasne! A z PO przeszły wszystkie trzy - prawda? ;-)