Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś kolejna odsłona środowego przeglądu muzycznego.
Thom Yorke (i) piraciPamiętacie "The Eraser"? Tak, to było już 8 lat temu. Wokalista Radiohead kazał nam długo czekać na swoje kolejne solowe dziecko, ale po drodze byli jeszcze Radiogłowi i Atoms For Peace, więc można wybaczyć. Płyta "Tomorrow's Modern Boxes" przyszła z zupełnego zaskoczenia... Ale od początku.
Thom jest znany ze swojej niechęci do np. serwisów streamingujących muzykę (tantiemy są jego zdaniem na żenującym poziomie – a młodzi artyści nie zarabiają na tym w ogóle). To, że płytę "In Rainbows" Radiohead można było za niewielką opłatą ściągnąć z internetu, było pewną rewolucją - muzykom udało się rozpocząć dyskusję o przemyśle muzycznym. W przypadku swojej drugiej solowej płyty Thom poszedł jeszcze dalej i... za niewielką opłatą można płytę ściągnąć z torrentów. Oczywiście ci, którym album się spodoba, będą mogli go też kupić w oryginalnej i pięknej wersji. Nie było też żadnej promocji, ani wielkich zapowiedzi (
szlak przetarła tu Beyonce, nie mówiąc już ostatnio o U2), Nigel Godrich, producent płyty, w zeszłym tygodniu rozesłał list informujący o "eksperymencie". Przy czym "eksperyment" jest jak dla mnie słowem kluczem dla tej płyty.
Słychać, że Thom świetnie się czuje w elektroniczno-syntezatorowym klimacie. Dubstepowe, ambientowe, czasem wręcz dance'owe podkłady okraszone delikatnym, trochę nieobecnym wokalem Thoma to coś, co trochę już słyszeliśmy na "The Eraser". Na "Tommorrow's Modern Boxes" Yorke idzie o tyle dalej, że więcej w tym połamania i zabawy dźwiękami. Składająca się z 8 utworów płyta płynie – przyznam, że nawet nie wiem kiedy kończył się jeden kawałek, a zaczynał kolejny – ale na pewno nie jest to krytyka! Ostatnio dużo słuchałam starego Buriala – i mam wrażenie, że słychać inspiracje. Dlatego dziś – zamiast nowego Thoma – remix Buriala z "The Erasera", a "Tomorrow's Modern Boxes" polecam przesłuchać w całości.
Znalazłam informację, że w pierwszych 24 godzinach płytę ściągnięto 100 tys. razy. Całkiem niezły początek tego eksperymentu.
Aretha Franklin w formie, to bardzo dobra wiadomość.