Staramy się pokazywać Wam muzyczne nowości, premiery klipów bądź mało znane starocie, które odkopaliśmy. Dziś kolejna odsłona środowego przeglądu muzycznego.
1. Kanye West i jego „Yeezus” Długo musiałem się przekonywać do tego albumu. Kanye West przedstawił na swoim nowym krążku zgoła inną muzykę od tej, do której zdążył nas przyzwyczaić. Jego „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” było lekkie i znacząco popowe. „Yeezus” to płyta surowa, pełna mocnych, nieco drażniących brzmień. Charakterystyczne odgłosy hałasu w sposób bardzo zgrabny mieszają się z nieco rażącym electro, acid housem i przemysłowym miażdżeniem metalu, tworząc jednocześnie świetne opowieści, które kruszą serca.
Utwór "I Am a God" łatwo podejrzewać o bluźnierstwo… Jednak nic bardziej mylnego. Jest to nawiązanie do utworu Johna Lennona z 1966, gdzie słyszymy: "more popular than Jesus" oraz "I believe that what people call God is something in all of us”. Utwór The Beatle’s jest pełniejszy i znacznie mądrzejszy w całym kontekście od utworu Kanye Westa, jednak „I Am a God” rapera traktuje temat bardzo poważnie – „Even though I'm a man of God/ My whole life in the hands of God/ So y'all better quit playing with God”. Nie ulega wątpliwości, że utwór w szerszym kontekście kulturowym nawiązuje do Księgi Psalmów, gdzie czytamy: „Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy - synami Najwyższego”. Na płycie „Yeezus” znajdziemy znacznie więcej takich smaczków. Polecam gorąco!