Marcel od kuchni
Tego jeszcze na Queer.pl nie było! Lubicie gotować? Zapraszamy do naszego nowego - kuchennego cyklu. Dziś słodki przepis Marcela. Zapraszamy Was do dzielenia się z nami Waszymi ulubionymi - sprawdzonymi przepisami!
Wyborne to za mało powiedziane. Jedyne, co sądzę, że mogłoby być lepsze od jednej takiej babeczki, to dwie. Lub osiem.
Ingrediencje (6 sztuk):
-120 ml bardzo ciepłej wody
-100 g cukru
-50 g kakao
-1 jajko
-85 g mąki
-55 g masła
-2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-szczypta soli
Korzystamy najlepiej z masła niesolonego, w przeciwnym razie można darować sobie sól. Masełko powinno mieć temperaturę pokojową (jajko również, inaczej grozi nam ścięcie się masełka, co w sumie nie ma wielkiego znaczenia), ale nie rozpuszczamy go na płyn. Kakao wybieramy ciemne, gorzkie.
Preparacja:
1) Mąkę, sól i proszek do pieczenia mieszamy.
2) W oddzielnym naczyniu kakao rozpuszczamy w wodzie.
3) W kolejnym naczyniu ubijamy masło z cukrem do puszystości. Dodajemy jajko, ubijamy (najlepiej mikserem) do pełnego połączenia się składników. Dodajemy wanilię i ubijamy jeszcze chwilkę.
4) Do powyższej masy dodajemy mąkę i całość mieszamy tylko do połączenia się składników.
5) Następnie do ciasta wlewamy naszą wodę z kakaem i wszystko ładnie mieszamy do gładkości.
6) Ciasto rozlewamy do foremek i pieczemy 16-20 min. w 190 st. C.
7) Jako że to wypiek z rodzaju double chocolate, po ostygnięciu babeczek polewamy je rozpuszczoną czekoladą. Ja swoją polewę zrobiłem z ciemnego kakao, cukru, wanilii i odrobiny gorącej wody.
Czas, jaki ciasto potrzebuje, do upieczenia się, zależy od Waszego piekarnika. U mnie to było dokładnie 16 minut; a babeczki były wilgotne i puszyste. Najlepiej sprawdzić, wbijając wykałaczkę w środek jednej z nich: jeśli wykałaczka wychodzi sucha, babeczki są gotowe. Smacznego!
Ale można zjeść niezle w knajpach indyjskich, arabskich, włoskich a nawet w gruzińskiej. Jest sporo dań weganskich. Niestety w polskich knajpach na próżno ich szukać.
Robię genialne ruskie pierogi w stylu wegańskim, zapiekanki są fajne, sos z ciecierzycy jest świetny, ale wiesz, co kto lubi :) z ciast najlepiej wychodzi mi makowe z masą z bitego mleka kokosowego.
Ha ha ha, niee. Sama robię, dla siebie, dla znajomych, dla rodziny. Do tego wegańskie p;
Mnie się chce: wpadaj do Krk, to coś Ci upichcę p;
Stop_heterofobii:
Marcel napisał w profilu, że jest przyszłym psychologiem klinicznym. To nonsens. Albo się nim jest, albo też się nim nie jest. Równie dobrze ja mógłbym sobie napisać w profilu, że jestem przyszłym dyrektorem fabryki butów hihihi
Nikt go nie broni, to ja trochę go pogłaszczę (choć spierać się z nim lubię bardziej). Marcel kończy psychologię, nie pamiętam czy jego specjalizacją jest psychologia kliniczna czy tym chce się zająć po obronie, sami spytajcie u źródła. To co innego niż stwierdzenie, że kiedyś zostaniesz dyrektorem fabryki butów (no chyba, że jesteś dyrektorem w jakiejś firmie i jesteś w trakcie rozmów o przejściu do adidasków czy innych trampek).
rezzy:
No nikt tak nie pisze...oprócz Marcela i paru blogerów kulinarnych. Lubię to i jednocześnie mnie to drażni. Czasem, kiedy na tym opiera humor wypowiedzi, kiedy bawi się słowem, tworzy neologizmy, jest to zabawne i urocze (np kiedy na moje miłego dnia odpisuje "nawzajemsko"). Lubię też teksty, w których przemyca jakieś pojęcia. Rozśmieszyło mnie to, że ktoś względnie wykształcony może nie wiedzieć co to są objawy wegetatywne, bo to pojęcie przerabia się na biologii, a przynajmniej przerabiało w moich czasach. A zdarzają się tacy ludzie. I to nie problemem Marcela powinna być ich niewiedza i niechęć do wklepania kilku wyrazów w paszczę wujka google... Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że czasem traci rozeznanie i wychodzą mu takie kwiatki jak te ingrediencje albo co gorsze, preparacja (no mi jak nic ze zwłokami się to kojarzy). Ale to taki Marcelowy styl, nieco rozdmuchany, nieco przeintelektualizowany, nieco przez to wszystko pokraczny, ale własny. Jeśli nie będzie przesadzał, bo każda przesada po jakimś czasie nuży i drażni, styl ten stanie się rozpoznawany.
Abstrahując od Marcela (abstrahując jest ostatnio moim ulubionym wyrazem obcym), nadmierne wykorzystywanie w wypowiedziach słów naukowych, pochodzących z mniej lub bardziej wąskiego kręgu wiedzy, jest wg mnie dość typowe w przypadku osób kończących studia, albo takich, które dopiero co je skończyły. Szczególnie to widać, kiedy porównać sposób wykładania adiunkta, a dr hab. Ale to moja osobista obserwacja. Nie wiem, czy zgodna z rzeczywistością, czy będąca tylko jej projekcją p;
Zgadzam się z Tobą. Marcelowi się chyba wydaję, że jak napiszę „składniki” zamiast ingrediencji to mu korona z głowy spadnie. Dziwi mnie również, że Marcel napisał w profilu, że jest przyszłym psychologiem klinicznym. To nonsens. Albo się nim jest, albo też się nim nie jest. Równie dobrze ja mógłbym sobie napisać w profilu, że jestem przyszłym dyrektorem fabryki butów hihihi
Dajmy już mu spokój. Sama babeczka wygląda na zdjęciu apetycznie i dobrze, że choć raz nam się nasz kuchcik postarał. Oby tak dalej.
Cieszy mnie, że idziecie za moją radą i rozwijacie ten dział. Przepis i zdjęcie wyglądają całkiem dobrze, dlatego dopóki nie wypróbowuje przepisu, to warunkowo jestem na tak.