W środę premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, spotkał się na Downing Street 10 z przedstawicielami społeczności LGBT. Podczas spotkania ponownie powiedział, że będzie walczył o równość małżeńską na Wyspach.
"Uważam, że małżeństwo to świetna instytucja - uważam, że pomaga ludziom się zaangażować, pomaga pokazać, że ludzie zamierzają się sobą opiekować i że się kochają. Pomaga na bok odłożyć egoizm - z myślą o związku, który tworzą. To coś o czym osobiście myślę z uczuciem i uważam, że jeżeli małżeństwo jest dobre dla heteroseksualnych ludzi jak ja, jest dobre dla wszystkich i dlatego powinniśmy mieć małżeństwa jednopłciowe i zamierzamy je uchwalić" - mówił premier Cameron.
Tak David Cameron mówił o równości małżeńskiej w zeszłym roku:
Kiedy 24 lipca nie przeszły związki partnerskie, pewien 70-letni prawiczek w purpurowej sukience (lub ekscelencja ks. arcybiskup - jak kto woli, ja jednak częściej używam pierwszej definicji), wysłał list do polskiego sejmu, w którym wyrażał swoją wdzięczność, że nasi dzielni posłowie postanowili bronić "wartości rodziny". Nie byłem zaskoczony, cóż mądrzejszego może wymyślić człowiek wierzący że Ziemia ma 6 tys. lat? Jednak ten lekko upośledzony intelektualnie hierarcha mógłby mieć trochę racji gdyby chodziło o małżeństwa homoseksualne, ponieważ wydaje mi się, że wieloletnie związki między dwoma facetami są rzadkością. Za małżeństwem idzie także adopcja dzieci. Mężczyźni są najczęściej mniej odpowiedzialni od kobiet, czy to mogłoby wypalić? Czy mężczyźni mogli by stworzyć szczęśliwą rodzinę? Chciałbym w to wierzyć, jednak pozostaję przy związku partnerskich - jako najlepszej formie związki homoseksualnego.
Wszystko co napisałem powyżej może być nieprawdą, jestem omylny i być może tkwię w błędzie. Ale jak na razie tak mi się wydaje, wierzę w to.
Miłego Dnia kurczaku z rozna ;)