Zdjęcie symboliczne Unsplash Media LGBT żyją losami statku „Scarlet Lady" – i trudno się dziwić. Wycieczkowiec Virgin Voyages, wyczarterowany dla blisko 1900 pasażerów LGBTQ+, najpierw usłyszał od Turcji, że jego goście „nie pasują do struktury społecznej i wartości moralnych" kraju, a kilka dni później – na parę godzin przed planowanym cumowaniem w Aleksandrii – drzwi przed nosem zatrzasnął mu również Egipt. Rejs marzeń zamienił się w przyspieszony kurs geografii politycznej. Obie decyzje to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo wiele krajów z pierwszych stron katalogów biur podróży ma – delikatnie mówiąc – niezbyt przyjazny stosunek do osób LGBT. Egipt formalnie homoseksualności nie zakazuje i na tym dobre wiadomości się kończą: władze wykorzystują przepisy o „rozpuście" do masowych aresztowań, procesów i przymusowych badań, a klimat państwowej homofobii ochoczo podgrzewają media i duchowieństwo. Wystarczy przypomnieć falę represji po koncercie zespołu Mashrou' Leila w Kairze w 2017 roku, gdy za wywieszenie tęczowej flagi aresztowano kilkadziesiąt osób – wśród nich aktywistkę Sarah Hegazi, która po torturach w areszcie wyemigrowała do Kanady, a w 2020 roku odebrała sobie życie. W Turcji, kolejnym ulubionym kierunku polskich wakacji, wcale nie jest lepiej. Władze od lat zakazują marszów równości w imię „moralności publicznej", a politycy prześcigają się w przedstawianiu społeczności queer jako zagrożenia dla rodziny. W czerwcu tego roku policja zatrzymała ponad 80 uczestników marszów w Stambule i Izmirze – w tym dziennikarkę z ważną legitymacją prasową – choć demonstrujący od lat ogrywają zakazy taktyką rozproszonych, spontanicznych zgromadzeń.
Nie wpuścili ich do Turcji - teraz także Egipt odmówił zgody na przyjęcie rejsu z turystami LGBT Katalogi o tym milczą, ale lista rajskich kierunków z piekielnym podejściem do osób LGBT jest znacznie dłuższa. Malediwy, mekka podróży poślubnych, za seks z osobą tej samej płci przewidują do ośmiu lat więzienia i stu batów – i nie jest to martwy przepis, bo jeszcze w 2022 roku tamtejsze sądy rozpatrywały 12 takich spraw. W Emiratach, wabiących luksusem Dubaju, sąd w Abu Zabi skazał w 2017 roku transpłciową modelkę z Singapuru i jej kolegę na rok więzienia za „próbę upodobnienia się do kobiet". Na rozśpiewanej Jamajce wciąż obowiązuje kolonialne prawo grożące dziesięcioma latami więzienia za stosunki homoseksualne – to tam w 2013 roku tłum zamordował 16-letnią Dwayne Jones za to, że przyszła na imprezę w damskim ubraniu. A od stycznia Indonezja – z „liberalnym" Bali włącznie – karze więzieniem seks pozamałżeński, co przy braku ślubów jednopłciowych oznacza de facto kryminalizację wszystkich par tej samej płci.
Pierwsze słowo, które ciśnie się na usta, to „bojkot". Bo właściwie dlaczego mamy zostawiać pieniądze tam, gdzie nikt nas nie chce? Grecja zamiast Turcji, Tajlandia zamiast Indonezji, Meksyk zamiast Jamajki – mapa świata jest na szczęście duża. Tym bardziej że turysta LGBT, zwłaszcza indywidualny, uchodzi za klienta z zasobniejszym portfelem, więc teoretycznie mamy czym grozić. No i zostaje kwestia bezpieczeństwa: tam, gdzie homoseksualność jest karalna, para gejów czy lesbijek ma prawo czuć się niepewnie, a są na świecie miejsca, gdzie to zagrożenie jest jak najbardziej realne.
To jednak tylko jedna strona medalu. W krajach takich jak Egipt czy Turcja turysta to gatunek chroniony, o którego władze dbają bardziej niż o własnych obywateli. Goście LGBT nie są tam nękani, a jeśli poruszają się w ramach lokalnych obyczajów – czy nawet lekko te ramy naginają – mogą czuć się zupełnie bezpiecznie. Miejsca naprawdę groźne dla osób LGBT to zwykle te, w których nie jest bezpieczny żaden turysta. Jest wreszcie proza życia, czyli pieniądze. Turcja i Egipt oprócz gwarancji pogody oferują bezkonkurencyjne ceny – a legenda o zamożnym turyście LGBT ma swoje granice. Nie każdego z nas stać na Tajlandię – i jeśli ktoś wybiera kierunek według zasobności portfela, chowając na ten czas tęczową dumę do kieszeni, ma do tego święte prawo.
Bojkot ma zresztą jeszcze jedną wadę: nie działa „wychowawczo". Trudno się łudzić, że ludzie, którzy nigdy nie spotkali zwykłej, ujawnionej osoby LGBT, zmienią nastawienie tylko dlatego, że odgrażamy się na Instagramie. Jeśli w ogóle zareagują, to raczej wzruszeniem ramion. W tym sensie wybór „jechać czy nie jechać" może mieć w sobie nawet coś z misji. Nie chodzi oczywiście o misję białego człowieka, który tłumaczy tubylcom, jak żyć – to nie misja, to odklejenie – lecz o podróżowanie z otwartymi oczami i umysłem. Trochę zapomnieliśmy, że podróże kształcą, i to w obie strony: kontakt z lokalsami pozwala zrozumieć różnice kulturowe, a przy okazji pokazać nasz punkt widzenia. Nasz pobyt w Turcji czy Egipcie to świadome wsparcie dla tamtejszej społeczności LGBT. Sam w podróży staram się być po trosze ambasadorem – i Polski, i społeczności LGBT – pilnując przy tym, rzecz jasna, podstawowych zasad bezpieczeństwa.
Omijać szerokim łukiem? Jechać mimo wszystko, a może „właśnie dlatego"? Nie mam gotowej recepty. Unikam sztywnych zasad wobec całych państw czy regionów – decyduję każdorazowo, kierując się bezpieczeństwem i własnym poczuciem komfortu. Jestem za to bardzo ciekaw, jakie są Wasze zasady i skąd się wzięły.
Niezależnie od tego, co wybierzecie – udanych i bezpiecznych wakacji!
(ro)
Poniedziałek, 06.07.2026 Statek pełen gejów nie wpłynie do tureckiego portu - to "niezgodne z wartościami".
Piątek, 17.07.2015 Afryka Północna niebezpieczna dla gejów i lesbijek
Wtorek, 29.07.2014 MSZ: "Polak za granicą" nie dla LGBTQ
Czwartek, 06.12.2001 Wyroki na gejów w Egipcie
Niedziela, 07.10.2007 Za gejowski seks - szafot!