Poniedziałek, 22.03.2021, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026
Stobiecka z My, Rodzice: jeśli ktoś mówi, że moje dziecko jest robactwem, ideologią, zarazą, to jest to wulgarne
Prezeska stowarzyszenia My Rodzice Dorota Stobiecka rozmawiała na łamach "Gazety Wyborczej" z Leną Gontarek o byciu rodzicem nieheteronormatywnego dziecka.
"Jesteśmy świadkami religijnego fundamentalizmu wspieranego głosem Kościoła. Ci fundamentaliści są prymitywni i wulgarni. Bo jeśli ktoś mówi, że moje dziecko jest robactwem, ideologią, zarazą, to jest to wulgarne. Ten jad sączy się na co dzień i wyklucza szeroko rozumiane rodziny osób LGBT+: moje dziecko, ale też mnie, mojego męża, naszych rodziców... wszystkich, którzy chcą być obok nas.
Ale do tego, co mamy dziś, doprowadził nie tylko ten rząd, ale też wszystkie poprzednie, łącznie z lewicą, które nie umiały sobie z kwestią osób LGBT+ poradzić. Wszystkie temat odsuwały w kąt. To było zwyczajnie niebezpieczne. Ta buta i hipokryzja polityków... Ciągłe powtarzanie, że załatwimy sprawę osób LGBT+ później, że są ważniejsze sprawy... Sprawy dotyczące praw człowieka powinny być zawsze najważniejsze" - mówi aktywistka.
Zwraca także uwagę na kwestie, które realnie mogłyby pomóc młodzieży LGBT+ w placówka oświatowych. "W szkołach potrzebna jest zmiana statutów, tak aby było wyraźnie napisane, że osoby o innej orientacji psychoseksualnej i tożsamości płciowej mają wszelkie prawa do równości. Nie możemy zamiatać problemów pod dywan, jak to często się robiło do tej pory. Trzeba mówić jasno, jak jest. Jeśli ktoś w klasie potrzebuje wsparcia, trzeba zorganizować spotkanie z seksuologiem, psychologiem czy choćby rodzicem" - komentuje Stobiecka.
Pytana o rady dla rodziców, których dziecko ujawni się jako osoba LGBT+, odpowiada: "nie mogę dać żadnej rady. Powiem tylko tyle: ten człowiek pozostaje naszym dzieckiem do końca życia. I dużo dłużej jest z nami jako dorosły niż jako małe dziecko. To, że się go na jakimś etapie wyrzeknę, nie da mi akceptacji homofobów, którzy się teraz ze mnie śmieją. Oni się nadal będą ze mnie śmiać, a ja tylko to dziecko stracę. Możemy się nie zgadzać z rzeczami, które robi i decyzjami, które podejmuje, ale powinniśmy za nimi stać i ich wspierać. I oczywiście będziemy stawać przed trudnymi wyborami - bo jeśli w rodzinie jest np. homofobiczny wuj, to czy zapraszać go na święta? Dla mnie sprawa jest jasna: jeśli ktoś mówi, że nie usiądzie do stołu z homoseksualnym kuzynem, to znaczy, że nie ma dla niego miejsca w moim domu" - deklaruje działaczka.
Cały wywiad dostępny do przeczytania na stronie Gazety Wyborczej.
(kb)
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT