Wojciech Piątkowski i Michał Napieralski to jedna z najlepiej rozpoznawalnych par w polskim środowisku, związanym z osobami nieheteronormatywnymi. Parę często można spotkać na Marszach Równości, obaj z charakterystycznymi tęczowymi muchami. Mężczyźni na co dzień mieszkają w Krakowie. Wojciech pracuje w urzędzie miasta, jest członkiem "NSZZ Solidarność".
W ramach prezentu świątecznego "S" zaproponowała, aby każda osoba członkowska zakupiła sobie prezent na kwotę 300 zł, którą zwrócą później na konto bankowe. "Każdy z uprawnionych członków dokonuje zakupów dowolnych artykułów spożywczych i przemysłowych (z wyłączeniem alkoholi, wyrobów tytoniowych, leków, usług) na fakturę VAT (...) wystawioną na NSZZ Solidarność" - poinformowali pracowników i pracownice.
"W zeszłym roku w ramach tej świątecznej akcji kupiłem kilka tęczowych gadżetów w lokalnej firmie. W tym roku roku zrobiłem podobnie" - komentuje Wojciech Piątkowski, pracownik magistratu dla "Gazety Wyborczej".
"Kupiłem dwa tęczowe kubeczki do espresso, bluzę z logo Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, maseczkę z tęczową błyskawicą. Niespełna dwie godziny po złożeniu wszystkich dokumentów w związkach otrzymałem telefon od członkini komisji związkowej. Usłyszałem, że moje zakupy są niezgodne z wartościami chrześcijańskimi, wyznawanymi przez "S"" - mówi.
Piątkowski przyznaje, że był w szoku. Dodaje: "Pracuję w krakowskim magistracie od 24 lat. Pierwszy raz przydarzyło mi się, żeby ktoś zachował się w tak jawnie homofobiczny sposób. A najgorsze, że moja reakcja spotkała się z oburzeniem, że przecież moja orientacja seksualna nie ma tu nic do rzeczy. Członkini komisji nie przeprosiła mnie, ale wyczułem jej zmieszanie. Ostatecznie złożyła życzenia świąteczne [do rozmowy doszło przed świętami - dop. red.] i poinformowała, że rozliczy fakturę. Wcześniej bowiem groziła, że tego nie zrobi".
"Wyborcza" rozmawiała także z Lucyną Walczykowska, przewodniczącą Międzyzakładowej Komisji NSZZ Solidarność przy UMK. "Nie chcę odpowiadać za wmanewrowanie naszej zakładowej "Solidarności" w rozgrywki polityczne. Zajmujemy się wyłącznie sprawami pracowniczymi. Zatem żadnych KODów, żadnego LGBT, PiS-u i Marszu Niepodległości również. I nie interesuje mnie, kto z kim sypia. Zarówno ja, jak i związek zawodowy są apolityczne" - przekonywała kobieta. Dodaje, że "gdybym chciała dokładnie wypisywać, czego z pieniędzy związkowych kupować nie wolno, zajęłoby nam to pięć stron. Od wielu lat prowadzimy taką akcję i nigdy nie było problemów" - przekonuje Walczykowska.
Ostatecznie Piątkowski otrzymał zwrot środków za prezent świąteczny. Nie zostały jednak wysłane z konta związku zawodowego, tylko z prywatnego konta urzędniczki. Po świętach sklep, w którym mężczyzna robił zakupy, otrzymał pismo od "S" z żądaniem anulowania faktury wystawionej na związek, co stanowiło podstawę do wypłacenia premii świątecznej.
"Nie dość, że padłem ofiarą homofobii, to jeszcze próbuje się dokonać manipulacji faktami. Nie rozumiem tego. Przecież te pieniądze należą mi się tak jak każdemu innemu członkowi związku" - mówi Piątkowski.
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
"Kiedy dwa lata temu zapisywałem się do związku, nawinie myślałem, że zapatrywania ideologiczno-polityczne "Solidarności" na szczeblu krajowym nie przekładają się na lokalne działania związkowców. Wciąż zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że organizacja, która powinna bronić pracownika przed dyskryminacją, sama to robi i czy to, co mnie spotkało, nie jest oznaką strachu przed organami ogólnopolskimi" - komentuje.
Warto zwrócić uwagę, że "Tygodnik Solidarności", który funkcjonuje przy "S" regularnie publikuje nieprawdziwe, homofobiczne informacje na temat osób LGBT+, a jego regularnym felietonistą jest Waldemar Krysiak, znany jako "Gej przeciwko światu".
(kb)
Kompletnie nie zrozumiałeś mojego wpisu.
Przecież to, że "S" jest od zawsze organizacją prokościelną a co za tym idzie również anty-LGBT to taki banał, że trudno o większy.
Kto się do takiej organizacji zapisał świadomie niech teraz nie płacze a jeśli ktoś się zapisał nieświadomie to chyba tylko dlatego, że ostatnie 40 lat spędził poza granicami tego kraju.
I niczego nie legitymizuję.
Po prostu homofobicznych organizacji należy unikać jak ognia i tyle.
Należało sprawdzić, co to za organizacja i dopiero potem się zapisywać (albo nie).
Ym...? 0_O Ale wiesz, że to tak, jak powiedzieć, że dziecko tej lesbijki, co wzięła ślub z bodaj Irlandką nie powinno mieć polskiego obywatelstwa "i dobrze, Polka mogła najpierw sprawdzić przepisy, a potem się decydować na dziecko"? :/ Bo sorry, ale to, co teraz robisz, to legitymizowanie homofobicznej organizacji i zwalanie odpowiedzialności za cierpienie, które wywołuje homofobia na ofiary homofobicznej przemocy.
I oczywiście, w takiej narracji nie ma miejsca na potępienie źródła homofobii, co najwyżej "nierezolutnych" osób LGBT. Chyba nie muszę mówić, że to bardzo nie fair względem nich?
PS. Ciekawi mnie, czy gdyby "S" odmówiła zwrotu pieniędzy za, np: zakup Biblii, to również miałbyś pretensje do osoby, która kupiła Biblię, czy raczej byś się oburzył jaka to nietolerancyjna i okropna organizacja jest?
Należało sprawdzić, co to za organizacja i dopiero potem się zapisywać (albo nie).
'Dawna' Solidarność (1980-81) była równie katolicko-narodowa i nietolerancyjna, co obecna. Odsyłam do świetnej książki 'Walentynowicz. Anna szuka raju' lub rozmów z babcią/dziadkiem.
Jassssne. Tak się składa, że obecnie Solidarność to przybudówka PiS. Patrz wypowiedzi Piotra Dudy, wyrażające wrogość do każdego, kto ośmiela się krytykować rząd. I jakby co, bardzo ubolewam nad tym, co zrobiono z dawnej "S".
A w tym wypadku to trzeba było zawrzeć w regulaminie, że przedmioty mają być "zgodne z wartościami chrześcijańskimi". A tak to każdy może sobie kupić prezent, pod warunkiem że będzie się podobał pani rozliczającej wydatki.