Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Jarek Szubrycht rozmawiał z Krzysztofem Zalewskim, muzykiem, multiinstrumentalistą oraz sojusznikiem osób LGBT+. Artysta mówił o swojej muzyce, nowej płycie oraz o byciu sojusznikiem.
Jarek Szubrycht: Jeszcze w latach 90. wszyscy potrafili się zjednoczyć przeciw przemocy czy rasizmowi, a teraz mamy niezbyt donośne wypowiedzi pojedynczych artystów. Mocno za osobami LGBTQ+ ujęła się scena elektroniczna, natomiast w świecie muzyki gitarowej problem nietolerancji jest słabo obecny. Ba, są zespoły punkowe broniące tzw. konserwatywnych wartości.
Krzysztof Zalewski: Sam kiedyś pisałeś, że skończyły się subkultury. Ich wyznacznikiem były nie tylko mundury – flanelowe koszule, skórzane kurtki, glany z odpowiednimi sznurówkami – ale i pewne postawy.
Mam wrażenie, że dzisiaj najważniejszym symbolem walki o lepszy świat stała się tęczowa flaga. Oczywiście przede wszystkim oznacza solidarność ze środowiskiem LGBT, ale powoli staje się symbolem oznaczającym walkę o prawa wszystkich mniejszości, niezgodę na postawy neofaszystowskie.
Tęczowy znaczek w klapie to nowy punk rock.
Jarek Szubrycht: Są tacy, co nie wpinają go, bo kalkulują, że lepiej nie drażnić części publiczności. Tobie nie podpowiadano, że mógłbyś sobie odpuścić tę tęczową flagę?
Krzysztof Zalewski: Może raz się zdarzyło, na jednym z festiwali. Miało to miejsce chwilę po pamiętnym Marszu Równości w Białymstoku, gdzie leciały kamienie i wyzwiska. Wyszedłem więc na scenę z tęczową flagą i kolejni artyści też się w takie wyposażyli. Ktoś powiedział wtedy, że może już wystarczy, że może nie wszyscy muszą – ale to były uwagi, nikt niczego nie zakazywał.
Natomiast jeśli chodzi o moje najbliższe środowisko, to przecież Kayax wydał składankę „Music 4 Queers & Queens”, przeciw dyskryminacji, więc jest jednoznacznie zaangażowany w walkę o prawa ludzi LGBT. A w moim zespole...
Nie wyobrażam sobie grania z homofobami".
Cały wywiad dostępny na stronie "
Gazety Wyborczej".
(kb)