Zbigniew Ziobro, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny, określił na antenie Telewizji Trwam nakrycie pomnika Jezusa na Krakowskim Przedmieściu tęczową flagą "manifestacją zła".
"Za tym złem kryje się za cała, wielka kampania zmiany rozmaitych środków naszej kultury, kultury europejskiej, ale też polskiego ducha. To jest jedna z akcji szeroko zakrojonego frontu, stąd mówienie o wojnie kultur nie jest przesadzone", ocenił minister.
"Mamy do czynienia z zaplanowanym i zorganizowanym działaniem, które ma doprowadzić do tego, aby wartości, którym Polacy są wierni – które wyrastały z naszej wiekowej tradycji i były związane z chrześcijaństwem, z Kościołem katolickim, z rodziną, która też była ostoją wiary i polskości w czasach, kiedy nie było państwa na mapach – by to wszystko zniszczyć".
Ziobro nawiązał także do planów rządu Prawa i Sprawiedliwości dotyczących wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej. "Czynienie religii czy rodziny, gdzie krzewiona jest miłość, gdzie człowiek uczy się właściwych relacji międzyludzkich, szacunku, odpowiedzialnymi za przemoc, za zło, jest czymś tak fałszywym i zakłamanym, że tylko i wyłącznie zainfekowany ideologią umysł może tego rodzaju teorie kupować".
"Środowiska anarchistyczne, środowiska aktywistów LGBT czy aktywistów homoseksualnych, które atakują pomniki i dopuszczają się znieważenia uczuć religijnych, dostają pieniądze bezpośrednio z Unii Europejskiej i za te pieniądze szkolą swoich bojówkarzy", podsumował minister.
Parę dni temu Helena Dalli, unijna komisarka ds. równości, ogłosiła, że polskie gminy objęte uchwałami o strefach "wolnych od LGBT" nie otrzymają funduszy europejskich. "[Komisarka Dalli] piętnuje ich, a jednocześnie słowem nie zająknęła się – jestem pewien, że już nie zająknie się – na temat kryminalnych czynów i aktów wandali, którzy spod znaku tęczowej flagi dopuszczają się do profanacji i przestępstw, bo według nich, to jest tolerancja.
Kiedy środowiska LGBT dopuszczają się aktów zgorszenia, agresji w stosunku do ludzi, którzy mają inny pogląd, inne wartości, których oni nie podzielają – to jest tolerancja. Ale kiedy samorządy chcą chronić wartości, z których wyrastała tożsamość Polski – wtedy jest nietolerancja i to trzeba karać", skomentował gość "Rozmów niedokończonych".
JS
Ziobro, Jędraszewski czy Rydzyk są jak najbardziej jądrem religii chrześcijańskiej: 'misyjnej', nie tolerującej innych, nienawidzącej wolnej myśli.
Wszelkie bajanie o łagodnym Jezusie i złych wykonawcach jest śmieszne i szkodliwe. Chrześcijaństwo zniszczyło cywilizację grecko-rzymską, która choć obarczona wieloma wadami (niewolnictwo), mogła rozwinąć się wspaniale, wykorzystując naukowe osiągnięcia i asymilując 'barbarzyńców' (którzy w istocie barbarzyńcami nie byli - barbarią było tylko chrześcijaństwo).
P.S. Tzw. Kościół Katolicki w Polsce, pozostając głuchym na apel Papieża, w mojej ocenie przestaje być KK. Owczy pęd, siła autorytetu, społeczny dowód słuszności. Cialdini by się uśmiał. Dobre spece od manipulacji siedzą za kulisami.
Pozdrawiam grymasem Baudelaire'a. I nie wycierajcie sobie mordy tolerancją, sprzeciw wobec agresji nie jest przejawem nietolerancji, lecz naturalną reakcją.
Jak mówiła Róża Luksemburg: 'Socjalizm albo barbarzyństwo'. Od ponad trzydziestu lat barbarzyństwo przedstawia się nam jako wolność. Przejściowy sukces PiS jest tego wynikiem. Pragnienia wolności, tej prawdziwej, nie można jednak zagadać, zadeptać, ani zastrzelić.
Sama religia może nie, ale religia+kapitalizm - i owszem.
PiS nie reprezentuje kapitalizmu gospodarczego tylko socjalizm.
Więc od razu nasuwa mi się pytanie, a Ty co ćpasz, że widzisz kapitalizm tam gdzie go nie ma?
W odpowiedz na to, że PiS wszędzie widzi lewicowych wrogów widzieć wszędzie kapitalistycznych wrogów to chyba nie najlepsze rozwiązanie. To nie jest przypadkiem ten sam wektor tylko zwrot inny?
PiS nie jest partią o ekonomicznym programie socjaldemokratycznym, a tym bardziej socjalistycznym; jest partią popierającą bogatych, co wynika nawet z raportu Fundacji CenEA https://cenea.org.pl/wp-content/uploads/2019/10/rapor(...)19-1.pdf
gdzie w podsumowaniu można przeczytać: ‘Po drugie, w porównaniu z obietnicami przedwyborczymi, pakiet wprowadzonych reform jest w wymiarze bezwzględnym znacząco bardziej korzystny dla gospodarstw z górnej części rozkładu dochodów, głównie w związku ze zmianami obowiązującymi od drugiej połowy 2019 r.’
Zmiany początkowe były wabikiem na najuboższych i o ile skala ubóstwa nieco się zmniejszyła w 2018, to powróciła w 2019 do stanu sprzed.
Budżet na 2020 w zapowiedziach rządowych ma być zerodeficytowy, co oznacza że PKB nie może spaść poniżej 3%. Wiadomo, że będzie to uzyskane poprzez gwarancje przywilejów dla wielkiego kapitału inwestującego. Oczywiście kosztem praw pracowniczych, ograniczeniu płacy minimalnej, kolejnych podatkach pośrednich uderzających w najuboższych, spadku siła nabywczej (co każdy chyba widzi: inflację, koszty stałe utrzymania). Stąd 500+ ma coraz mniejsze znaczenie (koszty edukacji, gorszy dostęp do przedszkoli itd.). Kwota wolna od podatku jest u nas na jednym z najniższych poziomów w UE. Rzecz jasna można by finansować inaczej , np. zwiększając opodatkowanie najbogatszych, likwidując specjalnych stref ekonomicznych (strefy ekonomicznego wyzysku pracowników). Budżet 2020 ma też być zdyscyplinowany (w sferze wydatków publicznych), co to znaczy najlepiej odczują rolnicy (drobni), emeryci, renciści, opiekunownie niepełnosprawnych. Natomiast OFE zostaną hojnie wsparte przez państwo. A samorządy będą musiały radzić sobie same, co od razu odczują nauczyciele i służba zdrowia. Podobnie mino obietnic reżimowych pogłębia się też wykluczenie trasportowe, likwidowany jest PKS, sprzedawane są nieruchomości, a zyski nie są przeznaczane na rozbudowę linii. Nie ma samorządowych pieniędzy na kursy lokalne, co doprowadzi w końcu do upadku przedsiębiorstwa. Ustawa pisowska niby wspierająca połączenia lokalne jest martwa, tym bardziej że pisowcy samorządowcy zainteresowani są bardziej LGBT i robieniem biznesu, niż połączeniami lokalnymi. Dla ogromnej grupy ludzi codzienny dojazd do pracy jest wielkim problemem (‘biedni pracujący’, no a jak kogoś stać, to kwestie ekologiczne takiego ‘indywidualnego’ transportu).
Podobnie sytuacja w służbie zdrowia, gdzie COVID19 zażądał pokazania kart. Prywatna służba zdrowia okazała się niewypałem, a miała być (1989!) receptą na wszystkie bolączki systemu ochrony zdrowia. Zapowiadano, że będzie odpowiadać na potrzeby ‘klienta’ (już samo to słowo, zastępujące ‘pacjenta’ jest symptomatyczne), oferować miała szybki dostęp do usług i profesjonalną opiekę. No i co: mała epidemia (w końcu to nie ospa), a firmy z branży medycznej rozpoczęły odwrót: do internetu, z kuriozalnymi poradami, które mogą być skuteczne tylko w prostych przypadkach. W ogóle pokazało to dobitnie, że komercyjna opieka medyczna jest nakierowana na przypadki proste, na zysk, na ograniczanie kosztów. Przypadki cięższe odsyłane są do publicznej służby zdrowia. Skomplikowane schorzenia nie są obejmowane podstawowymi abonamentami, ale to samo jest w przypadku abonamentów rozbudowanych, przeznaczonych dla najbogatszych – osoby z ciężkimi schorzeniami odsyłane są do szpitali publicznych. Pomimo, że wiele placówek prywatnych ma podpisane kontrakty z NFZ i uzyskuje dofinansowanie, bynajmniej nie ma obowiązku leczenia zarejestrowanych pacjentów. Np. w przypadku prywatnych klinik położniczych nawet opłacenie ‘przyjęcia porodu’ nie gwarantuje że tak będzie. Powikłania odsyłane są najczęściej do szpitali publicznych (ze względu na skomplikowane leczenie i koszty nie dające się ‘zoptymalizować’). To samo dotyczy opieki nad osobami starymi. Jak wygląda sytuacja w prywatnych domach opieki – wiadomo nawet z mediów.
Tak panie Ziobro. Właśnie tak jest.
Bo te wasze "wartości" to gówno jest. Sram na nie.