Zakończyła się sprawa mężczyzny, który niemal przez 2 lata stalkował i terroryzował mieszkańca Łodzi oraz jego partnera. Poszkodowany ostatecznie wygrał sprawę w sądzie - jego prześladowca został skazany na bezwzględne więzienie.
Pamiętacie sprawę
Adama Wiankowskiego z Łodzi? On i jego partner padli ofiarą ataku stalkera, który terroryzował ich przez 2 lata. Sprawa miała swój początek na jednym z portali randkowych, gdzie Wiankowski od dawna posiada profil.
Tam nawiązał kontakt z późniejszym prześladowcą. "Były to zwyczajne wiadomości tak naprawdę o niczym. Nie opowiadałem za bardzo o swoim życiu prywatnym, czyli o partnerze, psach, pracy itp." - mówi nam Łodzianin. Dodaje, że mimo wszystko 35-latek był bardzo nachalny i wypytywał o wiele spraw. Mężczyzna postanowił się z nim spotkać, aby wytłumaczyć, że nie jest zainteresowany dalszą znajomością.
W pewnym momencie na osiedlu, na którym mieszka pan Adam z partnerem, pojawiły się plakaty z jego zdjęciem i napisem: "
uwaga na tego pana. Jest gejem i jego współlokator są niebezpieczni i są oszustami". Sprawą zainteresowała się telewizja. Program "Uwaga" nakręcił na jej temat reportaż, a stalker został ujawniony i otrzymał od prokuratora zakaz zbliżania się do swojej ofiary. Zakaz łamał notorycznie. Policja zdecydowała się na zastosowanie aresztu.
Sprawa ciągnęła się długo. Mężczyzna, wielokrotnie zgłaszany na policję przez Wiankowskiego, bywał aresztowany na 3 miesiące, po czym z powrotem wracał na wolność i ponownie gnębił poszkodowanego.
Dopuścił się zniszczenia samochodu oraz drzwi od mieszkania mężczyzny. Ponadto odzywał się do niego nawet, kiedy przebywał w więzieniu. Wysłał poszkodowanemu świąteczną kartkę z dopiskiem: "mam nadzieję, że następne święta spędzimy już we dwoje".
Policja miała problem z zapewnieniem poszkodowanemu odpowiedniego zabezpieczenia. Mimo zgłoszeń stalker nie przerywał swoich działań, a jeśli już to przerywał je na chwilę. Sprawa wreszcie została finalnie rozwiązana. Wiankowski informuje nas o swojej wygranej w sądzie.
"
Dziś po kilku miesiącach i kilku rozprawach zapadł wyrok, w sprawie nękania mnie przez prawie 2 lata, nawet z aresztu. Jak pamiętacie zaczęło się od anonimowych wiadomościach, rozproszonych plakatów na osiedlu, zakładaniu profili w Internecie, a skończyło na zniszczeniu doszczętnie samochodu, drzwi od mieszkania oraz groźbą polania kwasem i dalszego nękania listami oraz telefonami z aresztu".
"
Wyrok to 3,5 roku więzienia oraz 2 lata za nękanie z aresztu, czyli 5,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności dla stalkera i 8 lat zakazu zbliżania" - informuje nas mężczyzna.
"
Niech nigdy nikt nikogo nie nęka. Stalking zdarza się również w naszym środowisku i to pokazuje że jesteśmy tacy sami jak inni" - apeluje Wiankowski.
(kb)
Po 2. ten pan, prześladowany, jest sam sobie winien. Nie, nie usprawiedliwiam prześladowcy. Ale on mu "dopomógł". Skoro jest taki "zdrowy na umyśle" to po co założył profil na portalu randkowym będąc już w związku? Mało mu jednego czy jak? To powinien do seksuologa z tym iść a nie na portal dla desperatów...i co tym zyskał? Użerał się z kolesiem, którego pewnie oszukał że jest wolny, a potem wystawił jak większość na tym portalu dla chorych psychicznie desperatów. Podejrzewam że chodzi o jeden z najbardziej znanych portali gejowskich w polsce, fellow.pl, który jest miejscem zbieraniny wszelakiej patologii jaka może tylko występować w społeczności gejów w Polsce. Z własnego doświadczenia wiem że przebywając tam można nabawić się tylko nerwicy, depresji i... homofobii, wobec innych homoseksualistów.
Jakie są podstawy aby coś takiego napisać? Osoba zdrowa na umyśle nie zachowuje się w taki sposób. Jaka jest gwarancja, że po odsiadce wszystko nie zacznie się od początku? Posiedzi sobie sobie w więzieniu, gdzie może dalej pielęgnować swoją nienawiść/obsesję.
"Policja zdecydowała się na zastosowanie aresztu.
Tam nawiązał kontakt z późniejszym prześladowcą."
Cały ten tekst jest zagmatwany. A powyższy fragment szczególnie niejasny.
Ofiara poznała stalkera w areszcie?