Grupa aktywistów i aktywistek LGBTQ z Republiki Południowej Afryki ujawniła, że znany z publikowania homofobicznych komentarzy przeciwnik równouprawnienia osób LGBTQ - Christiaan Otto - korzystał z popularnej aplikacji randkowej dla mężczyzn. Ukrywając się pod nickiem "RBayDiscreet", Otto poszukiwał "dyskretnego aktywa".
Wiele wskazuje na to, że żonaty Christiaan, mieszkający w miasteczku Richards Bay, prowadził podwójne życie. W tym samym czasie kiedy w mediach społecznościowych kreował się na homofoba, wśród profili na Grindrze (znanej aplikacji randkowej dla mężczyzn) pojawił się jeden o nazwie "RBayDiscreet".
Okazało się, że pod tym dyskretnym nickiem kryje się nie kto inny jak właśnie Christiaan. Pech chciał, że w jednej z rozmów innym użytkownikiem aplikacji, znany południowoafrykański homofob natrafił na osobę, która kojarzyła jego internetową działalność i postanowiła go ujawnić. W rozmowie dyskretny Otto podzielił zdjęciami bez koszulki i określił się jako "bottom/vers". Niedługo później na Facebooku pojawiła się strona Expose Christiaan Otto, gdzie upubliczniono zrzut ekranu przedstawiający wspomniany fragment rozmowy.
Otto przez chwilę zaprzeczał "oskarżeniom". Mówił, że nie wie czym jest Grindr, a grupie Expose Christiaan zarzucił kłamstwo. Na odpowiedź aktywistów nie musiał czekać długo. W sieci pojawiły się screeny rozmowy z WhatsAppa, o których aktywiści powiedzieli, że są "wiarygodnymi dowodami na to, że wiadomości z Grindra są prawdziwe". Widać na nich wiadomości od Otto do użytkownika z Grindra, który nagłośnił całą sprawę: "Myślałem, że mogę Ci ufać. Powiedziałeś, że usuniesz nasze wiadomości z Grindra. Co próbujesz osiągnąć. Usuń to i zablokuj mnie".
Chwilę później profile Christiaana Otto zniknęły z mediów społecznościowych, a sam bohater całej historii nie odpowiedział ponownie na oskarżenia.
(pk)
Poniedziałek, 04.05.2020 Oliwa do ognia: ten outing mnie nie oburza
Wtorek, 26.05.2009 Rozmowy IS - Tomasz Raczek
Niedziela, 18.06.2023 Żart, który podzielił Polskę na pół - czy ataki na Krzysztofa Daukszewicza są uzasadnione?
Sobota, 17.06.2023 Parada Równości w mediach i w rzeczywistości
Wtorek, 16.05.2023 Nieudany „żart” na żywo w „Szkle kontaktowym”- jest stanowcza reakcja TVN24 i przeprosiny
Z tego co zrozumiałem, to chodziło o to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z pewnymi zachowaniami wśród kleru, które zgodnie z głoszoną przez Kościół moralnością, nie powinny się zdarzyć, ale się zdarzają i wszyscy uczestniczą w ukrywaniu tego faktu. W tym sensie, faktycznie jest jakieś podobieństwo "homolobby" do "pedolobby". Ale to problem Kościoła, nie nasz.
Po prawdzie, to Terlikowski stwierdził coś jak "no, nie są to zjawiska zawsze zbieżne, ale także nie są w 100% rozłączne" i że tak, jak wyrzuci się "lawendową mafię", "homolobby" i "chorobą rzymską" z Kościoła, to pedofilia też zniknie.
Bądźmy szczerzy, to Terlikowski, co on mądrego mógł powiedzieć? :/
Z tego co zrozumiałem, to chodziło o to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z pewnymi zachowaniami wśród kleru, które zgodnie z głoszoną przez Kościół moralnością, nie powinny się zdarzyć, ale się zdarzają i wszyscy uczestniczą w ukrywaniu tego faktu. W tym sensie, faktycznie jest jakieś podobieństwo "homolobby" do "pedolobby". Ale to problem Kościoła, nie nasz.
Odwracanie uwagi od innych problemów
A coś by taki film dał? Przecież filmy Sekielskiego nic nie dają...
To dają że ofiary przestają się bać, dowiadują się że nie tylko ich dotyczy ten problem...mają większą siłę skutecznego działania? To tak jakby pytać nastoletniego geja który mieszka na wsi po co szuka informacji o LGBT w internecie, osób podobnych sobie, itd. przecież to "nic" nie daje.
A coś by taki film dał? Przecież filmy Sekielskiego nic nie dają...
Zaradkiewicz zrobił krok w tył. A nie było filmu, tylko artykuł prasowy. Nie twierdzę, że to była jedyna przyczyna, ale chyba jednak presja ma sens.
A coś by taki film dał? Przecież filmy Sekielskiego nic nie dają...