Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną dwóch matek starających się o transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia ich 4-letniego syna Victora. To ciąg dalszy sądowej batalii. Kobiety zapowiadają, że z pomocą Kampanii Przeciw Homofobii zamierzają w dalszym ciągu walczyć o dobro dziecka.
Właśnie to było podstawą dla szefa Urzędu Stanu Cywilnego do odmowy obowiązkowej transkrypcji aktu urodzenia. Kobiety odwołały się do wojewody, który podtrzymał niekorzystną dla dziecka decyzję, a następnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, którego orzeczenie wskazało na słuszność działań kierownika USC.
Teraz orzeczenie WSA podtrzymał NSA. Kobiety zapowiadają, że z pomocą Kampanii Przeciw Homofobii w dalszym ciągu będą dociekać swoich praw. Co ciekawe, jak informuje KPH, pod koniec 2019 roku, 7-osobowy skład sędziów NSA wydał uchwałę, zgodnie z którą przyjęto, że transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia w sytuacji, kiedy rodzicami są osoby tej samej płci jest jest przez polskie prawo niedopuszczalna. Jednakże odmowa nadania numeru PESEL oraz dokumentu tożsamości łamie prawo dziecka. W związku z tym urzędy powinny Victorowi oraz innym dzieciom znajdującym się w podobnej sytuacji, wydać dokument tożsamości.
Ponadto sąd w dzisiejszym orzeczeniu oddalając skargę kasacyjną matek powołał się na wspomnianą uchwałę nakazującą postępowanie zgodnie z dobrem dziecka. NSA nie uwzględnił również wniosku pełnomocniczek kobiet, adw. Karoliny Gierdal i adw. Anny Mazurczak, RPO Adama Bodnara oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka odnośnie skierowania do Trybunału Sprawiedliwości w Strasbourgu pytania prejudycjalnego dotyczącego tego "czy pochodzące z prawa UE prawo do swobodnego przemieszczania się w połączeniu z – wynikającymi z Karty Praw Podstawowych – prawem do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zakazem dyskryminacji oraz prawami dziecka stoją na przeszkodzie stosowania polskich przepisów dotyczących zakazu transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym wpisani są rodzice tej samej płci".
(pk)
Środa, 06.05.2020 "Trzaskowski schował głowę w piasek", syn dwóch kobiet formalnie wciąż bez tożsamości
Poniedziałek, 19.02.2018 Polska nie chce syna dwóch lesbijek
Wtorek, 08.02.2022 Kolejna uchwała anty-LGBT w sądzie: dotychczas udało się unieważnić już 6 z nich
Czwartek, 16.07.2020 Córka dwóch Polek z Hiszpanii uzyskała numer PESEL i otrzyma polski dowód osobisty
Czwartek, 30.04.2020 #DowódVictora - internauci wspierają chłopca dyskryminowanego przez polskie urzędy
nie da się zaklinać rzeczywistości, nie ma w rzeczywistości biologicznej dwóch matek ani dwóch ojców
Ale tu nie chodzi o rzeczywistość biologiczną tylko prawną, w tym o obywatelstwo.
no ale sformułowanie "matki dziecka" brzmi dziwnie - jedna z kobiet jest matką, druga może być prawną opiekunką
Jak pary hetero adoptują dziecko od małego to też im mówi mamo, tato i nie ma w tym nic nienaturalnego. Społecznie to normalne.
Z mojego prywatnego doświadczenia ważniejsze jest kto wychował a nie kto jest spokrewniony. Po rozwodzie rodziców, matka znalazła sobie faceta. Był to pierwszy dorosły w moim otoczeniu którego świadomie chciałam naśladować. Wzorce traktowania innych w bliższych relacjach zawdzięczam między innymi jemu (inni to dalszą rodzina i przyjaciele). Byli razem jakieś 4-5 lat, przez ten czas poświęcił mi więcej uwagi i czasu niż ojciec przez całe moje życie. Temu przypomniało się że o relacje trzeba dbać gdy mnie już praktycznie w pobliżu nie było.
Sory stawianie na piedestale dawcy komórki to jakby na elewacji budynku zrobić portret człowieka, który przyniósł jedną cegłę.
Tak ważne
Umnie w rodzinie było podobnie
Siostra, starsza szybko została wdowa, koło 30, wyjechała z kraju, z córką wyjechała i po jakimś czasie poznała faceta,, później wzięła ślub
nie da się zaklinać rzeczywistości, nie ma w rzeczywistości biologicznej dwóch matek ani dwóch ojców
Ale tu nie chodzi o rzeczywistość biologiczną tylko prawną, w tym o obywatelstwo.
no ale sformułowanie "matki dziecka" brzmi dziwnie - jedna z kobiet jest matką, druga może być prawną opiekunką
Jak pary hetero adoptują dziecko od małego to też im mówi mamo, tato i nie ma w tym nic nienaturalnego. Społecznie to normalne.
Z mojego prywatnego doświadczenia ważniejsze jest kto wychował a nie kto jest spokrewniony. Po rozwodzie rodziców, matka znalazła sobie faceta. Był to pierwszy dorosły w moim otoczeniu którego świadomie chciałam naśladować. Wzorce traktowania innych w bliższych relacjach zawdzięczam między innymi jemu (inni to dalszą rodzina i przyjaciele). Byli razem jakieś 4-5 lat, przez ten czas poświęcił mi więcej uwagi i czasu niż ojciec przez całe moje życie. Temu przypomniało się że o relacje trzeba dbać gdy mnie już praktycznie w pobliżu nie było.
Sory stawianie na piedestale dawcy komórki to jakby na elewacji budynku zrobić portret człowieka, który przyniósł jedną cegłę.
Tak ważne
Dziecko może się normalnie wychowywać bez ojca
Dwie matki mogą się dobrze opiekować chłopcem
nie da się zaklinać rzeczywistości, nie ma w rzeczywistości biologicznej dwóch matek ani dwóch ojców
Ale tu nie chodzi o rzeczywistość biologiczną tylko prawną, w tym o obywatelstwo.
no ale sformułowanie "matki dziecka" brzmi dziwnie - jedna z kobiet jest matką, druga może być prawną opiekunką
Jak pary hetero adoptują dziecko od małego to też im mówi mamo, tato i nie ma w tym nic nienaturalnego. Społecznie to normalne.
Z mojego prywatnego doświadczenia ważniejsze jest kto wychował a nie kto jest spokrewniony. Po rozwodzie rodziców, matka znalazła sobie faceta. Był to pierwszy dorosły w moim otoczeniu którego świadomie chciałam naśladować. Wzorce traktowania innych w bliższych relacjach zawdzięczam między innymi jemu (inni to dalszą rodzina i przyjaciele). Byli razem jakieś 4-5 lat, przez ten czas poświęcił mi więcej uwagi i czasu niż ojciec przez całe moje życie. Temu przypomniało się że o relacje trzeba dbać gdy mnie już praktycznie w pobliżu nie było.
Sory stawianie na piedestale dawcy komórki to jakby na elewacji budynku zrobić portret człowieka, który przyniósł jedną cegłę.
Tak ważne
nie da się zaklinać rzeczywistości, nie ma w rzeczywistości biologicznej dwóch matek ani dwóch ojców
Ale tu nie chodzi o rzeczywistość biologiczną tylko prawną, w tym o obywatelstwo.
no ale sformułowanie "matki dziecka" brzmi dziwnie - jedna z kobiet jest matką, druga może być prawną opiekunką
Jak pary hetero adoptują dziecko od małego to też im mówi mamo, tato i nie ma w tym nic nienaturalnego. Społecznie to normalne.
Z mojego prywatnego doświadczenia ważniejsze jest kto wychował a nie kto jest spokrewniony. Po rozwodzie rodziców, matka znalazła sobie faceta. Był to pierwszy dorosły w moim otoczeniu którego świadomie chciałam naśladować. Wzorce traktowania innych w bliższych relacjach zawdzięczam między innymi jemu (inni to dalszą rodzina i przyjaciele). Byli razem jakieś 4-5 lat, przez ten czas poświęcił mi więcej uwagi i czasu niż ojciec przez całe moje życie. Temu przypomniało się że o relacje trzeba dbać gdy mnie już praktycznie w pobliżu nie było.
Sory stawianie na piedestale dawcy komórki to jakby na elewacji budynku zrobić portret człowieka, który przyniósł jedną cegłę.
Noworodek też nie ma świadomości - czy to nie jest człowiek ? Jeżeli ktoś jest śmiertelnie chory to trzeba mu zapewnić jak najlepszy komfort do samego końca i ten mąż kochał swoją żonę i starał się to robić .
A gdyby na przykład ciężko zachorował jeden z małżonków, to też trzeba by było go unicestwić żeby nie niszczyć życia tego drugiego? Każdy rozsądny człowiek wie …..
don_diego44:
A gdyby na przykład ciężko zachorował jeden z małżonków, to też trzeba by było go unicestwić żeby nie niszczyć życia tego drugiego?
W zasadnie uważam, że na demagogie a' la fronda nie należy odpowiadać. Ale może tak: jak ktoś jest tak głupi, że nie widzi różnicy między embrionem, a świadomą jednostką ludzką - to rozmawiać nie ma o czym.
Natomiast co do drugiej kwestii. Przykład podobny rozważał wybitny polski lekarz, etyk, filozof medycyny, Władysław Szumowski (Filozofia medycyny. Kraków 1948). Ponieważ mam wersję elektroniczną, to zacytuję dłuższy fragment (rzecz dzieje się przed 1939 rokiem):
‘Oto przykład z życia. Nauczyciel ludowy w Galicji wschodniej ma żonę, suchotnicę, i kilkoro dzieci. Znajduje się w ciężkich warunkach materialnych, gdyż kuracja żony pochlania dochody. Lekarz już dawno powiedział – jechać na kilka miesięcy do Szczawnicy – to jedyny ratunek. Ale upłynął rok. Stan się nie poprawił. Jechać nie ma za co. Nadeszła zima i stan się pogorszał. Upłynął drugi rok. Stan się pogarszał, teraz niemal w oczach. Przyszła chrypka i uporczywa biegunka. Widząc nieuchronną zgubę żony nauczyciel ostatnim wysiłkiem pożyczył pieniądze, zostawił dzieci w opiece służącej i udał się z umierającą żoną w daleką drogę do Szczawnicy, która mu się zawsze wydawała ratunkiem. [przypis na dole strony: Ze stanowiska medycyny uzdrowiskowej wysłanie chorej z otwartą gruźlicą do Szczawnicy, gdzie leczenie jest spacerowe, bez sanatoriów, uznać należy za gruby błąd.] Na miejscu wezwany lekarz stwierdził: gruźlica rozpadowa obu płuc (...) gruźlica krtani z dysfagią, gruźlica jelit z ciągłą biegunką; kobieta wyniszczona, temperatura 38-39oC. Stan beznadziejny. Życia zostało na tydzień, najwyżej parę tygodni. O żadnym leczeniu mowy być nie może, gdyż chora nie przyjmuje pokarmów. Gdy lekarz wytłumaczył mężowi stan sprawy, ten z przerażeniem stanął wobec alternatywy: czy zabrać żonę z powrotem w uciążliwą drogę do domu i czekać tam na śmierć suchotnicy w otoczeniu drobnych dzieci, czy czekać na śmierć w Szczawnicy. Zrozpaczony mąż wybrał to drugie, nie chcąc dzieci wystawiać na pastwę infekcji, ani też narażać się na możliwy zgon żony w drodze, co pociągnęłoby za sobą nieobliczalne kłopoty i koszta. Upłynął tydzień – chora jeszcze żyła. Nic wprawdzie nie rokowało możliwości poprawy, ale chora jeszcze żyla. Fundusze męża topniały. Obliczał wciąż swoją nędzę, którą każdy dzień życia żony tylko pogarszał. Pytającym wzrokiem spoglądał na lekarza. --- Otóż w podobnym wypadku, moim zdaniem, lekarz powinien zapytać się swego sumienia, a następnie wezwać na naradę drugiego lekarza, aby ex consilio przepisać – co trzeba. Przedłużanie życia takiej chorej byłoby tylko powiększaniem tragedii męża i dzieci.’
Dziś katoliccy talibowie zalecają utrzymywać stan wegetatywny przy mózgowej śmierci przez lata, niszcząc życie rodziny, destrukcyjnie wpływając na społeczeństwo. Albowiem niszczyć trzeba, w imię wymyślonego boga i w imię rzeczywistego utrzymywania owieczek w poddaństwie. Lepiej by owieczki zastanawiały się nad rozmnażaniem, niż nad procesami pomnażania pieniędzy przez kapitalistów.
Jakże daleko odeszliśmy od tematu artykułu w queer.pl.
Ale dla katolickich troli każdy sposób dobry, by przekierować na bezpieczne dla nich tematy...
A gdyby na przykład ciężko zachorował jeden z małżonków, to też trzeba by było go unicestwić żeby nie niszczyć życia tego drugiego? Każdy rozsądny człowiek wie ,że choroby były ,są i będą i ,że jest jakieś prawdopodobieństwo ,że każdy może na każdym etapie życia na coś zachorować a o naszym człowieczeństwie świadczy również to, że silniejsi i zdrowi opiekują się tymi z jakichś powodów słabszymi czy chorymi.
Mówiąc w skrócie: embriony do mnie nie krzyczą, nie mówią do mnie, ani do mnie nie przemawiają.
Ze szpitala daleko częściej nie odbierane są 'naturalnie urodzone' niepełnosprawne (zwłaszcza w stopniu ciężkim) dzieci par hetero.
Po to jest m.in. diagnostyka prenatalna, by nie dopuszczać do urodzenia dzieci z poważnymi wadami, uniemożliwiającymi zwykłe życie oraz przy okazji niszczącymi życie rodziców.