Skandowali hasła "uniwersytety wolne od sodomii i od lewicy", obecne banery "stop pedofilii"
Pod Uniwersytetem Gdańskim został zorganizowany protest przez studenckie środowiska prawicowo-katolickie, które domagają się usunięcia z uczelni prof. Ewy Graczyk. Wykładowczyni była jedną z kobiet, zaangażowanych w niesienie transparentu z tekturową wagina na gdańskim Marszu Równości. Młodzież skandowała hasła "uniwersytety wolne od sodomii" i "uniwersytety wolne od lewicy".
Studenci i studentki Towarzystwa Studentów Polskich zorganizowali protest pod Uniwersytetem Gdańskim "przeciwko dyskryminowaniu osób o poglądach prawicowych na uczelniach". Demonstracja wymierzona była głównie w Ewę Graczyk, profesorkę nauk humanistycznych na tym Uniwersytecie. Kobieta była jedną z kobiet, które niosły tekturową waginę podczas gdańskiego Marszu Równości w tym roku. Podobne protesty odbyły się m. in. Krakowie, Łodzi, Radomiu, Warszawie.
Manifestanci i manifestantki chcieli w Gdańsku przejść przez teren Uniwersytetu, jednak rektor nie wyraził na to zgody. Wobec tego, około 15 osób demonstrowało przed bramą uczelni, skandując hasła "uniwersytety wolne od sodomii", "uniwersytety wolne od lewicy". Pojawił się także transparent "stop pedofilii".
Jak mówił Damian Szulc z Akademickiego Klubu Tradycji Katolickiej Pax dla Dziennika Bałtyckiego: "one (manifestacje - dop. red.) dotyczą prof. Ewy Graczyk oraz wydarzeń na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie nasz kolega był przed komisją dyscyplinarną za głoszenie poglądów prawicowych. Domagamy się zwolnienia pani prof. Ewy Graczyk. W tym celu złożyliśmy pismo do rzecznika dyscyplinarnego, który ma miesiąc, by dać nam odpowiedź".
Obecni na manifestacji byli także Anna Kołakowska, radna PiS-u do 2018 r., znana z blokowania Marszy Równości oraz jej mąż, Andrzej Kołakowski, wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych w Instytucie Pedagogiki, w Zakładzie Historii Nauki, Oświaty i Wychowania - ukarany przez rzecznika dyscyplinarnego upomnieniem za publikowanie na Facebooku zdjęcia z bronią, z podpisem ""Pompka' dobra na złodzieja, słonia i lovparady".
"Uczelnie wyższe stały się, tak jak to było w czasach komunizmu, najsilniejszym bastionem lewactwa. Stały się też promotorem dewiacji seksualnych oraz zepsucia moralnego, symbolem antycywilizacyjnym" przemawiała Kołakowska w trakcie demonstracji.
W jaki sposób środowiska prawicowe są dyskryminowane na Uniwersytecie? "Kiedy w lutym chcieliśmy zorganizować pokaz filmu "Luter i reformacja protestancka" nie udzielono nam zgody. Nie wyrażono też zgody na organizację modlitwy różańcowej. Rozwiązano niezgodnie z prawem Akademicki Klub Tradycji Katolickiej Pax pod zarzutem działalności politycznej, a nic takiego nie miało miejsca. My organizowaliśmy różne spotkania, zapraszaliśmy księży" mówił Piotr Pętlicki z Towarzystwa Studentów Polskich.
Pytany, czy te dwa środowiska nie mogą obok się żyć w zgodzie, odpowiedział: "studenci i działacze skrajnej lewicy nie chcą tutaj nas. Składają na nas donosy. Jeżeli oni chcą nas tak traktować to my chcemy mieć równe prawo" twierdzi Pętlicki.
Jako inni przykład dyskryminacji zostało wymienione zorganizowanie spotkania z Przemysławem Staroniem, Nauczycielem Roku 2018. "Spotkanie z nim odbyło się pomimo, że organizatorzy nie spełnili warunków formalnych. Mimo wszystko rektorat pozwolił odbyć się temu wydarzeniu. Samo spotkanie dotyczyło homoseksualizmu. W opisie podkreślano, że będzie mówić się o sposobie walki z dyskryminacją osób homoseksualnych" mówił Damian Szulc z Akademickiego Klubu Tradycji Katolickiej Pax.
Uniwersytet Gdański odcina się od tej manifestacji. W przesłanym Dziennikowi Bałtyckiemu oświadczeniu podają: "Uniwersytet Gdański nie wyraża zgody na organizację manifestacji na terenie uczelni. Jeśli jakieś manifestacje odbywają się poza terenem UG, to nie będziemy ich komentować".
Sprawę skomentowała sama Graczyk dla Dziennika Bałtyckiego. "Zawsze występowałam w obronie równości. Ludzie, którzy występują przeciwko mnie mają poglądy skrajnie nacjonalistyczne, bardzo groźne dla demokracji" mówiła wykładowczyni. "Myślę, że dzieje mi się krzywda. Mam pełne prawo pracować na uniwersytecie. Moi studenci mają ze mną bardzo dobre doświadczenia. Nasz happening miał też charakter artystyczny, to nie była monstrancja, tylko wizualizacja uświęconych kobiecych genitaliów i myśmy szły wokół tej uświęconej kobiecości. To mieści się w ramach myślenia feministycznego, które dąży do tego, żeby obarczać wartością kobiece ciało i kobiecą seksualność".
Również Przemysław Staroń wypowiedział się na temat protestu. "Jestem zdumiony, że ludzie, którzy krzyczą na ten temat, zapominają o drobnej rzeczy: nie wiedzą, jaka jest skala problemów psychicznych, myśli samobójczych i samobójstw wśród młodzieży LGBT" podkreśla Staroń. "Zwykły dorosły, który zadeklaruje wsparcie, ma niesamowite przełożenie na bezpieczeństwo młodego człowieka - wg badań o 40% obniża ryzyko problemów psychologicznych u studentów LGBT. Gdy zostałem Nauczycielem Roku 2018, otrzymałem mnóstwo wiadomości od uczniów, rodziców i nauczycieli, którzy pisali, jak bardzo są mi wdzięczni. A tu ktoś ma problem z tym, że wspiera się osoby, które są inne niż on. Pamiętam, że gdy zaczynałem pracę, nikt specjalnie nie wiedział, że jestem gejem. A gdy robiłem wśród uczniów ankiety na temat tego, o czym chcieliby rozmawiać na lekcjach, wiele osób wskazywało na kwestie związane z seksualnością. Mam zasadę, że gdy prowadzę zajęcia, wypowiadam się z perspektywy nauki".
(kb)
[W sumie to nawet nie wiem jak skomentować taki ściek, może lepiej nawet nie próbować?]
nie jest szarganiem dobrego imienia ich uczelni? To się w ogóle mieści w statucie? Nie należałoby ich za to ukarać (na poziomie uczelni rzecz jasna, nie prawa)?