Ponad 100 osób zebrało się w sobotę na ulicach Hawany, by przejść w tęczowym przemarszu - pomimo braku zgody władz. Po kilkuset metrach demonstracja została przerwana, media donoszą, że kilka osób zostało zatrzymanych. Aktywiści LGBT podkreślają, że i tak wydarzenie było sukcesem: dzięki mediom społecznościowym udało się zebrać sporo osób.
Ponad 100 osób przeszło kilkaset metrów jednym z hawańskich bulwarów, krzycząc
"Niech żyje różnorodna Kuba" i machając tęczowymi flagami. Demonstracja, która odbyła się bez zgody władz, została przerwana, media donoszą, że trzy osoby zostały zatrzymane. Jak podkreślają jednak biorący w niej udział aktywiści LGBT: to i tak był sukces w komunistycznym kraju.
"Media społecznościowe sprawdzają się w swojej roli, a społeczeństwo obywatelskie pokazuje coraz bardziej swoją siłę, także - że może wyjść na ulice, gdy zajdzie taka potrzeba. I rząd będzie musiał od teraz brać to pod uwagę" - mówi Maykel Gonzalez, a jego słowa cytuje FRANCE 24.
To już druga demonstracja, która odbyła się na Kubie w ostatnim miesiącu - chociaż pierwsza, dotycząca praw zwierząt, odbyła się... legalnie.Nielegalny pride odbył się po tym, gdy swoje wydarzenie odwołała organizacja
National Center for Sex Education (CENESEX), której szefową jest córka Raula Castro, Mariela. CENESEX wydał oświadczenie, z którego się dowiadujemy, że wydarzenie miało zostać "wykorzystane politycznie". Organizacja nazwała też "alternatywny" marsz... "prowokacją".
Przypomnijmy, że Mariela Castro jest działaczką na rzecz praw osób LGBTQ, a także główną postacią postulującą wprowadzenie równości małżeńskiej na Kubie.W maju zeszłego roku obiecała, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by podczas reform tematy związane z prawami osób LGBTQ nie zostały pominięte.
(md)