"Nasze dzieci nie są wrogami publicznymi"
Stowarzyszenie My, Rodzice, które zrzesza rodziców osób LGBT, napisało do Jarosława Kaczyńskiego list otwarty, który - jak przyznaje członkini zarządu stowarzyszenia - jest "aktem rozpaczy". Rodzice piszą: "Prawa obywatelskie naszych dzieci nie są 'zachodnim nowinkarstwem', przemijającą modą. To są żywi ludzie, którzy mają, jak każdy, jedną szansę na życie. A to życie można zniszczyć pomówieniem i złym słowem".
My, Rodzice to stowarzyszenie zrzeszające rodziców osób LGBTQIA. Członkinie i członkowie grupy napisali
list otwarty skierowany do Jarosława Kaczyńskiego - to odpowiedź na słowa prezesa Prawa i Sprawiedliwości podczas niedawnej konwencji partii w Jasionce koło Rzeszowa, gdzie stwierdził, że Deklaracja LGBT+ oznacza "seksualizację dzieci".
List rozpoczęli słowami: "
Z wielkim zaniepokojeniem i smutkiem odebraliśmy Pana deklaracje, dotyczące zwalczania tzw. ideologii gender i zagrożeń dla polskich rodzin, jakie niesie ze sobą obecność osób LGBT".
Dalej pisali: "Nasze dzieci są, tak samo jak my, obywatelami Polski, są mniejszością w społeczeństwie. Są sensem i największą wartością naszego życia".
Zwrócili też uwagę na upolitycznienie istnienia osób LGBT: "Obecność osób LGBT w społeczeństwie została fałszywie zideologizowana. Przypisuje się im cechy wrogie dla społeczności i traktuje jak zagrożenie. Ale to nie nasze dzieci są zagrożeniem, tylko narracja, której Pan również ulega, Panie Prezesie, a odbieramy ją bardzo osobiście i bardzo dotkliwie".
Dodali: "Narracja wrogości i niechęci w stosunku do osób LGBT wytrąca nam wszystkie argumenty wychowawcze, obnaża hipokryzję społeczeństwa i państwa, legitymizuje niesprawiedliwość i przemoc. Mamy nadzieję, że nie będzie Pan budował chwilowego sukcesu politycznego kosztem bezpieczeństwa naszych dzieci".
Dalej czytamy: "Prawa obywatelskie naszych dzieci nie są 'zachodnim nowinkarstwem', przemijającą modą. To są żywi ludzie, którzy mają, jak każdy, jedną szansę na życie. A to życie można zniszczyć pomówieniem i złym słowem. Nie godzimy się na traktowanie naszych dzieci jak społecznych wrogów. Wszystkie prawa, wynikające z zapisów konstytucyjnych, mówiące o równości, są również naszymi prawami".
List zakończyli słowami: "Wierzymy że właściwie oceni Pan szkodliwość budowania atmosfery bezpodstawnej niechęci i nienawiści i do walki z nimi skieruje Pan aparat państwa, jako ze zjawiskami niebezpiecznymi. Że nasze dzieci nie będą cierpiały z powodu wykluczenia . Że my, jako rodzice, nie będziemy zmuszeni do obserwowania, jak instytucje państwa spychają nasze dzieci na margines życia społecznego, odbierając im prawa i godność, podważając tym naszą pracę i wysiłki wychowawcze. Że nie będziemy świadkami ucieczek naszych dobrze wykształconych i starannie wychowanych dzieci za granicę, bo nasza Ojczyzna, budowana wysiłkiem wielu pokoleń przodków i nasze wspólne dobro, jest dla nich krajem nieprzyjaznym".
Członkini zarządu My, Rodzice, Ewa Miastkowska, w rozmowie z TOK.fm wyznała, że list jest "aktem rozpaczy": "Ponieważ to, co się teraz dzieje w naszym kraju, jest dla nas naprawdę przerażające i niebezpieczne. (...) Ostatnie słowa [Kaczyńskiego] świadczące o tym, że bezpieczeństwo naszych dzieci i rodzin będzie składane na ołtarzu kampanii wyborczej PiS, to jest przerażające".
Miastkowska dodała też, że nie liczy na zmianę podejścia prezesa PiS-u, a raczej na uświadomienie społeczeństwa: "Liczę właśnie na państwa, na obywateli, że zrozumieją, iż to [co robi Kaczyński] jest kompletnie irracjonalne. Nasze dzieci nie są wrogami publicznymi. To normalni ludzie, pragnący żyć spokojnie swoim życiem, pracować, kochać, mieć przyjaciół".
Cały list możecie przeczytać poniżej:
(ab)
BRAWO ! POPIERAMY ! DZIĘKUJEMY !
Ech, gdyby wszyscy rodzice tacy jak wy byli...
http://rynekprawniczy.pl/2019/03/14/powstala-pierwsz(...)ria-lgbt
przykre jest to, że nie każdy może liczyć na wsparcie i waleczność swoich rodziców.