Kiedy usłyszymy podobne deklaracje od polskich gwiazd?
Za niecały miesiąc w USA odbędą się wybory do Kongresu, Senatu, Izby Reprezentantów oraz rządów poszczególnych stanów. W Ameryce fakt, że celebryci opowiadają się publicznie za daną partią polityczną jest już właściwie na porządku dziennym i większe kontrowersje wywołuje gwiazda, która na ten temat milczy - tak jak do tej pory robiła to Taylor Swift. Teraz jednak piosenkarka postanowiła zabrać głos.
Zaangażowanie amerykańskich gwiazd w politykę nie jest niczym nowym i można je w zasadzie nazwać już celebryckim ruchem, realizowanym samodzielnie przez zainteresowanych bądź będącym częścią innych inicjatyw m.in. Rock The Vote. Bardzo często nie są to działania neutralne politycznie - gwiazdy przy okazji np. wyborów prezydenckich opowiadają się za konkretnym kandydatem, uczestniczą w kwestach na jego rzecz, występują podczas oficjalnych uroczystości. Mimo tego, że działalność polityczna celebrytów wydaje się już zupełnie naturalna, wciąż jest to dla ich fanów decyzja kontrowersyjna, a promowanie opcji politycznej, która nie przypadnie do gustu wielbicielom, może skończyć się bojkotem.
Jedną z niewielu prominentnych postaci amerykańskiego show-biznesu, która do tej pory milczała w kwestiach politycznych, była Taylor Swift. Niema postawa piosenkarki podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2016 w USA była mocno krytykowana przez amerykańskich dziennikarzy, swoje niezadowolenie manifestowali też jej fani - szczególnie ci będący przedstawicielami mniejszości. Gwiazda postanowiła w końcu przerwać milczenie i to na niespełna miesiąc przed tzw. midterm elections w Ameryce. Swift zamieściła na Instagramie post, w którym nie tylko poparła konkretnych kandydatów, ale przede wszystkim podkreśliła wartości, którymi kierowała się przy swoim wyborze.
"W przeszłości niechętnie wypowiadałam się o polityce, ale z uwagi na wydarzenia, które miały miejsce w moim życiu i na świecie przez ostatnie 2 lata, zmieniłam do tego swój stosunek. Zawsze oddawałam i będę oddawać swój głos na kandydatów, którzy będą chronić i walczyć o prawa człowieka, na które wszyscy w tym kraju zasługujemy. Wierzę w prawa dla społeczności LGBTQoraz w to, że każda forma dyskryminacji ze względu na orientację seksualną czy płeć jest czymś złym. Wierzę w to, że systemowy rasizm, który wciąż widzimy w stosunku do osób o innym kolorze skóry, jest przerażający, chory i powszechny. Nie mogę zagłosować na kogoś, kto nie będzie walczył o godność wszystkich Amerykanów, niezależnie od ich koloru skóry, płci czy tego, kogo kochają" - napisała w obszernym poście wokalistka.
Swift zachęciła również osoby, które właśnie ukończyły 18. rok życia, do czynnego udziału w wyborach. Wydawałoby się, że to mimo wszystko symboliczny gest, ale biorąc pod uwagę, że na samym Instagramie piosenkarkę śledzi ponad 100 milionów użytkowników, a duża część z nich jest właśnie w tym przedziale wiekowym, może mieć to spory wpływ na wyniki wyborów.
Każde takie zachowanie ze strony amerykańskich gwiazd każe nam zastanowić się nad analogiczną sytuacją w naszym kraju, gdzie osoby publiczne uciekają od polityki, a głos wciąż zabiera garstka - zawsze tych samych - celebrytów. Czy doczekamy się czasów, w których polska gwiazda zadeklaruje, że odda swój głos tylko na kandydatów, którzy opowiadają się za równością?
Czy doczekamy się czasów, w których polska gwiazda zadeklaruje, że odda swój głos tylko na kandydatów, którzy opowiadają się za równością?
Nie, ponieważ my mamy najwyżej gwiazdki, znacznie bliższe przeciętnemu obywatelowi i niestanowiące autorytetów moralnych (co samo w sobie nie jest niczym zdrożnym). Sojuszników już mamy, reszta ma prawo do zachowywania swoich opinii dla siebie – bo też nikt specjalnie nie chce ich słyszeć.
Według mnie powinna to być indywidualna kwestia; jeśli ktoś chce się angażować w politykę to jest to jego sprawa. Oczekiwanie tego i krytykowanie że tego nie robi jest nie w porządku według mnie.
No niby tak,ale jesli ktoś ma olbrzymi wpływ na ludzi i czerpie z tego korzyści,publikuje swoje przemyślenia w mediach spolecznosciowych to musi sie liczyc z tym ,że będzie traktowany praktycznie jak polityk.
Według mnie powinna to być indywidualna kwestia; jeśli ktoś chce się angażować w politykę to jest to jego sprawa. Oczekiwanie tego i krytykowanie że tego nie robi jest nie w porządku według mnie.
Nie, ponieważ my mamy najwyżej gwiazdki, znacznie bliższe przeciętnemu obywatelowi i niestanowiące autorytetów moralnych (co samo w sobie nie jest niczym zdrożnym). Sojuszników już mamy, reszta ma prawo do zachowywania swoich opinii dla siebie – bo też nikt specjalnie nie chce ich słyszeć.