89-letni James Ivory, który za "Tamte dni, tamte noce" otrzymał Oscara, przyznaje w rozmowie z "Guardianem", że w filmie powinno być więcej nagości. I zarzuca reżyserowi, Luce Guadagnino, mówienie bzdur o "świadomej decyzji estetycznej". No dobra, kto by chciał zobaczyć Armiego Hammera bez... pościeli?
Chociaż film "Tamte dni, tamte noce" już miał swoje kinowe premiery, ciągle o nim głośno. Ostatnio -
z powodu wycofania tytułu z festiwalu filmowego w Pekinie. Już wiemy, że nie stało się to z powodu nagości, a gejowskiego wątku.
Jak się okazuje -
tej pierwszej w pierwotnym scenariuszu miało być dużo więcej. 89-letni James Ivory, który za swoją pracę nad książką
André Acimana otrzymał w tym
roku Oscara, skarży się w rozmowie z "Guardianem", że
przed lub po scenie seksu powinna być naturalna nagość.
"Gdy ludzie przechadzają się przed lub po uprawianiem miłości i są dekoracyjnie zakryci pościelą, to dla mnie zawsze było nieszczere. Nigdy tego nie lubiłem" - mówi reżyser i scenarzysta.
To, że nagości w filmie ostatecznie nie ma było prawdopodobnie negocjowane przez aktorów. "Więc, gdy Luca mówi, że nigdy o nagości nie myślał - to jest totalnie nieprawda" - dodaje Ivory. "Siedzieliśmy w tym pokoju co teraz i rozmawialiśmy, jak to ma wyglądać. Gdy mówi więc, że brak nagości to świadoma estetyczna decyzja - to dla mnie są bzdury" - opowiada scenarzysta.
Całą rozmowę można przeczytać
na stronie "Guardiana" (w której mówi też dużo o swoim związku z Ismailem Merchantem), a my zachęcamy do zapoznania się z recenzją filmu Łukasza Maciejewskiego.
(md)
Za to nie za bardzo rozumiem problemu scenarzysty. Ostatecznie to nie on ma pokazać swoje ciało zarówno przed widzami, jak i przed ekipą na planie, a wydaje mi się, że taki negliż może być co najmniej niekomfortowy.
Rzeczwiście marnie skończył Oskara mu dali, tak pisze w artykule...
Rzeczywiście, w artykule jest napisane, że dostał. No i co z tego? Oskar to chyba antyrekomendacja. Przynajmniej dla ludzi myślących.
Rzeczwiście marnie skończył Oskara mu dali, tak pisze w artykule...
To zależy. Niektórym się podobało, że to nie była gejowska wersja "50 shits of grey".