logo Queer.pl Dawniej Innastrona.pl
23.01.2018    STARTSKLEPKONTAKT

...
42
1
20

Dziś premiera książki "Tamte dni, tamte noce"

Przeczytaj fragment, weź udział w konkursie

Dodano: 12.01.2018, Aktualizacja: 12.01.2018

Pod koniec stycznia kinowa premiera "Tamte dni, tamte noce", a dziś - polskiego wydania książki, na podstawie której powstał chwalony film Luki Guadagnino. Zapraszamy Was do przeczytania fragmentu dzieła André Acimana. I do wzięcia udziału w konkursie - czeka kilka egzemplarzy książki!

Nakładem wydawnictwa Poradnia K 12 stycznia 2018 roku, dwa tygodnie przed polską premierą kinową filmu w reżyserii Luki Guadagnino, premierę ma książka André Acimana, "Tamte dni, tamte noce".

Film miał światową premierę na festiwalu w Sundance rok temu i był wielokrotnie nominowany do prestiżowych nagród. Jest także wymieniany wśród najpoważniejszych kandydatów do Oscara, przede wszystkim za najlepszy film, scenariusz adaptowany autorstwa Jamesa Ivory’ego i główne role męskie. 

"Tamte dni, tamte noce" ("Call Me by Your Name") to historia nagłego i intensywnego romansu między dorastającym chłopcem a gościem jego rodziców w letnim domu we Włoszech. Obaj są zaskoczeni wzajemnym zauroczeniem i początkowo każdy z nich udaje obojętność. Ale w miarę jak mijają kolejne niespokojne letnie tygodnie, ujawniają się ukryte emocje: obsesja i strach, fascynacja i pożądanie, a ich namiętność przybiera na sile. Niespełna sześciotygodniowy romans jest doświadczeniem, które naznacza ich na całe życie.  Na Rivierze i podczas namiętnego wieczoru w Rzymie odkrywają coś, czego boją się już nigdy nie znaleźć: totalną bliskość.

Zapraszamy do lektury fragmentu książki! I do udziału w konkursie na dole strony.

---

Najlepsze chwile były po południu. Po obiedzie, kiedy poda­wano kawę, szedłem do siebie na sjestę. Kiedy obiadowi goście sobie poszli albo odpoczywali w domku gościnnym, mój ojciec albo udawał się do gabinetu, albo ucinał sobie drzemkę razem z moją matką. O drugiej po południu na dom albo wręcz na cały świat spływała intensywna cisza, od czasu do czasu zakłócana przez gruchanie gołębi bądź odgłosy młotka Anchise, który
naprawiał narzędzia, usiłując nie narobić zbyt wiele hałasu. Lubiłem słuchać, jak Anchise pracuje po południu i nawet jeżeli jego okazjonalne stukanie czy piłowanie mnie obudziło albo kiedy ostrzyciel noży w każde środowe popołudnie włączał swój kamień szlifierski, czułem się równie wypoczęty i pogo­dzony ze światem, jak wiele lat później po usłyszeniu odległej syreny przeciwmgielnej koło przylądka Cod w środku nocy. Oliver otwierał po południu okna i okiennice, żeby od życia zewnętrznego oddzielały nas tylko firanki, ponieważ byłoby „zbrodnią” zasłaniać tyle słońca i taki krajobraz, zwłaszcza jeśli nie ma się go na co dzień, powiedział. Pofałdowane pola w dolinie prowadzącej na wzgórza zdawały się wisieć w zielo­nej mgiełce: słoneczniki, winorośl, płachetki lawendy i przy­sadziste, niepozorne drzewka oliwne przygarbione jak sękate, leciwe strachy na wróble zaglądające w nasze okna, kiedy leżeliśmy nadzy na naszym łóżku, pachnąc potem — jego potem, który był również moim potem — a wokół nas unosił się zapach używanego przez Mafaldę rumiankowego proszku do prania, czyli klasyczny aromat popołudniowego świata w naszym domu.

Patrzę wstecz na te dni i niczego nie żałuję. Nie żałuję ryzyka, wstydu, kompletnej krótkowzroczności. Liryczne pasma słońca, wybujała roślinność pochylająca głowy w intensywnym wczesnopopołudniowym upale, skrzypienie drewnianych podłóg albo chrobot delikatnie przesuwanej po marmurowym blacie glinianej popielniczki, która stała na moim nocnym stoliku. Wiedziałem, że nasze minuty są poli­czone, chociaż nie miałem odwagi ich liczyć, tak samo jak widziałem, w jakim kierunku to wszystko zmierza, chociaż nie miałem odwagi czytać drogowskazów. W pewnym okresie zamiast rzucać za siebie okruszki chleba, żeby oznaczyć drogę powrotną, zjadałem je. Oliver mógł się okazać skurwielem, mógł mnie zmienić albo zniszczyć, plotki i upływ czasu mogły wypatroszyć albo obrać do kości wszystko, co nas łączyło. Może zatęsknię za tymi dniami, a może będę miał znacznie szczęśliwsze życie, ale tak czy owak nikt mi nie odbierze tych popołudni spędzonych w moim pokoju.

Pewnego ranka obudziłem się jednak i zobaczyłem, że nad całym B. nisko przesuwają się ciemne chmury. Wiedziałem, czego to zwiastun: jesień była tuż za rogiem.

Kilka godzin później niebo się rozchmurzyło. Pogoda chciała się chyba zrehabilitować za poranny chuligański wybryk, ponie­waż usunęła z naszego życia wszelkie sugestie jesieni i spre­zentowała nam jeden z najprzyjemniejszych dni lata. Wziąłem sobie jednak do serca to ostrzeżenie na takiej samej zasadzie, na jakiej przysięgli uwzględniają nawet te dowody, które sędzia uznał za niedopuszczalne i kazał wykreślić z protokołu. Nagle zrozumiałem, że żyjemy na kredyt, że czas zawsze jest poży­czony, że firma pożyczkowa domaga się jego spłaty dokładnie w tym momencie, kiedy jesteśmy na to najmniej przygotowani  i potrzebujemy pożyczyć go jeszcze więcej. Zacząłem pstrykać w głowie fotki Olivera, podnosiłem okruszki chleba, które spa­dły z naszego stołu i gromadziłem je w mojej kryjówce, a także  wstydząc się tego, sporządzałem listy: skała, plener Moneta, łóżko, odgłos popielniczki. Skała, plener Moneta, łóżko… Żałowałem, że nie jestem jak ci żołnierze na filmach, którzy uciekają przed ostrzałem i rzucają na ziemię karabiny, jakby już nigdy nie mieli ich użyć, albo jak uciekinierzy na pustyni, którzy zamiast wydzielać sobie porcje wody z bukłaka, ulegają pragnieniu, wypijają wszystko naraz i rzucają bukłak za siebie. Ja chomikowałem małe rzeczy, aby w czekających mnie chu­dych dniach przebłyski z przeszłości przyniosły mi trochę jej ciepła. Z wahaniem zacząłem okradać teraźniejszość, żeby mieć z czego spłacać długi, które nieuchronnie czekały mnie w przy­szłości. Miałem świadomość, że jest to taka sama zbrodnia jak zamykanie okiennic w słoneczne popołudnia. Ale wiedziałem również, że przewidywanie najgorszego scenariusza to najlep­szy sposób na zapobiegnięcie mu.

Kiedy pewnego wieczoru poszliśmy na spacer i powiedział mi, że niedługo wraca do domu, uzmysłowiłem sobie, jak daremna była moja rzekoma dalekowzroczność. Bomby nigdy nie spadają dwa razy na ten sam cel; ta bomba, mimo wszyst­kich moich prewencyjnych działań, trafiła dokładnie w moją kryjówkę.

Oliver odlatywał do Stanów Zjednoczonych w drugim tygodniu sierpnia. Na początku tego miesiąca powiedział, że chce spędzić kilka dni w Rzymie i wykorzystać ten czas na dopracowanie ostatecznej wersji maszynopisu razem ze swoim włoskim wydawcą. Potem poleci bezpośrednio do domu. Chciałbym do niego dołączyć?

Oczywiście, odparłem. Nie powinienem najpierw zapytać rodziców? Nie trzeba, nigdy mi niczego nie zabraniają. Tak, ale nie mieliby…? Nie mieliby. Usłyszawszy, że Oliver wyjeżdża wcześniej, niż zapowiadał, i spędzi kilka dni w Rzymie, moja matka spytała ojca, czy mogę mu towarzyszyć — oczywiście za zgodą „il kaiboya”. Ojciec nie miał nic przeciwko temu.

Mama pomogła mi się spakować. Mogę potrzebować mary­narki na wypadek gdyby wydawca zaprosił nas na kolację, zasugerowała. „Nie będzie żadnych kolacji. Poza tym dlaczego mieliby mnie też zaprosić?” Mimo to uważała, że powinienem zabrać marynarkę. Chciałem wziąć plecak, podróżować tak jak wszyscy moi rówieśnicy. „Jak chcesz”, skomentowała. Mimo to pomogła mi opróżnić i ponownie spakować torbę, kiedy stało się oczywiste, że nie starczy miejsca na wszystko, co chcia­łem zabrać. Wyjeżdżasz tylko na dwa albo trzy dni. Ani Oliver, ani ja nie wyrażaliśmy się zbyt precyzyjnie na temat naszych ostatnich wspólnych dni. Mama nigdy się nie dowiedziała, jak bardzo mnie dotknęło to jej „dwa albo trzy dni”. „Wiemy, w jakim hotelu się zatrzymamy?”, spytała. W penzione takim a takim. Nigdy o nim nie słyszała, ale co ona tam wie. Ojciec się obruszył — to on zarezerwował dla nas ten pensjonat. „W ramach prezentu”, powiedział.

Oliver nie tylko spakował swój worek marynarski, ale w dniu, w którym mieliśmy wsiąść w direttissimo do Rzymu, wyjął swoją walizkę i postawił ją dokładnie w tym samym miejscu, w którym opuściłem ją na podłogę jego pokoju w dniu jego przyjazdu. Przewinąłem wtedy film do momentu, kiedy odzy­skam swój pokój. Teraz zadawałem sobie pytanie, czego gotów byłbym się wyrzec, gdybym tylko mógł przewinąć wszystko do tyłu, do tego popołudnia pod koniec czerwca, kiedy zabrałem Olivera na obowiązkową rundę po naszej posiadłości i od jed­nego do drugiego zaczęliśmy się zbliżać do spalonego przez słońce pustego terenu koło porzuconych torów kolejowych, gdzie otrzymałem pierwszą z niezliczonych dawek „później”. Każdy mój rówieśnik zdecydowanie wolałby się przespać niż wlec na tyły naszego majątku w tak upalny dzień. Najwyraźniej już wtedy wiedziałem, co robię.

Symetria tego wszystkiego, a może porządek w opróżnio­nym, jakby splądrowanym pokoju Olivera, ścisnęły mnie za gardło.

Przypominał mi nie tyle pokój hotelowy, w którym czekasz na portiera, żeby zabrał twoje rzeczy na dół po kończącym się zbyt szybko wspaniałym pobycie, ile salę szpitalną w sytu­acji, kiedy twoje rzeczy zostały już spakowane, a następny pacjent, który zapewne znajduje się na progu śmierci, czeka w izbie przyjęć na puste łóżko, tak samo jak ty czekałeś tydzień wcześniej.

Była to próba generalna przed naszym ostatecznym rozsta­niem — jak ostatnie spojrzenie na człowieka pod respiratorem, który za dwa dni zostanie odłączony.

Cieszyłem się, że mój pokój do mnie powróci, a w obecnie przeze mnie zajmowanym ponownie rozgości się mój brat, jak tylko przyjedzie z Azji. W moim/jego pokoju łatwiej będzie pamiętać nasze noce, myślałem.

Albo nie, lepiej zatrzymać mój obecny pokój. Wtedy przy­najmniej będę mógł udawać, że Oliver nadal jest w swoim pokoju, a jeśli go tam nie ma, to dlatego, że nadal wychodzi z domu równie często jak w te wieczory, kiedy liczyłem minuty, godziny, odgłosy.

Otworzyłem jego szafę i zauważyłem, że zostawił kąpie­lówki, majtki, spodnie i czystą koszulę. Rozpoznałem ją. Ta wydęta. Rozpoznałem też kąpielówki. Czerwone. Chciał w nich pójść na ostatnie poranne pływanie.

— Te kąpielówki… — powiedziałem po zamknięciu drzwi szafy.

— Tak?

— Powiem ci w pociągu. — Powiedziałem mu jednak od razu. — Obiecaj, że mi je zostawisz.

— To wszystko?

— Noś je dzisiaj dużo — i nie idź w nich pływać.

— Chore i pokręcone.

— Chore, pokręcone i bardzo, bardzo smutne.

Nigdy cię takiego nie widziałem.

— Chcę też wydętą koszulę. I espadryle. I okulary przeciw­słoneczne. I ciebie.

W pociągu powiedziałem mu o dniu, kiedy myślałem, że się utopił, ja zaś postanowiłem poprosić ojca, żeby skrzyknął jak najwięcej rybaków na poszukiwania, a po znalezieniu Olivera mieli rozpalić na brzegu stos pogrzebowy, po czym ja wziął­bym z kuchni nóż Mafaldy i wykroił jego serce, ponieważ serce i koszula Olivera byłyby wszystkim, co by mi w życiu pozo­stało. Serce i koszula. Jego serce zawinięte w mokrą koszulę — jak ryba Anchise.

André Aciman, "Tamte dni, tamte noce" (Call me by your name), tłum. Tomasz Bieroń, wydawnictwo Poradnia K, styczeń 2018.

Z okazji premiery książki w Polsce mamy dla Was kilka egzemplarzy "Tamtych dni, tamtych nocy" od wydawnictwa Poradnia K. Co trzeba zrobić? W kilku zdaniach napiszcie w komentarzu o swoim największym młodzieńczym, wakacyjnym zauroczeniu. Na Wasze komentarze czekamy do 26 stycznia. Ze zwycięzcami skontaktujemy się poprzez wiadomość na portalu.
Redakcja Queer.pl Autor: Redakcja Queer.pl Pierwszy polski portal ludzi LGBT Pierwszy polski portal przeznaczony dla osób LGBT, założony w 1996 roku.

PODZIEL SIĘ
KOMENTARZE (20)
Komentuj Komentuj HEJT STOP!
Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Zło... (18) Wałbrzych 17.01.2018 9:14
Pewnego razu przeglądając portal ask wyskoczył mi profil pewnej dziewczyny(bede ja nazywac M), zaczelam go czytać, zdawala sie być bardzo wartościową osoba. Napisalam do niej. W szybkim czasie sie zaprzyjaźnilismy. Zbliżaly sie wakacje a wraz z nimi mój wyjazd do Niemiec, okazalo sie że mogę zabrać ze sobą jedną koleżankę. Moze to trochę szalone ale postanowiłam zabrać M. Mieszkamy od siebie ok. 300km. Zgodzila sie pojechac ze mną. Spędziliśmy ze soba cudowne dwa tygodnie. Po powrocie do Polski M zapytala sie o zwiazek, oczywiscie ze sie zgodzilam. Rok później również w wakacje oświadczyła mi sie i nasze "wakacyjne zauroczenie" trwa do dzis.
Teraz staramy sie o wspólne mieszkanie.
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Mei (?) 17.01.2018 9:05
Poznałam ja przez internet, po kilku dniach pisania okazalo sie ze mieszkamy w tym samym miescie i chodzimy do jednego gimnazjum.
Postanowiliśmy sie spotkać.
Miedzy nami coś zaiskrzylo ale obie byłyśmy się przed soba przyznać.
W pewnym momencie naszej znajomości postanowiłam sie jej zapytac czy będzie ze mna w związku zgodzila się ale niestety związek wraz z końcem wakacji sie skończył.
Ja poszlam do szkoly średniej jej zostal rok gimnazjum nie mieliśmy czasu na spotkania i urok prysl. Niestety nie mam z nia kontaktu juz, ale nadal jest dla mnie bardzo wazna osobą i zawsze moze do mnie zadzwonić i sie wygadać.
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Kachaaa99 (18) Legionowo 15.01.2018 17:21
Poznalismy sie 7 lat temu jako dzieci i strasznie sie nie lubilismy. Co roku przyjeżdżała na wakacje do mojej przyjaciółki bo była jej kuzynką, ale nigdy sie nie spotykalysmy. W te wakacje wkoncu sie przełamała i zaproponowała spotkanie. Gdy wyszła z klatki z moja przyjaciółką zamurowalo mnie. Spełnienie moich marzeń stało na przeciwko mnie. Ale wszystko szybko sie skończyło jak sie zaczelo. Nasze drogi sie rozeszły wraz z nadejściem roku szkolnego. Ale tego co razem przezylysmy nigdy nie zapomnę. I kto wie może w przyszłe wakacje znowu sie spotkamy
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
alikvere (19) Poznań 13.01.2018 19:50
Byliśmy w jednej paczce, a nigdy ze sobą szczególnie nie rozmawialiśmy. Zdawkowe cześć i przechodziliśmy do bliższych znajomych w naszym gronie. Na nic się nie zapowiadało nawet wtedy, gdy padł pomysł wspólnego wyjazdu nad morze. Kilkugodzinne tłuczenie się autobusem minęło bez większych wrażeń, chociaż pamiętam, że z przyjaciółką komentowaliśmy jego lekko wysunięty podbródek - bez żadnych podtekstów zauroczenia. Później, wiadomo, pole namiotowe, rozstawianie, śpiwory, delikatny rozgardiasz, ale w końcu udało nam się trafić na plażę. Nadal zero śladów zainteresowania jednego drugim. Jakiś czas później trochę zmęczył mnie hałas naszej grupki, więc wstałem i powiedziałem im, że idę się przejść wzdłuż brzegu. Nie zaszedłem daleko, a podbiegł on. Od dawna z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze. Szybko, choć szczerze mówiąc nie pamiętam jak, przeszliśmy na osobiste tematy. A od tego niedaleko nam było do owego zauroczenia. Pierwszego i dla mnie, i dla niego. Spaliśmy w jednym namiocie, obaj przeżyliśmy swój pierwszy pocałunek. W drodze powrotnej trzymaliśmy się za ręce w autobusie. Było jedno małe "ale". Był wychowany w bardzo religijnej rodzinie. Wiedziałem od początku, ale nie spodziewałem się, że religia wygra. Nie trwało to długo, muszę przyznać. W kilka dni po powrocie wszystko się urwało. Dość długo nie mogłem się pozbierać, wiadomo, pierwsza miłość i pierwsze rozstanie. Ale nie obwiniam go. Tak wyszło. Ot, historia zwykłego chłopaka, której nikt nie przewidział.
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Łukasz   dodane przez Facebooka 13.01.2018 9:21
Lato 1997 nad polskim morzem. Do niczego seksualnego nie doszło, ale wszystko było takie... zmysłowe, piękne i romantyczne! Dziękuję Ci, że wtedy pojawiłeś się w moim życiu, J. Ł. S.!
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
SmalltownBoy (27) Gdynia 13.01.2018 0:51
Upalne lato, zwiedzanie Tel Awiwu, długie rozmowy do rana, nagie kąpiele w morzu.. trudno w takich warunkach nie natknąć się na kogoś wyjątkowego. Poznaliśmy się przez znajomych. Na początku rzucaliśmy sobie nieśmiałe spojrzenia.. potem już nikt nas nie musiał nakłaniać do tańca czy wspólnych żartów. Emocje były tak intensywne jak gorący piasek, po którym razem spacerowaliśmy. Zaprosił mnie na kolację do swojej ulubionej restauracji. Chyba nigdy wcześniej nie czułem się tak naturalnie w towarzystwie drugiego faceta. Różniliśmy się wyglądem, pochodzeniem, kulturą.. a mimo to byliśmy bardzo podobni do siebie. Myślę, że nigdy nie zapomnę tamtych wakacji.. nigdy nie zapomnę jego =)
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Zakochanawgeju (?) 12.01.2018 20:23
Jak co roku pojechalam nad morze. Pewnego wieczoru zobaczyłam jak na plazy jakis chlopak robi rozne pokazy. Uśmiechałam się i w sumie krylam za ludzmi, ktorzy obserwowali wydarzenie. Chlopak zaprosil mnie abym spróbowała wystąpić z nim. Skusiłam sie, bardzo dobrze sie rozumieliśmy kiedy tłumaczył mi co mam robic - to nasz pierwszy kontakt. Po występie zaczelismy rozmawiac i szliśmy brzegiem morza. Tak minela cała noc kiedy musialam wracac do ośrodka na posilek. Umówiliśmy sie wiec na nastepny dzien. Teraz juz spędzaliśmy każdy dzien razem, chodziliśmy za reke, śmialiśmy sie, wyglupialismy, zwierzalismy sobie. Stal mi sie bardzo bliski, myslalam ze ja jemu tez. 2 dni przed moim wyjazdem powiedział ze czeka na przyjazd kogoś bliskiego i starsznie bedzie za mna tęsknił. Pomyslalam ze to ktoś z rodziny, ale sytuacja mnie zwaliła z nog kiedy następnego dnia zadzwonil, ze chce sie spotkać bo musi mnie z kims poznac. Polecialam z usmiechem na twarzy,ze znowu go zobacze. I tu bylo zaskoczenie,poniewaz obok stal chlopak i padly slowa 'to jest moja kolezanka,bardzo mi pomogla kiedy Ciebie nie bylo,a to jest moj chlopak , z ktorym jestem od 3 miesiecy.poznajcie sie'. Zabolalo,ale udawalam ,ze wszystko jest ok. Szybko sie zmylam aby ochłonąć. Wieczorem spotkaliśmy sie sami, poprosił o to. Zauważył, ze jednak nie wszystko bylo wcześniej wporzadku i chciał porozmawiać. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, jego chłopak okazal sie tak samo szalony jak on. Kontakt jako przyjaciele nadal mamy w 3 mimo, ze oni juz razem nie są. Przy kazdym spotkaniu budzą sie ponowne uczucia do chlopaka z plazy, ale teraz staram sie juz traktować go 'czysto' jak przyjaciela tylko.
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Slawomir   dodane przez Facebooka 12.01.2018 20:14
Film jest przecudny. Na ponad dwie godziny można się przenieść do krainy zmysłów w upalnej Italii i czuć zapach, dotyk, smak każdej zmysłowej sceny. Gorąco polecam!!!
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 2
brokenhearted (23) OP 12.01.2018 20:06
Moim największym młodzieńczym wakacyjnym zauroczeniem była dziewczyna, którą poznałam dzięki mojej pasji pisania. Wówczas byłam autorką blogów z opowiadaniami dla młodzieży, a z racji tego, że sama byłam w tym wieku, miałam wrażenie, że wiem, czego brakuje nastolatkom, o czym chcą czytać i czego pragną doświadczyć. Maja komentowała moje rozdziały regularnie, zawsze była wierną czytelniczką, a jej reakcje na moją twórczość dawały mi kopa do działania. Jakimś dziwnym trafem, przez masę nieprzespanych nocy, rozmowy, wspieranie się nawzajem, zaprzyjaźniłyśmy się i właśnie na wakacje zaplanowałyśmy nasze pierwsze spotkanie. Nie mogłam uwierzyć w to, że spotkam kogoś z Internetu i w dodatku osobę, która stała się mi bliższa, niż wszyscy inni. To była przyjaźń, o której można marzyć…. dopóki się nie spotkałyśmy. Wtedy po raz pierwszy przyznałam sobie w duchu, że Ona znaczy dla mnie coś więcej. Moje zauroczenie trzymałam w tajemnicy dosyć długo, nie wiedziałam, jak to powiedzieć, od czego zacząć, jak wytłumaczyć, to co się ze mną dzieje, więc...napisałam list. Mój pierwszy list miłosny. Można powiedzieć, że wtedy machina ruszyła, Maja zaczęła kwestionować swoją orientację (mówiła, że to z mojego powodu, że wszystko jej zburzyłam, ale to były pozytywne emocje). Wakacje były cudowne…jak i nasze uczucia. Potem wszystko się urwało i byłam pewna, że nic już się nie zmieni. Zmieniło :) po długim czasie odzyskałyśmy kontakt, a uczucie wróciło.

Rzadko się zdarza, że takie historie kończą się happy endem, nasz happy end trwał bardzo długo. Z wielką tęsknotą wspominam tamte chwile(bo dziś ponownie jesteśmy bez kontaktu z totalnie błahych i absurdalnych powodów), ale wciąż wierzę, że jest moją bratnią duszą i że nasze drogi się zejdą pewnego dnia.

Ot, takie zauroczenie, które przerodziło się w bardzo silne uczucie, na które patrzę z sentymentem.
Pozdrawiam
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0
Zagubionawzyciu (21) Radom 12.01.2018 18:52
Hmm największe młodzieńcze zauroczenie hm hm hm
Pamiętam to było w 2015 roku jakoś tak maj/czerwiec. Byłam na imprezie ze znajomymi. Podeszła do mnie pewna x i tak zaczęła się nasza przygoda. Dużo rozmowy,śmiechów i wygłupów. Wymieniłyśmy się numerami telefonu i po dwóch dniach zaprosiła mnie do siebie ponieważ miała wolny dom. Spędziłam tam chyba jeden z lepszym momentów mojego życia.
Wtedy nie wiedziałam (może się to wydawać dziwne-jak to nie wiedziałaś jak nazwać swoją orientację) że impreza może obudzić we mnie biseksualizm.
Razem z panią x spędziłam najlepszy rok. Lecz niestety wszystko co dobre szybko się kończy i po roku dostała propozycje pracy za granicą a ja nie miałam możliwości z nią jechać więc nasza miłość się skończyła lecz nadal ma ważne miejsce w moim serduszku.
Trochę takie masło maślane ale ciężko jest opisać pierwszą milosc/zauroczenie do osoby tej samej płci. Ludzie którzy żyją w częściowej szafie na pewno wiedzą o co mi chodzi :)
WYRÓŻNIONY cytuj zgłoś 0

Zapisz Zapisz stronę Magazyn+ Magazyn Pełny ekran Pełny ekran
REKLAMA
REKLAMA

© 1996-2018 Prawa autorskie zastrzeżone, ISSN 2299-9019
666
Bądź queer na facebooku