Pierwszy taki przypadek na świecie
Niecały rok mieszkańcy Bermudów mogli cieszyć się równością małżeńską. Tamtejszy parlament zdecydował się o zastąpieniu małżeństw jednopłciowych po prostu związkami partnerskimi. W ten sposób Bermudy, jako pierwszy kraj na świecie, stały się miejscem, gdzie wycofano się z progresywnego prawodawstwa.
John Rankin, gubernator wysp, podpisał wczoraj prawo, które znosi małżeństwa jednopłciowe, a wprowadza w ich miejsce związki partnerskie. Powiedział przy tym, że prócz nazwy nic się nie zmienia - jednopłciowe związki partnerskie będą miały dokładnie te same przywileje, co małżeństwa. Te zawarte do tej pory pozostaną małżeństwami w świetle prawa.
Małżeństwa na Bermudach zostały wprowadzone w maju 2017 roku jako efekt orzeczenia tamtejszego sądu najwyższego. Był to wynik skargi złożonej przez Winstona Godwina i Grega DeRoche'a. Od samego początku nie podobało się to lokalnym konserwatystom. W grudniu senat przegłosował sprawę odwołania wyroku sądu, co bezpośrednio doprowadziło do tej sytuacji.
Walton Brown, minister spraw wewnętrznych, uważa, że rozróżnienie na małżeństwa i związki partnerskie to sprawa uspokojenia nastrojów społecznych i niezły "kompromis". Chris Bryant, jeden z posłów i ujawniony gej, uważa natomiast, że to rzuca cień na działania antydyskryminacyjne Wielkiej Brytanii i terytoriów od niej zależnych, oraz na troskę o równość i wolność obywateli Korony.
Bermudy skrytykowali aktywiści z całego świata - m.in. Human Rights Campaign, GLAAD, scenarzysta Peter Paige oraz Godwin i DeRoche: "To smutny dzień na Bermudach, to smutny dzień do ludzkości".
(ar)
Nie wiedziałem, że Bermudy to najnudniejsze miejsce na świecie!
Bo chyba tylko z nudów można ustawowo zmieniać nazwy nie zmieniając istoty rzeczy.
Jeżeli będziemy zapominać o podstawowym problemie, jakim jest wyzysk ekonomiczny, i będziemy ozdabiać go jedynie przy pomocy ułatwień dla wybranych, w niczym nie zmieniając alienującego wymiaru społeczno-ekonomicznego - przepowiednia może się sprawdzić.
A myśli mam może i podobne. Wczoraj rano fryzjer, potem odbiór książki "Out of the blue. Russia's hidden gay literature." Mój fryzjer o wizycie u swego syna w Londynie 35 lat temu i „kolorowych” tam widzianych, którzy skłonili go wtedy do „przepowiedni” że Anglii za 50 lat nie będzie, bo owi „obcy” mnożą się jak „myszki” (eufemizm, bo zapewne myślał: jak szczury, czy jak karaluchy). Nie po raz pierwszy wyobraziłem sobie mojego fryzjera, jak pałką morduje żydów w Wąsoszy… Chciałbym wierzyć, że taka prymitywna, plemienna moralność i ogląd świata zanika. Ale są przecież ci nowi, faszyści, konserwatyści, wyznawcy idei narodu, dla których naród to najwyższa forma organizowania się ludzi, a ludzkość i coś przed nią, to w najlepszym razie utopia. W "Out of..."ciekawe, jeszcze radzieckie, opowiadania gejowskie, jedno jak z tych przywoływanych kiedyś przez Boya. Czyżby jednak prześladowania sprzyjały? Bo dziś mamy „Lubiewo”. Opisuje to zapewne rzeczywistość, ale jaka jest tej rzeczywistości reprezentatywność? Jaka jest instruktywność dla przyszłości? To jak z filmem „Tamte dni, tamte noce”. Reklama ogromna, zwłaszcza ze strony spojonych z kapitalizmem intelektualnych wyrobników na nywie. Czy jednak tak długo można udawać, że nic się nie dzieje..?
nonsens