"Baby will be here in august" - ogłosiła na Facebooku i Twitterze Amelie Mauresmo, dodając, że jest bardzo szczęśliwa. Polskie serwisy sportowe nie kryją swojej... konsternacji: "tajemnicza sprawa" - dowiadujemy się z największych portali.
35-letnia Mauresmo jest jedną z najlepiej utytułowanych tenisistek: numerem jeden WTA w 2004 i w 2006 roku, wicemistrzynią olimpijską z Aten. Została uhonorowana tytułem Kawalera Orderu Legii Honorowej przez prezydenta Francji w 2007 roku.
Uwielbiana przez Francuzów Mauresmo wyszła z ukrycia w 1999 roku podczas Australian Open. Nie omieszkała przy tym wspomnieć o dyskryminacji, która ją spotkała (Martina Hingis nazwała ją „pół-mężczyzną”, rezygnowali sponsorzy). „Udzielałam wywiadu dla dziennika "Le Figaro" i dziennikarka chcąc napisać coś o mnie zapytała dlaczego się przeprowadziłam. Odpowiedziałam, że moja dziewczyna mieszka w St-Tropez” – mówiła Mauresmo, która pomimo coming outu bardzo ceni swoje prywatne życie.
Informację o ciąży była tenisistka, a
obecnie trenerka szkockiego tenisisty, Andy'ego Murraya, podała w mediach społecznościowych. Obok zapewnień o szczęściu znalazło się zdjęcie małych i dużych tenisówek.
Niektórych wieść o tym, że rodzina Mauresmo się powiększy wprawiła jednak w konsternację. "Sprawa jest o tyle tajemnicza, że Mauresmo nigdy nie kryła, że jest lesbijką" - podkreśla "Przegląd Sportowy", a TVN24.pl dodaje, że "Jej wyznanie wywołało konsternację w tenisowym środowisku, bo od 1999 roku nie jest tajemnicą, że Mauresmo jest lesbijką". Amerykańska stacja ESPN zastanawia się natomiast, kto będzie przygotowywał Murraya do Wimbledonu, który odbędzie się na krótko przez przyjściem dziecka na świat.
(red)
Kto Tobie coś narzuca? Wierz sobie w co chcesz, a ja będę się śmiał z czego będę chciał. W czym problem?
A to miało być śmieszne,czy zabawne?
I śmieszne, i zabawne (ale na jedno chyba wychodzi). Tłumaczenie swojej ciąży boską ingerencją jest śmieszne. A stworzenie na tym religii jest śmieszne razy cztery (czyli bardzo śmieszne).
Nie będzie mi nikt narzucał w co mogę wierzyć,a w co nie.Śmieszne (nie chce mi się sprawdzać płci) jesteś Ty,bo w nic nie wierzysz.Bez odbioru.
A to miało być śmieszne,czy zabawne?
I śmieszne, i zabawne (ale na jedno chyba wychodzi). Tłumaczenie swojej ciąży boską ingerencją jest śmieszne. A stworzenie na tym religii jest śmieszne razy cztery (czyli bardzo śmieszne).
Prawdziwe. Ludzie, którzy głoszą o tym, że jedyny dobry seks to seks bez zabezpieczeń służący prokreacji i tylko jako akt miłości - nie żadne banki spermy czy in vitro. Ale w niepokalane poczęcie wierzą...
A to miało być śmieszne,czy zabawne?
A pytasz na serio czy na poważnie?
Polska to zacofany kraj, skoro niektórzy nie wiedzą, że istnieje metoda in vitro.
A to miało być śmieszne,czy zabawne?