Książka Anny Grodzkiej, "Mam na imię Ania" od listopada w księgarniach! Z dobrych źródeł wiemy, że książka, wydana przez W.A.B. bardzo dobrze się sprzedaje.
"Mam na imię Ania" to historia Anny Grodzkiej, wieloletniej szefowej Fundacji Trans-Fuzja i pierwszej polskiej posłanki, która nie ukrywa swojej transpłciowej przeszłości.
"Czy zastanawiasz się, co to znaczy być kobietą lub mężczyzną? Co to znaczy być sobą? Czym jest wolność? Dopóki oddychasz powietrzem, nie myślisz o tym, co by było, gdyby go zabrakło. Dopóki żyjąc wśród ludzi, jesteś akceptowana i rozumiana, czujesz się jak ryba w wodzie. Ale kiedy zabraknie ci wody? Albo powietrza?" - pyta wydawnictwo, podkreślając, że "czytając historię Anny Grodzkiej staniesz przed pytaniami, jakich zazwyczaj sobie nie zadajesz. Przejdziesz, jak Alicja, na drugą stronę lustra. Będziesz uczestniczyć w fascynującej podróży".
We wtorek wieczorem w warszawskim Empiku miało odbyć się autorskie spotkanie z Anną Grodzką. Zostało zakłócone przez członków Obozu Narodowo-Radykalnego (Brygada Mazowsze), czym nie omieszkali pochwalić się w mediach społecznościowych.
Wydarzenie to z pewnością wpłynie na jeszcze większą popularność książki.(red)
Pokazałby ktoś tym pijakom gdzie ich miejsce! Biedna pani Ania musiała na to wszystko patrzeć...
A prawda lezy posrodku. EOD.
Widać są różne uniwersytety i różne etosy. Tam gdzie ja studiowałem liczyła się siła argumentu, a nie argument siły, krzyku, wrzasku.
Moje "mieszczańskie obyczaje" mówią mi, że na na uczelni należy rozmawiać, dyskutować, spierać się na argumenty, a nie wykrzykiwać swoje poglądy, zakrzykiwać innych, nie dawać dochodzić do głosu i skakać po biurku przy którym dana osoba wygłasza wykład.
Twoje mieszczanskie obyczaje sprawiaja, ze nie odrozniasz dzialalnosci zgodnej z etosem uniwersyteckim, od dzialalnosci z nia sprzecznej wykorzystujacej autorytet placowki i przyrownujesz do malp osoby, ktore jednak dostrzegaja te roznice.