"Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele homofobii, nienawiści do innych ludzi drzemie w naszym społeczeństwie" – mówi w rozmowie z portalem Onet.pl Julita Wójcik, artystka, performerka, twórczyni tęczowej instalacji, którą spalono w Warszawie 11 listopada.
W czwartek informowaliśmy, że słynna
tęcza wróci na plac Zbawiciela 1 maja 2014 roku. Do tego czasu instalacja zostanie przeniesiona do hangaru, gdzie zostanie odremontowana – zapowiedział stołeczny ratusz.
Dlaczego tęcza na placu Zbawiciela wzbudza aż tak skrajne emocje? Zdaniem Wójcik sztuka współczesna "ujawnia chowające się demony" – w tym przypadku homofobię w Polsce. "Okazuje się, że problem powszechnej akceptacji osób homoseksualnych nie został w Polsce przyjęty jako norma. A przypomnijmy, że dotyczy to obywateli polskich. Boję się sobie wyobrazić, co się będzie działo, jak w wyniku wzrostu gospodarczego napłynie do nas więcej emigrantów" – mówi Wójcik portalowi Onet.pl. Artystka podkreśla też, że jej zdaniem tęcza nie dzieli: wiele osób broniło tęczy nie tylko dlatego, że tęcza im się podobała, ale ponieważ "akceptują innych". "Wierzę, że nie był to tylko gest wsparcia dla mnie, ale akt solidarności z osobami LGBT. Bo wszyscy widzieliśmy, że ta nienawiść 11 listopada nie była kierowana pod moim adresem, ale pod adresem homoseksualistów" – dodaje.
Tęczowa instalacja w zamierzeniu jej autorki "nie ma charakteru ekskluzywnego, nie wyłącza nikogo". "Tęczowa flaga jest symbolem środowisk LGBT. Ale tęcza w perspektywie historycznej miała różne inne znaczenia. Wszystkie one miały pozytywny charakter. Liczyłam, że będzie ona do zaakceptowania dla wszystkich choć z różnych powodów. Obecnie widzę, że powoli pod wpływem wypadków, jakie mają miejsce wokół niej, zmienia się jej charakter. Oczekuje się od niej, że na wzór Obywatela Milka stanie się obywatelką Tęczą" – mówi Onetowi.
Artystce nie podobają się pomysły związane z przeniesieniem tęczy, bądź udekorowaniem jej na biało i czerwono. Zdaniem Wójcik to tworzenie strefy, w której mówienie o tolerancji jest zakazane. "Rozumiem, że będziemy tworzyć takie wolne od gejów i lesbijek strefy wokół kościołów? Ile - 500 metrów, 5 km? Czy to znaczy, że wyznaczamy ulice, na których nie mogą przebywać osoby o orientacji homoseksualnej? Jak ich oznaczymy? To są propozycje, z których wynika, że jakaś przestrzeń publiczna, plac jest uświęcona i obecność homoseksualistów na niej ją plugawi. Skoro tak, to niech powieszą na drzwiach kościołów informację "pedałom wstęp wzbroniony". I nie czarują, że istotą ich wiary jest przesłanie miłości" – reasumuje mocnymi słowami.
Cały wywiad do przeczytania na stronach Onetu.(red)
Oczywiście ,że się z Tobą nie zgodzę ,bo niby dlaczego religia , której założenia są bardzo pozytywne ,miałaby w jakiś bardzo negatywny sposób wpływać na ludzi ? Oczywiście ,że są ludzie uważający się za osoby religijne i nie stosjacy się do zasad zawartych w religii i są tacy ,którzy wykorzystują religię dla swojej korzyści , ale też jest ta ogromna większosć która stara się życ uczciwie właśnie kierując się zasadami religijnymi i takie uogólnianie biorac pod uwagę tylko tą negatywną mniejszość jest bardzo niewłaściwe.
To dobre zachowanie nie bierze się z nikąd .Jednak dziecko musi sobie przyswoić te pozytywne zasady by wyrosnać na uczciwego człowieka .
Księga Rodzaju i tęcza :)