Fredrik Reinfeldt: "Koniec z przymusową sterylizacją transseksualistów"
Premier Szwecji, Fredrik Reinfeldt, zapowiedział zniesienie prawa, które nakazuje sterylizację osób decydujących się na operację zmiany płci.
Transseksualni Szwedzi przez 38 lat byli zmuszeni podlegać ustawie, która oprócz przymusowej sterylizacji wprowadziła także wiele innych ograniczeń: wiek (ukończone 18 lat) czy stan cywilny (osoby zamężne/żonate musiały się rozwieść, jeżeli chciały poddać się operacji).
Maciej Zaremba, dziennikarz, który pod koniec lat 90. ogłosił szereg publikacji dotykających problemu sterylizacji w Szwecji, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" powiedział, że zwrócenie uwagi na dyskryminację osób transseksualnych to gra przedwyborcza: "Nagle okazało się, że wszystkie partie są za, choć wcześniej żadna nie zauważała problemu".
Zapowiedź Reinfelda padła na antenie telewizyjnej podczas debaty dotyczącej praw mniejszości seksualnych - w ubiegły weekend w Sztokholmie odbyła się parada, w której wzięło udział prawie 35 tys. osób.
W Szwecji kiedyś, w ciągu 40 lat. dzięki poglądom eugeniki, wykastrowano ponad 63 tys. osób "nieprzydatnych" i "niedostosowanych społecznie". Był to przejaw fanatyzmu na tle "czystości rasowej".
W takim razie jak można tu mówić o dokonanej operacji zmiany płci? Jeśli osoba M/K zachowa jądra i prostatę, to będzie miała niski głos , zarost na twarzy i męskie kształty ciała - testosteron wciąż będzie działał. I na odwrót z osobami K/M - bez sterylizacji (usunięcia macicy i jajników) hormony żeńskie robią swoje, więc mowa o zmianie płci jest fikcją. A z tego co wiem, to osoby transseksualne bardzo pragną zmienić płeć i skończyć z dotychczasową "powłoką cielesną". Na co więc wydawać grube pieniądze na zmianę płci, skoro będą i tak działać hormony niechcianej płci dotychczasowej?
Ciąg dalszy wyjaśnień technicznych :) a po drodze również paru innych.
"Operacja zmiany płci" to dziwny konstrukt, pod media. Odnosi się przeważnie do operacji na genitaliach, która nie jest tym, o czym wszyscy transseksualiści marzą. Społeczeństwo - ta heteroseksualna część - koncentruje się na genitaliach i albo uważa, że seks lesbijek to nie seks, bo nie dochodzi do penetracji, albo uważa, że seks gejów jest fuu, bo dochodzi do penetracji, albo uważa, że transi są kobietami (K/M)/mężczyznami (M/K), póki nie przejdą mitycznej "operacji zmiany płci", która przekształci genitalia w takie do zaakceptowania. Taki obraz trafia do mediów i w konsekwencji także do osób LGBT (tak, T również, bo wiedzę o świecie czerpią z mediów; poza tym to społeczeństwo wszczepia nienawiść do swojego ciała jako przyczyny wszystkich cierpień osoby trans).
Tymczasem leczenie polega w większości na braniu hormonów, dzięki którym osoba transseksualna nareszcie jest postrzegana przez świat tak, jak chce być postrzegana i może wyjść z domu bez narażania się na nieustanne upokorzenia. (Do tego dochodzi jeszcze trochę zabiegów, zwłaszcza u M/K, ale to już sprawa indywidualna).
Pod wpływem hormonów - nawet gdy jeszcze organizm produkuje przeciwstawne - zmienia się sylwetka, głos, rysy twarzy. Tylko z głosem jest różnie: K/M przechodzą regularną mutację, natomiast M/K dostają pewne wsparcie ze strony hormonów, ale przede wszystkim większość musi ćwiczyć. Po usunięciu jąder/jajników tych hormonów po prostu można brać mniej. Z drugiej strony, w tym momencie człowiek dożywotnio uzależnia się od przyjmowania leków - bo bez jakichś hormonów płciowych organizm po prostu wysiada.
Po jakimś czasie brania hormonów osoba transpłciowa może też zmienić płeć prawną (K/M w Polsce muszą się najpierw przeważnie poddać mastektomii), a w konsekwencji wszystkie dokumenty - i wówczas w zasadzie sprawę funkcjonowania w świecie ma załatwioną, większość stresów odpada, można wreszcie normalnie pracować, kupować alkohol, załatwiać sprawy w urzędach, odbierać przesyłki na poczcie, zdawać egzaminy, legitymować się kanarowi etc... I wtedy też można zająć się tym, co przeszkadza prywatnie (a czasami nie przeszkadza): usunięciem gonad, zmianą genitaliów.
Tymczasem w Szwecji bez sterylizacji nie było mowy o zmianie dokumentów - konsekwencje chyba łatwo sobie wyobrazić?
K/M to mężczyźni trans. M/K to kobiety trans. Tak na start. Nie chodzi o to, że jesteśmy kimś tam i chcemy być kimś innym. Chodzi o to, że jesteśmy kimś i chcemy, by inni to wiedzieli. Od samego początku K/M to mężczyzna, M/K to kobieta, a tylko powłoka cielesna mniej lub bardziej się z tym kłóci.
Zgoda, rozumiem (choć gdzieś czytałem też inaczej).
Czym innym jest sterylizacja (usunięcie macicy z przydatkami albo jąder), która jest zwyczajnie wskazana dla zdrowia i dla zmniejszenia dawek hormonów, a czym innym zmiana genitaliów (utworzenie penisa czy waginy). Na to pierwsze decyduje się dobrowolnie dużo więcej osób - nie wszyscy. Na to drugie - wiele osób się decyduje, a część z bardzo różnych, bardzo złożonych przyczyn zachowuje stare genitalia.
W takim razie jak można tu mówić o dokonanej operacji zmiany płci? Jeśli osoba M/K zachowa jądra i prostatę, to będzie miała niski głos , zarost na twarzy i męskie kształty ciała - testosteron wciąż będzie działał. I na odwrót z osobami K/M - bez sterylizacji (usunięcia macicy i jajników) hormony żeńskie robią swoje, więc mowa o zmianie płci jest fikcją. A z tego co wiem, to osoby transseksualne bardzo pragną zmienić płeć i skończyć z dotychczasową "powłoką cielesną". Na co więc wydawać grube pieniądze na zmianę płci, skoro będą i tak działać hormony niechcianej płci dotychczasowej?
Pamiętaj, że to nie jest Twoje ciało, tylko jakiejś innej osoby. Ciebie to nie dotyczy. Ty nawet tych genitaliów prawdopodobnie nie zobaczysz. Transseksualizm to bardzo skomplikowany dramat. Dużo łatwiej jest przez niego przejść, kiedy ma się wybór. Kiedy to jest "mogę poddać się sterylizacji w ramach stawania się w pełni sobą" a nie "muszę poddać się sterylizacji albo nigdy nie będę w pełni sobą". Tym bardziej, że samo poddanie się operacji to gwałt na organizmie.
Tak, wiem. Ja nie mam w życiu takich dramatycznych dylematów, najwyżej raz w roku ktoś na osiedlu rzuci za mną "pedał idzie" - ot, i wszystko.
Staram się jednak zrozumieć ludzi trans. Pewnie niektórych szczegółów nie zrozumiem nigdy. Domyślam się, że to dramat, ale życzę powodzenia - trzeba mieć nadzieję.
To prawo dotyczy osób trans, które chcą zmienić płeć. Jeśli zmieniają płeć, to znaczy że tak czy owak wysterylizować się muszą (bo sami tego chcą).
Chcieć a musieć to dwa różne światy. O to chodzi, że MUSIMY, bo ktoś zakładał, że CHCEMY. Bez pytania, czy na pewno ma 100% poparcia.
A jeśli czegoś nie wiem, to jeszcze jeden dowód na to, że problemy gejów i problemy transów to dwa odległe światy, a mówienie o "wspólnocie LGBT" to pic na wodę. Homoseksualizm i transseksualizm to zupełnie inne zagadnienia i problemy życiowe.
Cóż, ja jestem i trans, i bi z przewagą na homo, więc łapię się tu i tu... Ogólnie: problem polega na tym, że większość osób homo i bi nie zna osób trans (w liczbie mnogiej), nie gadała z nimi jakoś głębiej i zwyczajnie bazuje na mocno stereotypowej wiedzy - bo tylko taka jest powszechnie dostępna.
Mężczyźni trans (M/K) chcą się pozbyć swojej męskości, bo ich to uwiera, chcą być kobietami. I odwrotnie, kobiety trans (K/M) chcą się pozbyć swej kobiecości, więc jest ona usuwana w którymś z etapów operacji zmiany płci.
K/M to mężczyźni trans. M/K to kobiety trans. Tak na start. Nie chodzi o to, że jesteśmy kimś tam i chcemy być kimś innym. Chodzi o to, że jesteśmy kimś i chcemy, by inni to wiedzieli. Od samego początku K/M to mężczyzna, M/K to kobieta, a tylko powłoka cielesna mniej lub bardziej się z tym kłóci.
Tak przynajmniej sobie to wyobrażałem i do dziś nie umiem sobie wyobrazić operacji zmiany płci bez sterylizacji. Może się mylę - ale powiedzcie proszę, jak to może być bez sterylizacji? Czy transseksualiści zachowują swoje genitalia po operacji zmiany płci? Nie wyobrażam sobie tego.
Czym innym jest sterylizacja (usunięcie macicy z przydatkami albo jąder), która jest zwyczajnie wskazana dla zdrowia i dla zmniejszenia dawek hormonów, a czym innym zmiana genitaliów (utworzenie penisa czy waginy). Na to pierwsze decyduje się dobrowolnie dużo więcej osób - nie wszyscy. Na to drugie - wiele osób się decyduje, a część z bardzo różnych, bardzo złożonych przyczyn zachowuje stare genitalia.
Pamiętaj, że to nie jest Twoje ciało, tylko jakiejś innej osoby. Ciebie to nie dotyczy. Ty nawet tych genitaliów prawdopodobnie nie zobaczysz. Transseksualizm to bardzo skomplikowany dramat. Dużo łatwiej jest przez niego przejść, kiedy ma się wybór. Kiedy to jest "mogę poddać się sterylizacji w ramach stawania się w pełni sobą" a nie "muszę poddać się sterylizacji albo nigdy nie będę w pełni sobą". Tym bardziej, że samo poddanie się operacji to gwałt na organizmie.
To prawo dotyczy osób trans, które chcą zmienić płeć. Jeśli zmieniają płeć, to znaczy że tak czy owak wysterylizować się muszą (bo sami tego chcą). Mężczyźni trans (M/K) chcą się pozbyć swojej męskości, bo ich to uwiera, chcą być kobietami. I odwrotnie, kobiety trans (K/M) chcą się pozbyć swej kobiecości, więc jest ona usuwana w którymś z etapów operacji zmiany płci.
Tak przynajmniej sobie to wyobrażałem i do dziś nie umiem sobie wyobrazić operacji zmiany płci bez sterylizacji. Może się mylę - ale powiedzcie proszę, jak to może być bez sterylizacji? Czy transseksualiści zachowują swoje genitalia po operacji zmiany płci? Nie wyobrażam sobie tego.
A jeśli czegoś nie wiem, to jeszcze jeden dowód na to, że problemy gejów i problemy transów to dwa odległe światy, a mówienie o "wspólnocie LGBT" to pic na wodę. Homoseksualizm i transseksualizm to zupełnie inne zagadnienia i problemy życiowe.
dołączcie! :)
Czy zdamy Test na Solidarność? :]
http://katarzynaformela.blox.pl/2010/08/TEST-SOLIDAR(...)-go.html
Tak, dotarło to do mnie. Aż dziwne, ale głębiej sam nie zastanawiałem się nad sprawą płci prawnej. Dzięki za wyjaśnienia.
Ciąg dalszy wyjaśnień technicznych :) a po drodze również paru innych.
"Operacja zmiany płci" to dziwny konstrukt, pod media. Odnosi się przeważnie do operacji na genitaliach, która nie jest tym, o czym wszyscy transseksualiści marzą. Społeczeństwo - ta heteroseksualna część - koncentruje się na genitaliach i albo uważa, że seks lesbijek to nie seks, bo nie dochodzi do penetracji, albo uważa, że seks gejów jest fuu, bo dochodzi do penetracji, albo uważa, że transi są kobietami (K/M)/mężczyznami (M/K), póki nie przejdą mitycznej "operacji zmiany płci", która przekształci genitalia w takie do zaakceptowania. Taki obraz trafia do mediów i w konsekwencji także do osób LGBT (tak, T również, bo wiedzę o świecie czerpią z mediów; poza tym to społeczeństwo wszczepia nienawiść do swojego ciała jako przyczyny wszystkich cierpień osoby trans).
Tymczasem leczenie polega w większości na braniu hormonów, dzięki którym osoba transseksualna nareszcie jest postrzegana przez świat tak, jak chce być postrzegana i może wyjść z domu bez narażania się na nieustanne upokorzenia. (Do tego dochodzi jeszcze trochę zabiegów, zwłaszcza u M/K, ale to już sprawa indywidualna).
Pod wpływem hormonów - nawet gdy jeszcze organizm produkuje przeciwstawne - zmienia się sylwetka, głos, rysy twarzy. Tylko z głosem jest różnie: K/M przechodzą regularną mutację, natomiast M/K dostają pewne wsparcie ze strony hormonów, ale przede wszystkim większość musi ćwiczyć. Po usunięciu jąder/jajników tych hormonów po prostu można brać mniej. Z drugiej strony, w tym momencie człowiek dożywotnio uzależnia się od przyjmowania leków - bo bez jakichś hormonów płciowych organizm po prostu wysiada.
Po jakimś czasie brania hormonów osoba transpłciowa może też zmienić płeć prawną (K/M w Polsce muszą się najpierw przeważnie poddać mastektomii), a w konsekwencji wszystkie dokumenty - i wówczas w zasadzie sprawę funkcjonowania w świecie ma załatwioną, większość stresów odpada, można wreszcie normalnie pracować, kupować alkohol, załatwiać sprawy w urzędach, odbierać przesyłki na poczcie, zdawać egzaminy, legitymować się kanarowi etc... I wtedy też można zająć się tym, co przeszkadza prywatnie (a czasami nie przeszkadza): usunięciem gonad, zmianą genitaliów.
Tymczasem w Szwecji bez sterylizacji nie było mowy o zmianie dokumentów - konsekwencje chyba łatwo sobie wyobrazić?
Zgoda, rozumiem (choć gdzieś czytałem też inaczej).
W takim razie jak można tu mówić o dokonanej operacji zmiany płci? Jeśli osoba M/K zachowa jądra i prostatę, to będzie miała niski głos , zarost na twarzy i męskie kształty ciała - testosteron wciąż będzie działał. I na odwrót z osobami K/M - bez sterylizacji (usunięcia macicy i jajników) hormony żeńskie robią swoje, więc mowa o zmianie płci jest fikcją. A z tego co wiem, to osoby transseksualne bardzo pragną zmienić płeć i skończyć z dotychczasową "powłoką cielesną". Na co więc wydawać grube pieniądze na zmianę płci, skoro będą i tak działać hormony niechcianej płci dotychczasowej?
Transseksualizm to bardzo skomplikowany dramat. Dużo łatwiej jest przez niego przejść, kiedy ma się wybór. Kiedy to jest "mogę poddać się sterylizacji w ramach stawania się w pełni sobą" a nie "muszę poddać się sterylizacji albo nigdy nie będę w pełni sobą".
Tym bardziej, że samo poddanie się operacji to gwałt na organizmie.
Tak, wiem. Ja nie mam w życiu takich dramatycznych dylematów, najwyżej raz w roku ktoś na osiedlu rzuci za mną "pedał idzie" - ot, i wszystko.
Staram się jednak zrozumieć ludzi trans. Pewnie niektórych szczegółów nie zrozumiem nigdy. Domyślam się, że to dramat, ale życzę powodzenia - trzeba mieć nadzieję.
Chcieć a musieć to dwa różne światy. O to chodzi, że MUSIMY, bo ktoś zakładał, że CHCEMY. Bez pytania, czy na pewno ma 100% poparcia.
Cóż, ja jestem i trans, i bi z przewagą na homo, więc łapię się tu i tu... Ogólnie: problem polega na tym, że większość osób homo i bi nie zna osób trans (w liczbie mnogiej), nie gadała z nimi jakoś głębiej i zwyczajnie bazuje na mocno stereotypowej wiedzy - bo tylko taka jest powszechnie dostępna.
K/M to mężczyźni trans. M/K to kobiety trans. Tak na start. Nie chodzi o to, że jesteśmy kimś tam i chcemy być kimś innym. Chodzi o to, że jesteśmy kimś i chcemy, by inni to wiedzieli. Od samego początku K/M to mężczyzna, M/K to kobieta, a tylko powłoka cielesna mniej lub bardziej się z tym kłóci.
Czym innym jest sterylizacja (usunięcie macicy z przydatkami albo jąder), która jest zwyczajnie wskazana dla zdrowia i dla zmniejszenia dawek hormonów, a czym innym zmiana genitaliów (utworzenie penisa czy waginy). Na to pierwsze decyduje się dobrowolnie dużo więcej osób - nie wszyscy. Na to drugie - wiele osób się decyduje, a część z bardzo różnych, bardzo złożonych przyczyn zachowuje stare genitalia.
Pamiętaj, że to nie jest Twoje ciało, tylko jakiejś innej osoby. Ciebie to nie dotyczy. Ty nawet tych genitaliów prawdopodobnie nie zobaczysz.
Transseksualizm to bardzo skomplikowany dramat. Dużo łatwiej jest przez niego przejść, kiedy ma się wybór. Kiedy to jest "mogę poddać się sterylizacji w ramach stawania się w pełni sobą" a nie "muszę poddać się sterylizacji albo nigdy nie będę w pełni sobą".
Tym bardziej, że samo poddanie się operacji to gwałt na organizmie.
To prawo dotyczy osób trans, które chcą zmienić płeć. Jeśli zmieniają płeć, to znaczy że tak czy owak wysterylizować się muszą (bo sami tego chcą). Mężczyźni trans (M/K) chcą się pozbyć swojej męskości, bo ich to uwiera, chcą być kobietami. I odwrotnie, kobiety trans (K/M) chcą się pozbyć swej kobiecości, więc jest ona usuwana w którymś z etapów operacji zmiany płci.
Tak przynajmniej sobie to wyobrażałem i do dziś nie umiem sobie wyobrazić operacji zmiany płci bez sterylizacji. Może się mylę - ale powiedzcie proszę, jak to może być bez sterylizacji? Czy transseksualiści zachowują swoje genitalia po operacji zmiany płci? Nie wyobrażam sobie tego.
A jeśli czegoś nie wiem, to jeszcze jeden dowód na to, że problemy gejów i problemy transów to dwa odległe światy, a mówienie o "wspólnocie LGBT" to pic na wodę. Homoseksualizm i transseksualizm to zupełnie inne zagadnienia i problemy życiowe.