Podmienili nam prezydenta?
-Nie mam uprzedzeń wobec homoseksualistów, oskarżanie mnie o nie jest całkowitym nieporozumieniem - powiedział na konferencji prasowej w stolicy Słowenii Lech Kaczyński.
O stosunek do gejów i lesbijek pytali prezydenta słoweńscy dziennikarze. Próbowali dociekać, czy to poglądy na homoseksualizm nie pozwalają mu ratyfikować Traktatu Lizbońskiego.
-To pytanie raczej do pewnego obrazu Lecha Kaczyńskiego, czy raczej braci Kaczyńskich w Europie, niż do prawdziwych braci Kaczyńskich - odparł prezydent (na osoby gotowe wytłumaczyć nam, co miał na myśli czeka nagroda pieniężna)
Osoby o odmiennej orientacji "były, są i będą w każdym społeczeństwie, w każdej cywilizacji". - Ale promować tych postaw nie ma potrzeby, choćby dlatego, aby ród ludzki nie wyginął. - stwierdził Kaczyński.
Prezydent wyraził też swoje zdanie na temat ewentualnej legalizacji związków homoseksualnych.
-Nie jestem zwolennikiem jakichkolwiek prześladowań - jeśli jakiś dwóch mężczyzn, czy dwie kobiety, chcą pozostawać w stałym związku - to nikt im tego nie może zabronić, ale co innego jest traktowanie tych związków, tak jak małżeństwa.
Komentarz redakcji
Przyznaję, mam mieszane uczucia po wypowiedzi Kaczyńskiego. Prezydent w Lublanie z pewnością został zaskoczony pytaniem o homoseksualistów. Myślami zapewne był już na szczycie w Brukseli, albo jeszcze dalej, na organizowanym przez swoją kancelarię balu prezydentów.
Wypowiadając, umówmy się, dość umiarkowane jak na Polskę słowa o gejach i lesbijkach wszedł w buty postępowego konserwatysty. Z premedytacją, nastawioną na dobrą prasę i święty spokój podczas szczytu, czy bezwiednie, z dobrego serca i szczerości intencji - trudno stwierdzić.
Możemy więc narzekać na zaściankowość prezydenta i nieudolne tłumaczenia niechęci do legalizacji związków homoseksualnych troską o przyszłość ludzkiej rasy, ale krytykować jego poglądów, formułowanych bez obrażania kogokolwiek, nie mamy prawa. Cel osiągnięty, panie prezydencie.
(mk)
"Jeśli ktoś nie rozumie (...) to jest kretynem!"
Tu nie ma nic do "nadinterpretacji".
> jesteś głupi i ograniczony
ROTFLMAO, jakze gleboko przemyslany argument.
Nastepnie nazwales tych ktorzy sa za adopcja homo kretynami. Jeszcze lepiej.
A w nastepnej kolejnosci co? Odebranie dzieci tym homo ktorzy juz je maja? Przymusowe aborcje, sterylizacje, obozy koncentracyjne?
A przyszlo ci na mysl ze zmiana obywatelstwa trwa, wiec niektorzy mogliby chciec teraz pobrac sie i zaadoptowac dziecko, po czym wyjechac nastepnego dnia i spokojnie czekac na nowe obywatelstwo w normalnym kraju?
Albo ze jak A i B zyja razem, A wychowuje dziecko z poprzedniego zwiazku, to jesli A umrze to dziecko laduje w domu dziecka, a B czesto dostaje zakaz kontaktu z nim? I to twoim zdaniem jest ok?
Idz do psychiatry. Powaznie. To sie nazywa "zinternalizowana homofobia".
Ja przedstawiłem mój krytyczny pogląd na ostatnie zdanie z powyższych powodów, ale samą myśl stojącą za nim doceniam i odczytuję jako postulat nie stosowania przytyków do osoby, bo to przesłania dowolną dyskusję i na pewno nie pomaga innym zrozumieć nas a tego typu działań jest dużo wśród osób homo w stosunku do szeroko rozumianej prawicy, co może mieć związek ze wspomnianym oddziaływaniem psychologicznym ;)
Osobna sprawa jest natomiast jak bardzo prywatne poglady jednego czlowieka wplywaja na innych. W tej sytuacji założyłam, że oddziaływanie Lecha K. ma aspekt co najwyzej psychologiczny :)