Relacja z I Śląskiej Manify
8 marca z okazji Dnia Kobiet odbyła się w Katowicach I Śląska Manifa. Pierwsza taka Manifestacja została zorganizowana w Warszawie w 2000 roku. Ślązaczki musiały czekać na nią sześć lat. Wreszcie nadeszła pora. Nie był to tradycyjny pochód ani przemarsz ulicami miasta, ale żywy, kolorowy happening, pełen radości i spontaniczności, któremu przewodziły Kazimiera Szczuka i Małgorzata Tkacz-Janik, członkinie partii Zielonych 2004. Trzeba mocno podkreślić, że była to pierwsza tego typu impreza na Śląsku, która zgromadziła wiele ludzi, młodszych i starszych, kobiet i mężczyzn, feministek i feministów, a także całkiem spore grono lesbijek i gejów, czego świadectwem była widniejąca nad pochodem tęczowa flaga.
Na Śląsku, gdzie wciąż jeszcze rytm życia jego mieszkańców jest wyznaczony przez silną patriarchalną tradycję, której emblematem jest stereotyp trzech "K", czyli Kinder, Küche, Kirche - o sprawach feminizmu, seksualności i płciowości nie mówi się wcale, a jeśli już to w zaciszu uniwersyteckim. Ów stereotyp został sparodiowany przez uczestniczki i uczestników Manify na różne sposoby, choćby w postaci hasła: "Kobieta, Koniec i Kropka".
Manifa stała się także okazją do protestu przeciwko łamaniu elementarnych praw człowieka oraz demokratycznej wolności mediów. Stała się wreszcie głośnym upominaniem o praworządne państwo obywatelskie, w którym respektuje się prawa kobiet, a także wszelkich mniejszości.
Manifestanci wyruszyli spod restauracji "Złoty Osioł", gdzie mieścił się sztab organizacyjny, i ulicami: Dworcową, Pocztową i Młyńską (przy której stoi budynek Urzędu Miasta Katowice) przeszli na plac Szewczyka, koło dworca PKP. Tam rozpoczęto oficjalnie Manifę, przemówienia wygłosiły wspomniane już organizatorki Kazia Szczuka i Małgosia Tkacz-Janik. Przecięły różową wstęgę, witając wszystkich zgromadzonych, także kilkudziesięciu zakapturzonych i osłoniętych szalikami przeciwników, którzy rozdawali swoje ulotki i naklejali znane skądinąd plakaty z napisem: "zakaz pedałowania". Nie wisiały jednak długo, kilku manifestantów zdarło je natychmiast ze słupów ogłoszeniowych. Głos zabrali także Ryszard Pawłowski, działacz dawnej "Solidarności" oraz Magdalena Piekara, wykładowczyni Uniwersytetu Śląskiego, autorka manifestu. Nad bezpieczeństwem czuwała Policja, odgradzająca "wszechpolaków", skandujących hasła: "Róże dla kobiet - nie dla feministek", "Zboczeńcy".
Następnie Manifestacja ruszyła ulicą 3-go Maja na pl. Teatralny obok rynku. Przemarszowi towarzyszyła akcja uliczna, której przewodniczył przebrany w strój superbohatera mężczyzna, wstrzymujący ruch tramwajów. Na balkonach i w witrynach sklepowych pojawiły się z kolei superbohaterki. Do tłumu włączali się przechodnie. W ruch poszły "przeszkadzajki" i gwizdki. Kilka dziewczyn prowadziło wózki, w których leżały kolorowe balony zawinięte w becik. Niektóre trzymały kwiaty lub transparenty z napisami: "Nie damy kaczkom zrobić z nas kur", "Becikowe to ściema", "Grzeczne dziewczynki nie awansują", "Demokracja jest kobietą". Manifestacja zakończyła się radosnymi okrzykami i brawami. W stronę manifestujących poleciało kilka jaj i pomidorów. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Niezwykle ważnym punktem I Śląskiej Manify było spotkanie z Kazimierą Szczuką i Krzysztofem Kłosińskim, którzy w "Złotym Ośle" poprowadzili wieczorem znany program "Wydanie drugie poprawione" - tym razem "Na żywo", rozmawiając o sytuacji współczesnych kobiet w społeczeństwie i polityce, o przyczynach ich nieskuteczności. Nie zabrakło także uwag na temat wolności słowa, równych praw kobiet i mężczyzn, upomniano się także o szacunek wobec lesbijek i gejów. Oni także muszą walczyć o godne miejsce w śląskiej społeczności.
Pierwsze kroki mamy już za sobą.
Tomek K.
Coś takiego jak biologiczna norma NIE ISTNIEJE, te całe gadanie o 'prawie naturalnym' to pic na wodę i fotomonaż.
A tak przy okazji, księża czy zakonnice którzy żyją w celibacie, czy oni też nie będą dostawać kasiory z naszych heteroseksualnych podatków?
porównywanie "normalnych" ludzi do zwierząt zadko sie tu zdarza wręcz odwrotnie zazwyczaj mniejszosci są wyzywane od zwierząt
swoją drogą w jaki Ty świecie żyjesz ?? jesli uwazasz ze kobieta jest "maszyną" do robienia dzieci to żal mi CIe i to szczerze
co do emerytur - geje i lesbijki płacą podatki, z których państwo finansuje również wszelkie dopłaty "prorodzinne". to chyba logiczne, że dokarmiane przez nas dzieci powinny się odwdzięczyć, wypłacając nam emerytury (na które notabene też płacimy pieniądze, jak każdy).
Pozdrowienia