Alan Hollinghurst wyróżniony
Po raz pierwszy w 40-letniej historii najważniejszą brytyjską nagrodą literacką uhonorowano literaturę homoseksualną - pisze w Gazecie Wyborczej Jerzy Jarniewicz. Oto obszerne fragmenty tekstu:
Tegoroczna Nagroda Bookera nie powinna być zaskoczeniem. Laureat, pięćdziesięcioletni Alan Hollinghurst, jest dobrze znany. Błyskotliwie debiutował w 1988 roku powieścią "Klub koryncki". Druga książka, "Spadająca gwiazda" z 1994 (obie wyszły po polsku), nazwana została przez amerykańskiego recenzenta "gejowską >Lolitą<". Trzecia, "The Spell", ukazała się w 1998. Najnowszą powieść, "The Line of Beauty", którą można uznać za swoistą kontynuację debiutu, przywitał niemal jednogłośny chór zachwytów jeszcze przed uhonorowaniem jej przez jury Bookera; zwracano uwagę na znakomity obraz epoki thatcheryzmu, śmiałą erotykę i zalety stylu.
Choć, w przeciwieństwie do dwu ostatnich lat, nagrodę Bookera przyznano uznanemu autorowi, ten werdykt jest jednak przełomowy - pierwszy raz uhonorowano literaturę gejowską.
Hollinghurst ma tu znamienitych poprzedników. Literatura o związkach homoseksualnych, pisana przez homoseksualistów lub dla czytelników tej orientacji, powstawała od zawsze, ale w Anglii do połowy XX wieku albo istniała w podziemiu, albo też, jak "Portret Doriana Graya" Wilde'a, tylko aluzyjnie mogła przywoływać ten tłumiony i wyklęty temat.
Pierwszą otwarcie gejowską powieścią uznanego pisarza był "Maurycy" E.M. Forstera, autora znanego z powieści "Droga do Indii", "Howards End", "Pokój z widokiem" (wszystkie sfilmował James Ivory). Forster napisał "Maurycego" w 1914 roku, ale utwór, który przez ponad pół wieku krążył w maszynopisie, ujrzał światło dzienne dopiero po śmierci pisarza, w 1971, i stał się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla twórców literatury gejowskiej. Inna uznana za niemoralną powieść tamtych czasów, "Kochanek Lady Chatterley" D.H. Lawrence'a, była na indeksie do 1960 (...)
Autor "Maurycego" pozostawał w kręgu liberalnych intelektualistów z Bloomsbury, którzy ze swoim homoseksualizmem się nie kryli. Podwójna moralność angielskiego społeczeństwa, a zwłaszcza penalizacja homoseksualizmu, który był w Anglii przestępstwem aż do 1967 roku, nie pozwalała jednak autorom Bloomsbury jawnie podjąć tego tematu w literaturze. Pamiętano jeszcze proces Oscara Wilde'a z końca poprzedniego stulecia. Przestrogą była też historia Radclyffe Hall, której "Studnia samotności" z 1928 opisująca miłość lesbijską przez ponad 20 lat była objęta zakazem druku. Pod wpływem tego skandalu Virginia Woolf ubrała swój lesbijski list miłosny, czyli powieść "Orlando", w kamuflaż przypowieści historycznej (...)
Po II wojnie obyczajowość w Wielkiej Brytanii stała się bardziej restrykcyjna. Do głosu doszli pisarze o drobnomieszczańskim lub robotniczym pochodzeniu, którzy w sprawach moralnych byli konserwatywni (głośne potępienie homoseksualistów przez Kingsleya Amisa). Dopiero w latach 60. rozpięto wiktoriański gorset, a wraz z kulturą przyzwolenia nastała pogoda dla tolerancji. Najciekawszym twórcą był wtedy nieco dziś zapomniany Joe Orton, w którego anarchistycznych komediach tematyka homoseksualna ujawniała się pośrednio, przez nawiązania stylistyczne do sztuk Wilde'a.
Po wojnie literatura gejowska rozwijała się natomiast wyjątkowo dynamicznie w Ameryce, zwłaszcza w poezji, która odwoływała się do wątków homoseksualnych obecnych w twórczości ojca poezji amerykańskiej Walta Whitmana. Głośny był proces wytoczony wydawcy "Skowytu" Allena Ginsberga, poetyckiego manifestu bitników. Jednak Ginsberg, jako konsekwentny outsider sytuujący się poza społeczeństwem, nie wydawał się stróżom moralności szczególnie groźny. Wśród poetów wpisujących się w tradycję gejowską warto wymienić nowojorczyków Franka O'Harę czy Johna Ashbery'ego, a wśród dramaturgów - Tony'ego Kushnera, którego "Anioły w Ameryce" rozpoczęły dyskusję na temat polityki seksualnej w dobie AIDS.
Szczególne znaczenie w historii anglojęzycznej literatury gejowskiej miały, oprócz "Pokoju Giovanniego" Jamesa Baldwina, powieści Edmunda White'a piszącego wyrafinowaną, proustowską prozę, która wyprowadziła tę twórczość z literackich peryferii (...)
Wraz ze zmianami obyczajowymi temat ten zaczął powoli zanikać. Najnowsze powieści gejowskie, w tym twórczość autora "Godzin" Michaela Cunninghama, portretują społeczność, w której homoseksualizm jest już jednym z wielu zjawisk społecznych wpisanych w krajobraz współczesności. Chodzi już nie tyle o literacki obraz dramatycznych zmagań homoseksualistów z własną tożsamością i wrogością otoczenia, ile o refleksję nad tym, jak uwzględnienie homoseksualizmu wzbogaca obraz społecznej rzeczywistości i wpływa na zmianę naszego pojmowania charakteru takich instytucji jak rodzina czy małżeństwo.
(GW)