Zmarł wielki Polak, człowiek tolerancyjny
Miłosz to gigantyczna postać naszej literatury. Naszej, bo światowej, ludzkiej, humanistycznej, bo nie tylko lokalnej, zaściankowej, bogo- ojczyźniano- polskiej. W kilku krótkich słowach małego epitafium nie sposób opisać wszystkich szczegółów jego portretu, ale być może wystarczy miejsca by istniejący już wizerunek uzupełnić o delikatny nieogolony zarost lub łagodne posrebrzyste spojrzenie.
To srebrem pisane spojrzenie poety (spotkałem go osobiści na targach książki we Frankfurcie nad Menem w październiku 2000), spod krzaczastych brwi skierowane było w różnych kierunkach. Obejmowało ono niezmierzone obszary - nie tylko ze względu na ilość zapisanych stron, lecz przede wszystkim z powodu niezwykłe pojemnej zawartości każdego pojedynczego zdania. Nawet opisując światy widzialne, jako wszystko to, co pozostaje po filozofii, np. "szeroki palec paproci hawajskich", Miłosz mówi jednocześnie o tysiącu innych niewidzialnych rzeczach, o "nieznanym ogrodzie po drugiej stronie czasu". Chciałbym podziękować Miłoszowi za to dualistyczne świata opisanie, bo jeśli nawet jest to świat jednego, pojedynczego człowieka, niedoskonałego i nie wszędzie znanego, to samo opisanie jest jednak prawie doskonałe i prawie perfekcyjne. Poeta robi to, co potrafi najlepiej: on pisze.
Łatwiej jest "składać świadectwo" niż pisać laurkę bądź epitafium. Może powinienem powiedzieć coś o zachwycie, które wywoływały jego utwory, niż o nim samym. Gdy Czesław Miłosz w roku 1981 otrzymał Nagrodę Nobla, chodziłem jeszcze do szkoły średniej i przygotowywałem się do matury. Zaczęliśmy odkrywać powoli i w miarę możliwości (cenzura dozowała Miłosza w oficjalnych publikacjach, a w drugim obiegu trudno było znaleźć wszystko) nowy świat języka polskiego. Nie ten oficjalnie podawany w szkolnych podręcznikach, lecz tchnący oddechem nieskrępowanej niczym swobody wypowiedzi, której jedyną cenzurą stanowiła bariera estetyki. Tu i ówdzie sugerowano wprawdzie polityczne inspiracje w przyznawaniu tej nagrody, ale to nie było ważne. My byliśmy młodzi. Mieszkaliśmy w kraju, który on także znał i który nazywał swoja ojczyzną "do której nie wróci" (dopiero później spostrzegliśmy, że nie chodzi tu o konkretne miejsce na ziemi), a do której na przekór wszystkiemu powracał ciągle, jak do szkoły, aby zabrać zapomniany tornister wspomnień. My piliśmy alkohol, czytaliśmy jego wiersze, zasypialiśmy przy ognisku i to nas usprawiedliwia. On nas tego nauczył: usprawiedliwiania świata. Usprawiedliwiania nieobecności, usprawiedliwiania grzechów młodości i starości. Gdy Miłosz koncentruje się nawet na liściach paproci, pokrzywy, czy na pojedynczych ziarnach kłosu zboża, zwraca jednocześnie uwagę, w sposób podstępnie sprawiedliwy, na okoliczności łagodzące. Na bólu koncentruję się rzadko, ale ból pozostaje w jego pamięci. To wyjaśnia, dlaczego jego łagodne spojrzenie na świat jednak coś wykrzywia. Ale zawsze do niego pasuje.
Czesław Miłosz- jeden z ostatnich wielkich polskich humanistów zmarł 14 sierpnia 2004 roku mając 93 lata. Był jednym z nielicznych luminarzy polskiego świata kultury, który wspierał inicjatywę krakowskiego festiwalu "Kultura dla Tolerancji".
"Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi, że jeszcze jeden dzień przeżyli,
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta."
Janusz Boguszewicz