"Homoseksualista też Polak"
Trybuna 20.01.2003r W wtorkowym wydaniu "Trybuny" (20.01.2004) ukazał się wywiad Beaty Turkowicz z Senator Marią Szyszkowską, zatytułowany "Homoseksualista też Polak". Oto tekst tej rozmowy:
- Dlaczego tak bardzo zaangażowała się Pani w walkę o równe prawa dla homoseksualistów?
- Gdy studiowałam na wydziale filozofii chrześcijańskiej zaprzyjaźniłam się z homoseksualistą. Opowiadał mi o braku tolerancji, nawet ze strony najbliższych osób. Mówił też o nieodwzajemnionej miłości do innego mężczyzny. W końcu, z powodu braku aprobaty i odrzucenia, odebrał sobie życie. Postanowiłam wtedy działać na rzecz odrzucanych przez społeczeństwo.
- Pani poglądy dla niektórych są kontrowersyjne. Dla rodziny też?
- Tak. Przykro mi o tym mówić, tym bardziej że pochodzę z rodziny lekarzy. W moim domu temat homoseksualizmu był wstydliwy, należało go przemilczeć. Część rodziny zerwała ze mną kontakty, w tym siostra. Gdy ustawa trafiła do Senatu, zatelefonowałam do swoich powinowatych mieszkających w Trójmieście. Okazało się, że moje telefony nie są pożądane.
- Ale przecież w Pani rodzinie...
- Och, to była rodzinna tajemnica, którą podsłuchałam mając kilka lat. Kuzynka mojej stryjenki była związana z kobietą. Przez długi czas darzyły się wielką miłością. Jednak zostawiła ją dla mężczyzny. Zrozpaczona kobieta nie mogąc pogodzić się z porzuceniem zastrzeliła kuzynkę stryjenki. O tej tragedii w domu mówiło się tylko późnym wieczorem, gdy wszyscy myśleli, że śpię. Dyskryminowano także żonę mojego wuja, aktorkę Teatru Narodowego, ponieważ była o kilkanaście lat starsza od niego. Ciocia poszerzała moje horyzonty myślowe. Ciągła krytyka cioci i utrata przyjaciela-homoseksualisty wyzwoliły we mnie protest wobec wszelkich przejawów nietolerancji. Zaczęłam pisać książki, w których poruszałam prawo do rozwoju indywidualnego, krytykowałam objawy braku tolerancji.
- Ale Pani walka z dyskryminacją nie polegała tylko na opisywaniu problemów.
- W latach 70. współpracowałam z psychiatrą, z twórcą w Polsce higieny psychicznej, profesorem Kazimierzem Dąbrowskim, który prowadził poradnię dla ludzi zdrowych.
- Poradnia ludzi zdrowych?
- Przychodzili do niej ludzie zdrowi, ale osaczeni przez nietolerancyjne środowisko, m.in. homoseksualiści. Przywracaliśmy im ich wewnętrzną harmonię. Utwierdzaliśmy w przekonaniu, że żyją prawidłowo, bo zgodnie ze sobą. Nie widzieliśmy żadnego powodu, by wyrzekali się swoich skłonności.
- Przychodzili bez oporów?
- W kraju nietolerancji każdy przejaw zrozumienia był przez dyskryminowanych przyjmowany z wielką ulgą. W tamtych latach niektórzy psychiatrzy leczyli homoseksualistów elektrowstrząsami. Niestety, tacy medycy zdarzają się i dziś... Poradnia działała niecałe dwa lata. Teoria Dąbrowskiego o dezintegracji pozytywnej spotkała się z ogromnym sprzeciwem środowiska psychiatrów. Profesor wyjechał do Kanady. W poradni pracował także specjalista od wyciągania młodzieży z narkomanii. Kiedyś ktoś odkrył, że jest on homoseksualistą. Zaczęła się nagonka ze strony świata lekarskiego i części rodziców, których dzieciom pomógł wyjść z uzależnienia. Lekarz ten odebrał sobie życie.
- W tak nietolerancyjnym kraju jak Polska niewiele jest osób, które odważnie wypowiadają swoje poglądy.
- Gdyby u nas nie obowiązywał tylko jeden słuszny światopogląd zgodny z naukami Kościoła katolickiego, każdy mógłby odważnie głosić własne poglądy. Dążyliśmy do demokracji. Jednak po 89 roku oczekiwana sfera wolności gdzieś umknęła. Nie ma światopoglądowych polemik, nie ma różnorodnych szkół w obrębie myśli chrześcijańskiej. Panuje tomizm w jednej odmianie. Zabrakło marksistów, teraz większość z nich twierdzi, że są zwolennikami myśli Jana Pawła II i chrześcijaństwa. Ten kto chce kształtować swoje życie i swoją świadomość ma trudności. Zostaje poddawany ciśnieniu jednego poglądu. Dziś często słyszymy, że prawdziwy Polak to katolik. Nawet media są pod dużym naciskiem prawicy. Przed 1989 r. oddziaływały w Polsce dwa nurty: marksizm i filozofia chrześcijańska w wielości jej szkół. Stowarzyszenie PAX głosiło pluralizm światopoglądowy.
- Jak zareagowali homoseksualiści, gdy została Pani senatorem? Czy wierzyli, że walka o ich prawa będzie teraz łatwiejsza?
- Część mi nie wierzyła. Mówili, że znają już kilku polityków z lewicy, którzy od lat zapewniali ich, że coś zmienią w sytuacji tego środowiska. Jednak, gdy tylko dostali się do parlamentu, o obietnicach zapomnieli. Twierdzili, że podobnie będzie i ze mną. Ten brak wiary spowodował, iż z tym większym uporem zaczęłam przygotowywać projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich.
- Zabrania on adopcji dzieci...
- Jestem temu zapisowi przeciwna chociaż go wprowadziłam. Ale gdyby brzmiał inaczej, projekt miałby kłopoty z poparciem i na pewno nie trafiłby do Senatu.
- Mąż popiera Pani poglądy?
- Tak. Jaś (Jan Stępień, pisarz i rzeźbiarz - przyp. aut.) myśli podobnie jak ja. Gdy natrafiam na trudności, jego zrozumienie i aprobata sprawiają, że staję się silniejsza. Aprobata choćby jednego człowieka sprawia, że można czuć się mocarzem. A ja mam aprobatę wielu osób w całej Polsce.
- Czy w SLD był duży opór wobec projektu ustawy?
- Przygotowałam go w tajemnicy. Uznałam, że mam niepowtarzalną okazję, by moje poglądy zawarte w książkach przełożyć na język projektu ustawy. Złożyłam go jednak dopiero 9 lipca ub.r. władzom klubu parlamentarnego, ze względu na zaabsorbowanie wcześniej referendum, a następnie kongresem SLD. Podpisało ten projekt 37 senatorów. Jest oczywiste, że dulszczyzna obyczajowa nie ominęła części parlamentarzystów. Jestem wdzięczna profesorowi Jerzemu Jaskierni za jednoznaczną postawę wobec największej liczebnie mniejszości. Muszę dodać, że Unia Pracy poparła projekt ustawy.
- Dziękuję za rozmowę.
(Trybuna)
Należysz do tej osławionej grupy rzeźników psychiatrii, którzy wbrew naturze i wbrew nauce praktykują pseudoterapię na osobach homoseksualnych?
A może należysz do tego grona ludzi, którym wmówiono, ze ich biseksualizm stłumiony za pomocą powyższych, rzeźniczych metod, był homoseksualizmem?
Żal mi Ciebie człowieku, bo nie dość, że nie wiesz co piszesz, to być może zostałeś mocno skrzywdzony przez los.
ja np. nic nie wiem o tym, że można leczyć coś co nie jest chorobą :-)
gdyby się udało wprowadzić tą ustawę, proponuję zgłosić szyszkowską do pokojowego nobla