Stronniczy wyrok przeciwko matce- lesbijce
Od kilku już dni, prasa amerykańska pisze o szczególnym przypadku urzędowej, bo sędziowskiej homofobii. Rzecz zdarzyła się w Birmingham w stanie Alabama. Sędzia Roy Moore rozpatrywał tam sprawę o przyznanie praw opiekuńczych nad trójką dzieci z rozbitego małżeństwa. O prawa te wystąpiła kobieta, która jest lesbijką. Z powodu swej orientacji, opuściła męża i żyje odtąd z swą partnerką. Sprawę przegrała. W uzasadnieniu sędzia Moore napisał, że matka nie posiada kwalifikacji wychowawczych, ponieważ posiada orientację homoseksualną.
W cytowanym przez agencje prasowe uzasadnieniu wyroku czytamy, że "homoseksualizm był i jest wstrętny, niemoralny, odrażający, jest zbrodnią przeciw naturze i prawom boskim, którym podlega naród amerykański."
Oburzenie wśród organizacji gejowskich - i nie tylko - jest w USA ogromne. Trzeba bowiem wiedzieć, że w amerykańskim systemie sprawiedliwości, sędziowie posiadają ogromną autonomię w zakresie ferowania wyroków. Istnieje w nim instytucja tak zwanego "precedensu". Jeśli więc zapada wyrok, który podpiera się argumentacją jak przytoczona powyżej, zawsze można się na nią powołać przy okazji innego procesu.
Rzecznik organizacji Lambda Legal Defense and Education Fund zarzucił sędziemu Moorowi brak bezstronności - najcięższy zarzut, jaki można postawić urzędnikowi, który w języku angielskim nosi tytuł "sprawiedliwość". Zdaniem Lambdy sprawa nadaje się do rozpatrzenia przez komisję dyscyplinarną, bowiem sformułowanie "homoseksualizm jest wstrętny" dowodzi istnienia ogromnego uprzedzenia, uniemożliwiającego obiektywne wyrokowanie.
Sam sędzia Moore nie poczuwa się do żadnej winy. Twierdzi, że mimo swej negatywnej opinii o gejach i lesbijkach, potrafi być "sprawiedliwy".
Zajmujący się problematyką homofobii naukowcy, dawno już dowiedli, że osoby, wykazujące zachowania homofobiczne - wcale nie zdają sobie z tego sprawy. Są one tak przekonane o słuszności swych emocjonalnych racji i poglądów, że nie przychodzi im do głowy by skonfrontować je z obiektywnymi faktami.
Marek Romiszewski - Miami