Nawet chrześcijańscy demokraci chcą zmian
Coś drgnęło w monolitycznej dotąd opoce "chrześcijańskich wartości", wyznawanych przez niemieckich polityków chrześcijańsko-demokratycznych. Podczas konferencji Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), w Nadrenii-Westfalii, jej wiceprzewodniczący Jürgen Rüttgers (foto) wypowiedział się za zmianą kursu w polityce rodzinnej. Warto przypomnieć, że CDU jest jedną z głównych sił politycznych w Niemczech, która rządziła krajem przez długie lata - ostatnio pod wodzą kanclerza Helmuta Kohla.
Rüttgers argumentuje w następujący sposób: Za 20 lat, w Niemczech żyć będzie zamiast 82 milionów ludzi już tylko 62 miliony. W landzie Nadrenia Westfalia zamiast 14 milionów - tylko 14 milionów. Procentowy udział ludzi powyżej 80-tego roku życia wzrośnie z trzech do dziewięciu procent.
Problemów związanych z starzeniem się społeczeństwa nie można rozwiązać poprzez imigracją, lecz zmianę stosunku do pracy: "Musimy dłużej pracować, wcześniej rozpoczynać pracę i powinny pracować także kobiety" - mówi Rüttgers i przytacza ciekawe wyniki badań, z których wynika, że im więcej w społeczeństwie żyje kobiet aktywnych zawodowo, tym wyższy jest przyrost naturalny.
Dla wielu ludzi - kontynuował swe wywody niemiecki polityk - rodzina nie jest już najwyższą wartością. Według jego słów "w pewnym obwodzie wyborczym w Kolonii, 30% wyborców żyje w związkach jednopłciowych. Chrześcijańscy demokraci powinni wygrywać wybory również i tam. Nie możemy dyktować ludziom jak powinni żyć. Musimy ich zaakceptować takimi, jacy są".
Święte słowa. W końcu wyniki wyborów w Polsce w dużym stopniu są potwierdzeniem tej prawdy.
Gabriela Ruszkowska-Meier - Berlin