I studentka też
Informuje nas o tym "Nasz Dziennik" opisując "Warszawski Informator Akademicki" na rok 2000/01 [?]. Otóż w części 'ABC studenta' czytamy: "Na koniec kilka organizacji niekoniecznie studenckich, niemniej przydatnych..." A jest ich pięć:
Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny [udziela fachowych porad w
sprawach seksualności i antykoncepcji];
Klub Inteligencji Katolickiej [propaguje otwarty, posoborowy katolicyzm];
Centrum Kobiet Fundacja Feministyczna [zajmuje się m.in. prawami kobiet];
Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii;
Ośrodek Gejowski RAINBOW.
Ciekawe zestawienie - pisze redaktor i roztacza przed nami wizję: na uczelnię warszawską przychodzi młoda, niewyrobiona, nieuświadomiona dziewczyna z zaścianka, która wierzy, że dzieci znajduje się w kapuście.
Trzeba ją więc posłać do Federacji na Rzecz Kobiet, żeby się 'odblokowała' seksualnie, korzystając przy tym z dobrodziejstw antykoncepcji. Potem uda się do KIK-u, gdzie ją 'otworzą' katolicko. Po wyjściu stamtąd, kontynuuje redaktor, będzie oczywiście w takim stanie ducha, ze od razu sięgnie po narkotyki. W tym stanie znajdą ją feministki, które nauczą ją, na czym polega prawdziwa kobiecość. Pobiegnie więc do Tow. Zapobiegania Narkomanii i się odtruje, by następnie kroki swoje skierować, jako świadoma już lesbijka, do Ośrodka RAINBOW. Tam będzie mogła się spotkać z koleżankami lesbijkami i kolegami gejami oraz podyskutować z nimi o problemach katolicyzmu otwartego. [Najwyraźniej redaktor nie może znieść myśli, że przy RAINBOW działa grupa chrześcijańska bez błogosławieństwa "Naszego Dziennika" i o. Rydzyka.]
Scenariusz bardzo interesujący, chociaż, jak na mój gejowski gust, trochę zbyt feministyczny... Więcej dla chłopców, panie redaktorze! Przecież do Warszawy może trafić jakiś młody, niewyrobiony, nieuświadomiony chłopak z zaścianka... I co wtedy?
Edmund Mazur