Goście w areszcie
Dziesięć lat po obaleniu komunizmu, Rumunia oddalona jest o lata świetlne od systemu demokratycznego. Przestrzeganie praw człowieka jest dla tamtejszych władz niepotrzebnym zbytkiem. Niewygodnych obywateli, lub całe grupy społeczne, terroryzuje się przy pomocy pięści. Dowodzą tego ekscesy, jakich dopuściła się rumuńska policja w Bukareszcie.
Tamtejsza dyskoteka "Casablanca Disco Club", w której spotykają się geje, został zaatakowany i postawiony na głowie przez watahę 20 funkcjonariuszy. Trzydziestu gości zostało czasowo zatrzymanych. Na komisariacie wszyscy zotali poddani przesłuchaniu i fotografowani. Wzięto im też odciski palców. Donosi o tym jeden z działaczy rumuńskiej organizacji gejowskiej "ACCEPT".
Razzia była zemstą policji, bowiem nastąpiła w dwa dni po ujawnieniu przez "ACCEPT" podczas konferencji prasowej stosowania przez policję przemocy, bicia podczas zatrzymań i przesłuchań i innych przypadków naruszania praw człowieka.
Działacz "ACCEPT", Adrian Georgescu złożył na policję skargę do rumuńskiego Sądu Najwyższego. Zapowiedział też, że w razie konieczności, zwróci się do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strassburgu.
(TJ)