Bijatyki jak w normalnych związkach
Rano zadzwonił telefon. Znajomy gej, bardzo wzburzony, prosił bym pojechał na drugi koniec miasta i odwiózł jakiegoś chłopca do szpitala, bo on nie ma samochodu. Chcąc nie chcąc, pojechałem. Na miejscu czekał młody chłopak z wyraźnymi śladami ciężkiego pobicia. Fioletowe siniaki na twarzy, rozbite wargi, opuchlizna. Całe ciało – pokiereszowane. Ruszyliśmy na pogotowie. Po drodze okazało się, że pobił go jego starszy o kilka lat facet. Był pijany, z tego powodu rozpoczęła się sprzeczka zakończona prawdziwą jatką. Rezultat: trzy tygodnie pobytu w szpitalu z podejrzeniem wstrząsu mózgu.
Przemoc w związkach gejowskich występuje równie często jak w stadłach heteryckich. Do takiego wniosku prowadzi lektura wyników badań amerykańskiej organizacji "National Coalition of Anti-Violence Programs".
W Polsce, przypadki przemocy w związkach gejowskich rejestrowane są niezwykle rzadko. Pokrzywdzeni boją się meldunku na policji, unikają korzystania z pomocy prawnej. W USA takich przypadków notuje się około 3000 rocznie. Kontakt z policją jest trudny. Funkcjonariusze, którym brak doświadczenia, ogłady, tolerancji a czasem po prostu kultury osobistej, zachowują się wobec ofiar obojętnie, a czasem nawet obraźliwie. Podobnie jak w związkach heteroseksualnych, ofiary boją się swych prześladowców. Chłopca, o którym wspomniałem na początku, widziałem kilka tygodni potem w towarzystwie człowieka, który go pobił. Brutalny partner tłumaczył się potem, że "chłopak go sprowokował".
(TJ)